Pustaki | czyli zużycia z grudnia

piątek, stycznia 09, 2015 unappreciated 22 Comments

Posty denkowe bardzo lubię... czytać, bo jak mam sama taki stworzyć, to czasami jest mi słabo ;) Głównie ze względu na to, że ostatnimi czasy gromadziłam puste opakowania z kilku miesięcy, a potem jeszcze zrobić im zdjęcia i je opisać... To nie dla mnie, za dużo czasu zajmuje. Dlatego z nowym rokiem postanowiłam powrócić do comiesięcznych postów denkowych, zobaczymy, co z tego na dłuższą metę przyjdzie. 

Zeszły rok trzeba najpierw zamknąć, więc dziś przed Wami kilka recenzji kosmetyków które w poprzednim miesiącu zużyłam.


Standardowo na początki i najwięcej - żele do kąpieli. Isana Vitamin&Joghurt to bardzo przyjemnie pachnący owocami żel, dobrze się pienił, był w miarę wydajny, nie wysuszył mi skóry i jest tani. Tak samo jak wszystkie żele marki Rossman. The Body Shop Papaya Showe Gel zakupiłam podczas letnich wyprzedaży. Oczywiście kupił mnie zapach - owocowy, ale nie sztuczny. Żel dobrze się pienił i był bardzo wydajny. W cenie promocyjnej mogę go kupić, ale nie w standardowej, bo ta jest zdecydowanie za wysoka.


Niby dwa te same zapachy - jeżyny, ta sama firma - Yves Rocher, a tak naprawdę dwa zupełnie różne produkty. Ten ze stałej oferty (po lewej stronie) miał mało ciekawy zapach, przede wszystkim był sztuczny i sam płyn bardzo wysuszał mi skórę, co go zdecydowanie eliminuje do ponownego zakupu. Natomiast żel ze świątecznej oferty to bardzo słodki owocowy zapach, dużo dużo mniej sztuczny i co ważne nie wysuszał skóry!


Balea Oil Repair Shampoo trafił do mnie całkiem przypadkiem, chciałam odżywkę z tej serii, ale brat mojej kochanej B., który co jakiś czas przywozi nam kosmetyki z DM pomylił się i przywiózł ten produkt. I cieszę się, że tak się stało! Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, delikatnie je nawilża więc nie potrzebowałam używać po nim odżywek czy masek, jest bardzo wydajny przez to, że świetnie się pieni. Moje włosy zdecydowanie go pokochały.


Balsam do ciała z serii Hipoalergicznej od Pat&Rub kupił mnie swoim zapachem. Jest to chyba jedyna seria, w której nie czuć cytrusów (choć je lubię, to na dłuższą metę są męczące). Niektórzy twierdzą, że zapach jest męski, mi się kojarzy ze świeżością i przede wszystkim z wiosną! Najlepiej i najpiękniej zapach tego kosmetyku opisała Megdil w tym poście (serdecznie polecam Wam lekturę!). Balsam bardzo dobrze nawilża skórę (zaznaczę, że jestem sucharkiem), nie podrażnia skóry nawet takiej, która jest czy po goleniu, czy po jakimś zadrapaniu. Zapach utrzymuje się na skórze długo - smarując się po wieczornej kąpieli jego zapach czułam jeszcze przez pół następnego dnia. Z tej serii mam jeszcze masło do ciała i peeling, mam nadzieję, że moje odczucia będą podobne :) O cukrowym peelingu do ciała od Phenome pisałam całkiem niedawno o tutaj i dotąd nie zmieniłam o nim zdania. Świetnie oczyszcza skórę, delikatnie przy tym ją nawilżając i do tego jest bardzo wydajny!


Mgiełkę Różaną z Pat&Rub na początku używałam tylko do ciała - głównie podczas letnich upałów, świetnie nawilżała skórę oraz dawała uczucie nawilżenia i schłodzenia skóry. Po nastaniu niższych temperatur i po tym jak skończył mi się tonik do twarzy również z P&R postanowiłam mgiełkę używać właśnie w roli toniku. I był to strzał w 10! Na mojej naczynkowej cerze sprawdziła się znakomicie - nawilżała i oczyszczała twarz oraz uspokajała skórę gdy miałam gorące i czerwone policzki. Myślę również, że po tych kilku miesiącach, kiedy ją używałam w ten sposób moje naczynka zdecydowanie się uspokoiły. Zapach różany był niezmiernie delikatny i nieprzeszkadzający. Na pewno jak skończę obecne zapasy toniku do tej mgiełki powrócę. Odżywcza pomadka z peelingiem od Sylveco nie raz uratowała mi usta. Czy to podczas bardzo mocnego wysuszenia, czy spękania ust. Teraz podczas sezonu zimowego zaopatrzyłam się w dwie kolejne sztuki i świetnie chroni przed mrozem i wiatrami. Co prawda konsystencja jest trochę dziwna - na początku peeling jest bardzo delikatny, potem ostrzejszy i znów delikatny, ale to mi w ogóle nie przeszkadza. Pachnie delikatnie migdałami.


O odżywce do paznokci Peggy Sage Express Nail Hardener wspominałam już nie raz właśnie podczas postów denkowych. Zużyłam już ładnych kilka opakowań tego produktu i na pewno wzmocnił moje paznokcie, a także mam wrażenie, że lakier dłużej się trzyma na płytce paznokcia. Oczywiście kolejna butelka jest już w użyciu i muszę uzupełnić swój zapas, bo bez niej nie wyobrażam sobie malowania paznokci. O topie Kwik Kote naczytałam się swego czasu wiele, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Miałam informacje, że jest dostępny w Hebe, ale jak na złość zlikwidowali wtedy w jedynej tej drogerii we Wrocławiu ich szafę. Stwierdziłam wtedy, że chyba nie jest nam pisana wspólna przyszłość. Na szczęście Hebe otworzyło drugą drogerię i tam całkiem przypadkiem natrafiłam akurat na ostatnią butelkę tego topu. I zdecydowanie była to miłość od pierwszego pomalowania. Działa tak, jak powinien działać wysuszacz i dodatkowo mam wrażenie, że przedłuża trwałość mani. Trafił do moich ulubieńców w tej kwestii, zaraz obok Essie Good To Go, a jest zdecydowanie tańszy.


O złuszczających maskach do stóp w zeszłym roku było całkiem głośno w blogosferze. Chciałam oczywiście wypróbować na swojej skórze (stopach) ten produkt, ale ciągle nie mogłam znaleźć stacjonarnie, a zamawiać specjalnie nie chciałam. W listopadzie zakupiłam w drogerii Natura dwie takie maski z dwóch różnych firm. Użyłam na razie jednej z firmy L'biotica. Siedziałam w tych za dużych skarpetkach przepisowe 90 minut, po czym miałam bardzo przyjemnie nawilżone stopy. Przez prawie tydzień nic się nie działo, aż nagle zauważyłam delikatne schodzenie skóry z pięt i palców. Reszta była nietknięta. Dopiero po użyciu kremu do stóp w duecie z bawełnianymi skarpetkami coś się ruszyło. Powiem szczerze, że oczekiwałam efektu wow, natomiast w efekcie końcowym wygładziły mi się tylko pięty, palce delikatnie, a spód stopy niewiele się zmienił. Macie jakichś swoich ulubieńców w tym temacie?

Dajcie znać, czy znacie któreś ze zużytych przeze mnie pustaków i co o nich myślicie!

22 komentarze:

  1. Mgiełkę różaną uwielbiam za zapach oraz działanie :) Moja cera też ją polubiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzisz! pomimo, że mamy zupełnie różne cery to u nas obu się sprawdzil :)

      Usuń
  2. patkowej mgiełki nie próbowałam, ale stricte wodę/hydrolat różany wielbię :) czy to z biochemii czy inny - cudo
    skarpety miałam z purederm i efekty "obłażenia" znajdziesz na blogu :) są do dostania w Hebe na pewno, czy gdzieś indziej - nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o! to zapamiętam sobie i przy okazji wizyty w Hebe na nie spojrzę :)

      Usuń
  3. ten żel z the body shop wygląda całkiem fajnie :) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam go, ale kup na wyprzedaży - wtedy jest zdecydowanie tańszy :)

      Usuń
  4. Pierwsze zdanie tego postu wyjęłaś mi z ust! Mam dokładnie to samo, ale staram się zebrać w sobie co miesiąc i to wszystko udokumentować ;) W grudniu sytuacja mnie przerosła prawie, bo mam około 30 pustych opakowań... Taaa, też nie wiem, jak to się stało ;)
    Peeling do ust z Sylveco też mocno polubiłam, to świetny produkt, choć zapach mógłby być inny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poszalałaś w takim razie! :D
      mi akurat zapach nie przeszkadza, nawet go polubiłam :)

      Usuń
  5. Nie wiedziałam, ze w Naturze można dostać skarpetki złuszczające :O
    Moje ulubione to te z Tony Moly, aczkolwiek zazwyczaj są na ebayu - 30 zł mniej więcej, przesyłka za darmo, ale z Korei, więc te 2 tygodnie się czeka. Ale działanie świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są i to z dwóch różnych firm (przynajmniej tyle zauważyłam) ;)
      jak te drugie nie powalą mnie na kolana to chyba jednak zamówię te z Tony Moly, bo wiele o nich słyszałam ;)

      Usuń
  6. Miałam jedynie żel z Isany (chyba z 3 lata temu), ale ta wersja zapachowa nie podbiła mojego serca.
    Do profesjonalnego zestawu szampon + odżywka przymierzam się już od jakiegoś czasu i przy wizycie w DM na pewno go zakupię:) Fajnie, że szampon też się sprawdza, bo zazwyczaj czytałam jedynie recenzje odżywek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie używałam co prawda duetu odżywka + szampon, ale same i jedno i drugie się sprawdzają :)

      Usuń
  7. Lubię żele z Isany i dość często po nie sięgam. Powyższy wariant miałam jeszcze na studiach i również przypadł mi on do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie znam tej wersji żelu ISany

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę w końcu zakupić jakieś kosmetyki balea, bo mnie wszystkie blogi kuszą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serdecznie polecam, zwłaszcza żele pod prysznic :)

      Usuń
  10. Peeling Phenome kocham, wiosenny balsam P&R też lubię (Zapach <3, muszę nabyć masełko :)), a pomadka z Sylveco to był strzał w dyszkę! Dziękuję Ci raz jeszcze za ten cudny dar :*****

    Aa, no i zgadzam się co do tych jeżynowych zapachów YR. Limitowana edycja jest świetna! Swoją drogą, kremik do rąk też przypadł mi do gustu, niby jest lekki, ale fajnie nawilża, no i zapach!

    Skarpetki złuszczające też miałam, te, które były swego czasu dostępne w Biedronce, ale wielkiego efektu też nie doświadczyłam ;( Chociaż męczyłam się ze zluszczaniem ze dwa długie tygodnie! :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Balsam Phenome uwielbiam, a na peeling Phenomé mam chrapkę ;) Produktów YR nie znam w ogóle.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me