Essie / Fall In Line (kolekcja Dress To Kilt)

wtorek, września 30, 2014 unappreciated 28 Comments

Kontynuując prezentację lakierów z tegorocznej, jesiennej kolekcji Essie, dziś przedstawię Wam Fall In Line. Kolor to brudny zielony, wymieszany ze sporą kroplą szarości. Lakier idealnie kryje po 1 warstwie, ale u mnie na paznokciach możecie zobaczyć dwie. Standardowo pokryłam płytkę jeszcze topem z Kwika. Po 3 dniach pojawiły mi się delikatne wytarcia końcówek, co widoczne było tylko przy dokładnym przyjrzeniu się. Nie odbarwia płytki oraz skórek i zmywa się bezproblemowo.

Lubię takie brzydkie kolory ;)

Edit: żeby nie było - on mi się naprawdę bardzo podoba :]




28 komentarze:

Dno i wodorosty, czyli zużycia lipca i sierpnia

sobota, września 27, 2014 unappreciated 38 Comments

Koniec września to dobry czas na podsumowanie zużyć... z lipca i sierpnia :D Miałam się za nie wziąć wcześniej, ale puste opakowania nie zając, nie uciekną. I tak oto właśnie zapraszam Was na garść mini recenzji.


Na początku zacznę od szamponów. Jak zwykle prym wiodą u mnie te spod szyldu Balea. Po raz kolejny postawiłam na wersję witaminową oraz ziołową, natomiast zielone jabłuszko gościło u mnie po raz pierwszy i niestety lekko rozczarowało mnie zapachem. O działaniu tych szamponów pisałam już nie raz, więc powtarzać się nie będę ;) Z produktem Pharmaceris przeciw wypadaniu włosów spotkałam się po raz pierwszy i na pewno nie ostatni! Uwielbiam go za zapach, konsystencję i działanie na porost włosów - miałam po nim istny wysyp baby hair! Nie zauważyłam co prawda zmniejszenia wypadania włosów, ale nie szkodzi, ważne, że rosną nowe :)


Podczas kąpieli raczyłam się cudownie owocowymi zapachami. Im słodziej, tym lepiej! Balea w wersji limitowanej najbardziej przypadła mi do gustu, oczywiście jeśli chodzi o zapach. Ta wersja żelu z LPM jest moją ulubioną i już do niej powróciłam w tym miesiącu. A Oriflame... pachniał ładnie, ale i słabo się pienił i lekko wysuszał skórę, a tego nie lubię.


Peeling z serii orzeźwiającej Pat&Rub najmniej przypadł mi do gustu jeśli chodzi o zapach. W działaniu też mnie nie powalił, zostawiał tą słynną już białą warstwę na skórze, która świetnie znika dzięki użyciu żelu do kąpieli/pod prysznic. Natomiast peeling Tutti Frutti o zapachu wiśniowym pachniał landrynkami, cudownie słodko! W działaniu też nie był najgorszy, lekko nawilżał skórę, ale na dłużą metę był mdły. Kolejny peeling to ten ze stajni Phenome - tak właściwie jego nazwa do pumeks do stóp, uwielbiam! Więcej napiszę w pełnej recenzji. Tak samo z maską oczyszczającą do włosów tej samej marki! Kolejne opakowania tych produktów zdecydowanie o czymś świadczą :) Avon nigdy mnie nie powalał swoimi peelingami (dużo tego słowa w ostatnich kilku zdaniach), ten też szału na moich i dłoniach i stopach (bo takie było jego przeznaczenie) nie zrobił. Delikatnie oczyszczał, ale szukałam czegoś mocniejszego. Plus za zapach. I znów Balea, ale tym razem odżywka do włosów brązowych, świetna! Cudownie nawilżała moje włosy, łatwiej się rozczesywały i na dodatek nie przetłuszczały. Na pewno do niej powrócę. Na zdjęciu jest jedna próbka odżywki do włosów John Masters Organic z miodem i hibiskusem... ale tak naprawdę było ich około 20! Zakupiłam taką ilość, przelałam do butelki plastikowej i mam dużo tańszą wersję odżywki, która normalnie kosztuje kosmiczne pieniądze. Na początku do mnie nie przemówiła, ale po podcięciu włosów bardzo ją sobie chwalę. 


Krem Nagoya z olejkiem arganowym otrzymałam na spotkaniu blogerek, niestety miał bardzo krótki termin ważności, przez co musiałam go szybko zużyć - bardzo fajnie nawilżał skórę, zwłaszcza moje przesuszone łokcie, no i genialnie pachniał! Aż żałuję, że się skończył. Nie znoszę smarować się mazidłami do ciała, nie ważne, że skóra jest sucha, po prostu nie lubię. Z tym masłem walczyłam długo, nie dlatego, że coś było z nim nie tak, nie, to masło jest cudowne. Jeśli chodzi i o zapach i o działanie, moja skóra je pokochała. I dzięki niemu zaczęłam się uczyć regularności w smarowaniu :) Krem do rąk również z serii otulającej Pat&Rub pokochałam od pierwszego użycia i niuchnięcia. Bardzo fajnie nawilżał dłonie i co ważne! szybko się wchłaniał. Używałam go głównie w pracy, więc błyskawiczne wchłanianie było mile widziane. Kolejne opakowanie jest już u mnie, tylko muszę zużyć obecne zapasy. Spod tego samego szyldu, czyli Pat&Rub zużyłam kawowy peeling do ust oraz różany balsam do ust. Peeling kocham za zapach kawy, którą uwielbiam, działanie też miał świetne. Przy najbliższej promocji chętnie zakupię inną wersję zapachową. Natomiast jeśli chodzi o balsam... szału nie zrobił, po prostu. O zmywaczu z Essence pisało już wiele dziewczyn i powiem tak: świetnie zmywa lakier, ale tak mi przesuszył skórki, że nie jestem wstanie od 2 miesięcy doprowadzić ich do normalnego stanu :/ Wersje zapachowe tego zmywacza uwielbiam i nic mi nie robią, ale ta klasyczna... No niestety, więcej do niej nie powrócę. A ostatni produkt z tego zdjęcia to cudownie nawilżające rękawiczki do dłoni z Exclusive Cosmetics. Ja akurat stosowałam się do zaleceń producenta i założyłam je na 30 minut, na nie włożyłam dodatkowo bawełniane rękawiczki i czekałam. A było na co! Cudownie gładkie i miękkie dłonie, tak samo skórki. Nawilżenie trwało długo, pomimo mycia rąk balsam był ciągle wyczuwalny na dłoniach, a ich gładkość trwała tak przez kilka dni. Wiem, że są one na pewno dostępne w Naturze i w Rossmanie, kosztują ok. 15 zł i zdecydowanie warto je mieć :) Ja na pewno kupię kolejne opakowanie i tym razem użyję ich na noc.


Tonik z Pat&Rub uwielbiam, to już moje kolejne opakowanie i po raz kolejny nic więcej nie napiszę w denku. Zbieram się za pełną recenzję :) O kremie Luscious z Phenome niedawno pisałam całkiem sporo, chętnych po więcej zapraszam tutaj. A w skrócie napiszę tak: uwielbiam go i ja i moja skóra, i kolejny słoiczek jest już w użyciu. Flawless Silk od Lily Lolo to puder transparentny, którym wykańczam makijaż. Nie dość, że jest bardzo wydajny, to jeszcze świetnie wpływa na moją cerę. Kolejne, trzecie opakowanie już jest w użyciu. O BB Dollish w wersji green od Lioele czytałam wiele i na podstawie tych recenzji zakupiłam ten podkład. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to moja druga, trzecia jest już w użyciu. O czymś to świadczy ;) Bioderma Sensibio to tak właściwie jedyny płyn micelarny, który używam, dwa razy go zdradziłam i wróciłam z podkulonym ogonem. Moja cera bardzo go lubi, a więcej o nim napisałam w pełnej recenzji tutaj. Serum do twarzy Babuszki Agafii do 35+ nie zrobiło na mnie szału. Ledwo co nawilżał twarz, nie zauważyłam nic, co obiecywał producent. A serum z GoCranberry powinno się tak właściwie znaleźć w denku poprzednim. Zużyłam go chyba na początku maja. Niestety nie używałam go zgodnie z przeznaczeniem, lecz jako krem na noc. Dlaczego? Ano dlatego, że jako naczelna gapa otworzyłam go na początku lutego, mając już wtedy w użyciu inny tego typu produkt. No i oczywiście gapa nie zauważyła, że termin ważności od otwarcia wynosi 3 miesiące. Kiedy gapa to zauważyła? W połowie marca! Więc miałam niecałe 1,5 miesiąca na używanie produktu. Jako serum było go szkoda, bo naprawdę niewielka ilość była potrzebna do posmarowania twarzy i szyi, używałam go więc jako kremu na noc, nakładając grubą warstwą. I powiem Wam, że w ten sposób się sprawdził :) Ale niestety zapach mnie zdecydowanie zniechęca przed ponownym zakupem, zbyt mocny i zbyt drażniący, a wcale tak szybko się nie ulatniał.


No i na sam już koniec dezodoranty - standardowo zielona kulka Vichy oraz Garnier, który tak mi podpasował w tej konkretnej wersji, że chętnie do niego wróciłam.

38 komentarze:

Essie / Take It Outside (kolekcja Dress To Kilt)

czwartek, września 25, 2014 unappreciated 33 Comments

Jesienna kolekcja marki Essie bardzo wpadła w me gusta, zwłaszcza po obejrzeniu wielu swatch'y. Z 6 lakierów wybrałam sobie 4: Partner In Crime, The Perfect Cover Up, Fall In Line i dzisiejszego bohatera Take It Outside. Pozostałe dwa to Dress to Kilt i Style Cartel (które u mnie by się po prostu kolorystycznie powielały).
Kolor opisany przez producenta to szary brąz, z tym się zgadzam, ale w odpowiednim świetle widać delikatne fioletowe tony. Lakier posiadam w wersji z cienkim pędzelkiem, ale maluje się nim świetnie. Na upartego to jedna warstwa byłaby zdecydowanie wystarczająca do pełnego pokrycia płytki, co jest rzadko spotykane przy jasnych odcieniach. Natomiast ja jak zwykle nałożyłam dwie. Wysycha bardzo szybko, dodatkowo utrwaliłam go topem Kwik Kote. Na temat trwałości się nie wypowiem, bo mam go na paznokciach dopiero drugi dzień, ale nie mam nawet minimalnie startych końcówek.








33 komentarze:

Essie / Romper Room i Orly / Silver Pixel

piątek, września 19, 2014 unappreciated 27 Comments

Ostatnimi czasy bardzo lubię na paznokciach używać lakierów o różnych strukturach. Najlepszym przykładem jest mani, które miałam już jakiś czas temu, ale tak mi się spodobało, że mam je na paznokciach bardzo często, ale z różnymi wersjami kolorystycznymi.
Poniżej możecie zobaczyć po dwie warstwy Essie Romper Room z kolekcji Hide & Go Chick oraz piaskowy Silver Pixel od Orly. Na Essie nałożyłam top Kinetics.







27 komentarze:

Models Own / Beach Bag

piątek, września 05, 2014 unappreciated 25 Comments

Czyżby lato postanowiło do nas jeszcze powrócić? We Wrocławiu jest piękna słoneczna pogoda, ponad 25 stopni w cieniu i nic innego mi się nie chce niż, czytać książkę na zielonej trawce na słońcu. I niech tak już pozostanie! ;]
Dlatego dziś istnie letni kolor Beach Bag od Models Own z neonowej kolekcji Flip Flop. Na paznokciach widzicie dwie warstwy lakieru, pokryte matującym topem z Flormaru. I w takiej wersji neony najbardziej mi się podobają ;]






25 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me