The Balm Mary-Lou Manizer

poniedziałek, lutego 25, 2013 unappreciated 18 Comments

Makijażowym geniuszem nie jestem, daleko mi do ideału jeśli chodzi o malowanie. Od jakiegoś czasu maluję się częściej, przez co mam coraz większe doświadczenie i wiem, co do mnie pasuje, a co nie. I tak też uważałam, że rozświetlacz mi do szczęścia nie jest potrzebny, że to szkoda pieniędzy. I tak to na jednym blogu była Mary-Lou Manizer, to na drugim, to na trzecim i to opakowanie! Przepadłam całkowicie! I jak już się napaliłam to nigdzie go nie było. Zapomniałam o nim na chwilę, ktoś gdzieś o nim przypomniał i w ruch poszedł mój detektywistyczny zapał i znalazłam ostatnią sztukę! I powiem tak: nie wiem, jak mogłam do tej pory się bez niego obejść?! Używam przy każdym makijażu i jestem nim oczarowana! Więcej paplaniny nie będzie, pooglądajcie sobie zdjęcia :]








INGREDIENTS: MICA, ISOEICOSANE, POLYETHYLENE, BORON NITRIDE, POLYISOBUTENE, PTFE, SILICA, SYNTHETIC WAX, DIMETHICONE, TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), IRON OXIDES (CI 77491).

18 komentarze:

Dermedic Hydrain2 - krem nawilżający o przedłużonym działaniu

czwartek, lutego 21, 2013 unappreciated 6 Comments

W okresie jesienno-zimowym skóra mojej twarzy to jedna wielka Sahara. Dlatego musiałam poszukać czegoś, co ukoi moją napiętą z suchości skórę. Najpierw próbowałam walczyć używając serum Flavo-C, o którym pisałam tutaj. Jednak serum to było za mało. I przez przypadek w SuperPharm w moje łapki wpadł tytułowy krem Dermedic Hydrain2 - krem nawilżający o przedłużonym działaniu. Wzięłam go, bo skusiła mnie ówczesna cena promocyjna wynosząca 9,90 zł (normalnie kosztuje z tego, co pamiętam ok. 50 zł). Odleżał swoje i poszedł w ruch.


Od producenta:

Działanie: Krem o potrójnym działaniu nawilżającym bezpośrednio wiąże i zatrzymuje cząsteczki wody w głębokich warstwach naskórka oraz hamuje jej parowanie z powierzchni skóry. Łagodzi podrażnienia spowodowane czynnikami zewnętrznymi. W widoczny sposób zmniejsza zaczerwienienia i wygładza naskórek. Neutralizuje wolne rodniki.

Polecany dla: Skóra odwodniona, sucha, wrażliwa, nietolerująca tradycyjnych kosmetyków. Może być stosowany podczas leczenia trądziku różowego i młodzieńczego.

Sposób użycia: Stosować rano i wieczorem, a w razie potrzeby częściej na twarz, szyję i dekolt.


Krem zamknięty jest szklanym słoiczku zapakowanym w kartonik (pojemność podana na opakowaniu to 50 g). Sam słoiczek jest mało higieniczny, ale ma założone sreberko chroniące, więc wiem, że nikt wcześniej nie grzebał w nim swoim paluchem.

Konsystencja jest gęsta i treściwa, ale dobrze rozprowadza się na skórze. Przez treściwość tego kremu  nie używałam go rano, ze względu na dość długi czas wchłaniania. Zwłaszcza, że nie oszczędzałam sobie go w nakładaniu. Stosowałam go tylko wieczorem i ewentualnie w ciągu dnia kiedy miałam wolne. Krem ma lekki zapach. Ciężko mi dokładnie stwierdzić, czy jest on bardziej owocowy, czy kwiatowy (z zapaleniem zatok stwierdzić jest to jeszcze ciężej :]). Na początku mi przeszkadzał, a po pewnym czasie używania przestałam go wyczuwać.

A jak z działaniem? Moja skóra dosłownie go wypijała. Zdarzały się dni kiedy musiałam raz za razem nakładać go na twarz, bo była tak sucha, że każda poprzednia warstwa natychmiastowo się wchłaniała.  Nie zauważyłam tego, o czym pisze producent: łagodzenie podrażnień spowodowanych czynnikami zewnętrznymi (może dlatego, że stosowałam go tylko na noc?) oraz zmniejszenia zaczerwienień. Co prawda jak się pojawiały to rzadko i mniejsze niż zwykle, ale nie wiem, czy to jest jego zasługa, czy wcześniej opisywanego serum Flavo-C.

Nadal szukam kremu idealnego w kwestii nawilżania i tego, jak szybko będzie się wchłaniał. Następny w użyciu będzie Dermedic Hydrain3, którego jestem bardzo ciekawa.


SKŁADNIKI: AQUA, PARAFFINUM LIQUIDUM, GLYCERIN, METHYLPROPANEDIOL, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), CYCLOPENTASILOXANE (AND) DIMETHICONOL, UREA, PEG - 100 STEARATE (AND) GLYCERYL STEARATE, CETYL ALCOHOL, STEARIC ACID, TOCOPHERYL ACETATE, TRIETHANOLAMINE, ACRYLATES /C10 - 30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, XANTHAN GUM, DMDM HYDANTOIN (AND) METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE (AND) METHYLOISOTHIAZOLINONE, EDTA, PARFUM.

6 komentarze:

Auriga Flavo-C serum

wtorek, lutego 12, 2013 unappreciated 6 Comments

Serum Flavo-C firmy Auriga kupiłam jeszcze w listopadzie zeszłego roku. Było to moje drugie podejście do serum do twarzy (pierwsze z Biochemii Urody zakończyło się klapą) i mam, co do niego mieszane uczucia.

Na początku zaznaczę, że zaczęłam używać serum z witaminą C, ponieważ poleciła mi to dermatolog podczas badania mojej skóry. Miałam go używać w sezonie jesienno-zimowym w połączeniu z kremem z witaminą C (ta historia będzie kiedy indziej). Sama raczej nie pomyślałabym o tym, żeby używać jakiegokolwiek serum, bo nie czułam takiej potrzeby (nie zauważyłam u siebie zmarszczek, a i aż tak stara jeszcze nie jestem :]).


Od producenta:
Flavo-C Serum zapobiega procesowi starzenia się skóry dzięki zawartości 8% kwasu L-askrobinowego i 30% Ginkgo Biloba.

Sposób użycia: 
Stosować rano i wieczorem aplikując preparat na wybrane obszary ciała (twarz, wierzch dłoni, dekoltu).

Termin przydatności do zużycia - 3 miesiące od otwarcia.


Serum dostajemy w ciemnozielonej buteleczce (mój K. twierdzi, że kolor ma jak butelka piwa ;])z aplikatorem w formie pipetki, zapakowana jest w zaklejony kartonik, dzięki czemu wiem, że nikt mi w tym nie grzebał (jestem ostatnio wyczulona na tym punkcie). W środku pudełka mamy zapakowaną ulotkę w kilku, jak nie kilkunastu językach, tam do poczytania jest oczywiście więcej niż na opakowaniu. Butelka zawiera 15 ml płynu w kolorze bursztyny (K. - piwa), konsystencja jest rzadka, pachnie dla mnie... aptecznie (nie wiem, czy jest takie słowo, ale myślę, że chyba wiecie, o co mi chodzi?). Serum przypomina mi bardziej olejek niż jakikolwiek inny płyn, ale nie pozostawia po sobie tłustych warstw.

Pomimo zalecenia o stosowaniu go 2 razy dziennie, zaniechałam tą metodę. Z prostego powodu - dość długo się wchłaniał i pozostawiał lekko "lepką" skórę, ciężko byłoby mi od razu pomalować się, a czasu rano z reguły za wiele nie mam. Dlatego w dzień używałam go tylko, jak miałam wolne, albo miałam późniejszą zmianę, a tak to praktycznie codziennie (skleroza zapomina o regularności) używałam go na noc. Najpierw oczyszczałam twarz z makijażu i dopiero po jakimś czasie stosowałam serum, z reguły przed samym spaniem. 

Na początku budziłam się rano z buzią gładką, jak pupcia niemowlaczka. Z czasem, nie wiem, czy moja skóra zaczęła się przyzwyczajać, czułam, że jest przesuszona. Od początku roku stosowałam go razem z kremem Dermedic Hydrain 2 (o tym też będzie innym razem) i to zdecydowanie pomagało.

Liczyłam trochę na rozjaśnienie niedużych przebarwień, które mam na policzkach. Wydawało mi się na początku (albo był to efekt placebo, niestety nie wpadłam na to żeby zrobić zdjęcia "przed" i "po"), że Flavo-C rozjaśniło newralgiczne miejsca, ale po dłuższym czasie używania ten efekt zniknął. Dodam, że nie zmieniałam dodatkowo nic w codziennej pielęgnacji.

Samo serum jest bardzo wydajne (przynajmniej przy stosowaniu raz dziennie), wystarczyła niewielka ilość na użycie na buzię (połowę mniej niż jest w pipetce na zdjęciu). Serum używałam od ok. połowy listopada do teraz, czyli praktycznie całe 3 miesiące, jak jest zdatny do użytku od momentu otwarcia. Gdybym używała go zgodnie z zaleceniem - połowę krócej.

Nie wiem, czy do niego wrócę. Będę pewnie poszukiwała czegoś tańszego i lepiej działającego. Ale to dopiero na jesień.


Dostępność: swój kupiłam w Super-Pharm (nie wiem, gdzie jeszcze można je dostać).
Cena: w promocji 51,99 zł, bez promocji 79,99 zł.

INGREDIENTS: Aqua, Ginkgo Biloba, Ascorbic Acid, Butylene Glycol, Polysorbate 20, Polysorbate 80, Imidazolidinyl Urea.

6 komentarze:

Kąpielowe umilacze

sobota, lutego 09, 2013 unappreciated 35 Comments

Kilka osób zauważyło, przy poście o denkowym styczniu, że lubię zapachy spożywcze w kosmetykach do kąpieli. No nie da się ukryć. Uwielbiam wszystko, co ładnie pachnie i najlepiej jest słodkie. Ale jakbym zjadała te wszystkie słodkości, na które mam ochotę to bym się nie mieściła we własnym mieszkaniu :) Dlatego lubię zaopatrywać się w kąpielowe umilacze, które pachną przesłodko i apetycznie, robią dużą pianę i relaksują w kąpieli. Poniżej kilka takich smakołyków, dobrze, że od wąchania nie wchłaniam kalorii :)

Na pierwszy rzut idzie zawartość paczki, którą dostałam od Original Source w ramach udziału w HexxBox'ie. W środku znalazłam 2 żele pod prysznic: Lemon & Tea Tree i Chocolate & Mint oraz płyn do kąpieli Mango & Macadamia, który już miałam okazję używać.



Następnie przychodzi kolej na smakowite nowości do kąpieli od Luksji w wersji XXL. Do tej pory miałam płyn o zapachu czekoladowo-pomarańczowym i bardzo go polubiłam. Mam nadzieję, że z poniższą czwórką będzie podobnie. Przed Wami: Lemon Pie, Blueberry Muffin, Cherry Tort i Caramel Waffel.




Na sam deser zostawiłam coś, co wogle nie nadawałoby się do jedzenia. Wąchać mogę cały czas i kojarzy mi się z wiosną, za którą bardzo tęsknię. Kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu z Joanny. Bez kocham, a ten płyn pachnie dokładnie jak bez!


35 komentarze:

Styczniowe denko

sobota, lutego 02, 2013 unappreciated 20 Comments

Melduję, że żyję. Po prostu ciężko mi się ostatnio ogarnąć ze wszystkim, a doba ma zdecydowanie za mało godzin, a ja za mało czasu dla siebie. Do tego jeszcze było zapalenie ucha, które nie chce mnie zostawić w spokoju. Ale mam nadzieję, że w ten weekend (no dobra, przez jego jeszcze połowę) się ogarnę i będę tu częściej :)

Puste opakowania zawsze mnie radują, bo wiem, że mogę je w końcu zastąpić czymś innym (staram się wykańczać wszystko na bieżąco). Ale do rzeczy!


1. The Body Shop - czekoladowy (!) żel do kąpieli. Pachnie obłędnie czekoladą, bardziej gorzką niż słodką. Świetnie się pieni, nie wysusza skóry. No i zapach, który roznosi się po mieszkaniu i pozostaje na skórze. Zdecydowany umilacz zimowych wieczorów :) Taką czekoladę można używać bez obaw o dodatkowe kalorie! :)
2. Yves Rocher - kremowy żel do kąpieli o zapachu ananasa i kokosa. Cudowny wakacyjny zapach, który od razu odpędza myśli o zimie i przywołuje te o lecie. Dobrze się pienił, nie wysuszał skóry, ale zapach na niej nie pozostawał. Edycja limitowana, więc pewnie nie ma go już w sprzedaży.
3. Yves Rocher - żel do kąpieli o zapachu pieczonego jabłka w karmelu. Właściwości ma podobne do swojego kolegi. Zapach równie piękny, z tym, że nie czuć karmelu, a lekko kwaskowate jabłko. Świetny zapach! Również edycja limitowana.
4. Original Source - żel do kąpieli z nowej, sweterkowej edycji - Orange & Liquorce. W butelce pachnie obłędnie, trochę nawet za słodko, niestety w wannie nie czuć już nic. Pieni się dobrze, ale brak zapachu zdecydowanie nie umila kąpieli.


5. Eveline - peeling - masaż pod prysznic. Okropny, przeokropny żelowy glut z niewyczuwalnymi drobinkami. Nie robił nic poza pienieniem się na skórze. Zapach to sama chemia, bardzo wydajny, tak bardzo, że aż za bardzo. Więcej tego grzechu nie popełnię.
6. Marks&Spencer - mydło w płynie do rąk o zapachu grejpfrutowym. Dostałam go na otwarciu nowego sklepu Marks&Spencer we Wrocławiu. Szału nie zrobił na mnie, dobrze mył ręce, nie wysuszał ich, był wydajny. Sama go raczej bym nie kupiła.


7. Sensique - zmywacz do paznokci o zapachu kiwi. Tego pana przedstawiać nie muszę, bo już tak często pojawiał się w moich denkowych podsumowaniach, zmieniam tylko wersje zapachowe. Kolejna butla już w użyciu.
8. Isana - krem do rąk kwiat pomarańczy. Nie wiem, czy tak rzeczywiście pachnie kwiat pomarańczy, ale zapach mi się podobał. Krem był lekki, szybko się wchłaniał, do tego bardzo wydajny. Używałam go w pracy, od razu po posmarowaniu mogłam używać klawiatury. Tak błyskawiczne wchłanianie połączone z nawilżaniem przy mojej pracy jest bardzo pożądane. Szkoda, że to edycja limitowana.
9. Cleanic - bawełniane płatki kosmetyczne. Nie zdarzyło mi się do tej pory pisać o wacikach, bo nie czułam takiej potrzeby. W przypadku tej wersji (Silk Effect) mam mieszane uczucia. Niby były fajne, duże, ale tak rozwarstwiały się przy wyjmowaniu z opakowania, że nie jestem im w stanie tego wybaczyć. Do tej wersji już na pewno nie wrócę.


10. Eveline - masło do ciała Zniewalający Cynamon. Zniewalający był zdecydowanie zapach. Dla mojej wymagającej skóry nawilżenie było średnie i raczej krótkotrwałe. Ale za to zapach wszystko mi rekompensował i długo utrzymywał się na skórze.
11. Eveline - krem wyszczuplający + ujędrniający antycellulit. Pic na wode, fotomontaż. Nie wierzę w cudotwrócze kosmetyki, ale ten nie robił po prostu nic.
12. BingoSpa - balsam do stóp, o którym pisałam tutaj.

20 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me