Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensique. Pokaż wszystkie posty

Lakierowe nowości

No i kolejne lakierowe nowości. Śmiało można mnie już nazwać lakieroholiczką. I wiecie co? Dobrze mi z tym ;) Poniższe buteleczki to zakupy z ostatnich około dwóch miesięcy, kupione w większości przypadków na promocjach, część z nich to moje prezenty świąteczne, które zrobiłam sobie po świętach. Komuś włączyło się na coś chciejstwo? Coś chcecie zobaczyć w pierwszej kolejności?




Essie - Sand Tropez, After School Boy Blazer i The Lace Is On zakupione na końcoworocznej promocji -40% w SP, Raspberry, Aruba Blue i Recessionista to zakupy z Alledrogo i Parka Perfekt kupiona na MAANI.PL.


Colour Alike - Pyrka, Drachetka, Jeżyce i Maltanka z kolekcji PZN kupione na colorowo.pl.


Zoya - Dream z kolekcji Zenith (zima 2013) oraz Carter i Sunshine z kolekcji jesiennej (2013) Pixie Dust kupione na MAANI.PL.


Models Own - Amethyst z Velvet Goth Collection i Grape Juice z Fruit Pastel Collection kupione również na MAANI.PL, czyli moje pierwsze modelki :)


Rimmel - Man Overboard, Funtime Fuschia i Oh Boy You're So Fine!


OPI - Your Such A Budapest, Can't Find My Czechbook i Suzi's Hungary Again, czyli 3 mini lakiery kupione na wyprzedaży z kolekcji Euro Centrale.


Golden Rose - Rich Color z nr 103 i Carnival z nr 01.


L'Oreal - Confettis, Sensique z serii Nail Arts z nr 321, Bell z serii Nude z nr 02 i Wibo z nr 169.


I to by było na tyle. Powiedziałabym, że potrzebny mi odwyk, ale... już tyle razy to mówiłam... ;>

Update: skusiłam się na kolejną promocję w SP (drugi lakier Essie za 5 zł) i nabyłam Smokin' Hot i A List ;]

Sensique - pomadka do ust i róż

Leń, który ogarnia mnie przed zbliżającym się urlopem jest coraz większy. Dodatkowo doba ma zdecydowanie za mało godzin, przez co nie starczy mi czasu na wszystko, co bym chciała zrobić.

Dziś korzystając z wolnej chwili pomiędzy sprzątaniem i pójściem do pracy mam chwilę żeby w końcu napisać o kosmetykach, które dostałam do testowania od Orlicy.


Na pierwszy ogień idzie pomadka o nr 3. Opakowanie jest okropne, co prawda w miarę trwałe, a pomadka spadła mi przynajmniej kilkanaście razy z różnych wysokości. Niestety od tych upadków nie jestem w stanie jej do końca zamknąć, co widać na powyższym zdjęciu.

I chyba poza trwałym opakowaniem to jest jej jedyny plus. Po pierwsze kolor zdecydowanie nie mój (źle wyglądam w takich, zdecydowanie stawiam na naturalny kolor ust), ale postanowiłam spróbować i przetestować. I tu pojawia się "po drugie" po nałożeniu na usta przeokropnie śmierdzi chemią, a jak przez przypadek oblizałam usta to aż mnie skrzywiło od tak chemicznego smaku. Chciałam się jej jak najszybciej pozbyć. I co? I było kiepsko, dobrze się trzymała na ustach i trochę musiałam się posiłować peelingiem żeby się jej pozbyć. Zrobiłam jeszcze kilka podejść, ale każde kończyło się tak samo. Więc zdecydowanie jestem na nie.




Drugim produktem jest róż do policzków i tu zdecydowanie będzie więcej plusów :)
Opakowanie również jest kiepskie wizualnie. Nie wiem jak z wytrzymałością od upadków, bo na szczęście to mi się nie zdarzyło. Do przetestowania dostałam róż w odcieniu 1 - składa się z różowego i brzoskwiniowego koloru, bez drobinek. Jego nakładanie nie sprawia żadnych problemów, nie pyli i nie osypuje się z twarzy. Wytrzymuje całkiem długo (testowałam podczas niedawnych okropnych upałów), a jak już się ściera to równomiernie i nie pozostawia placków. Wygląda bardzo naturalnie i używając kolorów oddzielnie i mieszając je. Bardzo się polubiliśmy, więc używam go na zmianę z różem Mac i Lily Lolo.





Majowe zużycia

Dawno nie robiłam takiego postu, z prostego powodu - moja mama wyrzuca wszystko, co puste. Minus mieszkania z rodzicami (ale już niedługo!). Na szczęście byli teraz na urlopie i w ciągu 2 tygodni udało mi się zachomikować kilka pustych opakowań.




Dwa zmywacze do paznokci Sensique. Po lewej o zapachu kiwi - do paznokci naturalnych z gliceryną i lanoliną, po prawej o zapachu truskawki  - bezacetonowy z aloesem i prowitaminą B5. Dobrze zmywają, do tego nie śmierdzą acetonem, wręcz pachną. Z tych dwóch moim ulubieńcem jest ten z kiwi - pachnie delikatniej niż truskawka. Są bardzo wydajne i kosztują kilka złotych. Nie wysuszają skórek i są delikatne nawet jak mam pokaleczone skórki. W tej chwili mam w użyciu dwie butle o zapachu arbuza.




Żel pod prysznic Luksja Active Vitamins. Kupiłam go w promocji w Rossmanie za ok. 8-9 zł. Pachnie bardzo orzeźwiająco i słodko jednocześnie. Baaaardzo wydajny (butla ma 500 ml) i baaaardzo dobrze się pieni. Dodatkowy plus za niewysuszanie skóry.




Wygładzający scrub cukrowy Milk&Honey z Oriflame. Dostałam go od babci, która jest zatwardziałą fanką kosmetyków Oriflame (dodatkowo jest konsultantką), leżał bardzo długo w szafce, aż w końcu doczekał się zużycia. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że poprzedni zdzierak się skończył. Pachnie fatalnie (mdli mnie jak go wącham), ścieranie ma średnie (a ja kocham porządne zdzieraki), mało wydajny. 






Nivea - wygładzająco odżywczy krem do rąk. Pisałam o nim tutaj, swojego czasu był moim ulubionym kremem do rąk, ale jego wydajność zabiła mnie i znudziła. Wydawał mi się pod sam koniec używania za ciężki. Mam jeszcze gdzieś jedną tubkę, zalega pewnie w którejś z torebek, zużyję, ale raczej na jesień/zimę - jest za tłusty. 



Jak już jesteśmy w temacie kremów do rąk - krem z The Body Shop. Kupiłam go w promocji dając puste opakowanie po jakimkolwiek kosmetyku i dostałam zniżkę 22%. Kupiłam kilka kremów z tej serii. Ten był typem torebkowym, używanym w pracy. Pełna recenzja będzie jak zużyję typ domowy, który już dogorywa :)




Niedawno pisałam tutaj o bananowym duecie. Odżywka się w końcu skończyła, szampon skończył się wcześniej i został wymieniony na 22% rabat, o którym pisałam w przypadku kremu do rąk TBS.




Krem do twarzy La Roche-Posay - Toleriane Ultra. W zeszłe wakacje potrzebowałam pilnie kremu do twarzy do skóry wrażliwej, przeczytałam o nim w jakiejś babskiej gazecie, poleciałam do apteki i kupiłam. Trochę za niego zapłaciłam (ok. 50-60 zł), ale nie żałuję. Co prawda był tłusty na dzień, ale był rewelacyjny na noc. Po jego wieczornym użyciu zawsze czułam bardzo gładką skórę. Krem jest bardzo wydajny, ma wygodną pompkę, wystarczyło raz nacisnąć, aby uzyskać odpowiednią ilość kremu. Niestety nie było widać zużycia, więc zaskoczeniem dla mnie było to, że się skończył. Na pewno kupię kolejne opakowanie, ale dopiero jak zużyję inne kremy do twarzy.


Było jeszcze kilka zużyć, które na zdjęcia się nie załapały, m.in. z powodu mamy, która lubi wyrzucać puste opakowania :) i z powodu promocji 22% rabatu w TBS (skorzystałam z niego kilkukrotnie). A były to: peeling gruboziarnisty Joanna, tak okropnie śmierdział chemią, że źle mi się go używało (wersja malinowa). Kolejny był tonik do twarzy z Pharmaceris, o którym pisałam tutaj oraz dezodorant w kulce Nivea, o którym lepiej nie wspominać :)


A Wam jak poszły zużycia?
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me