Pokazywanie postów oznaczonych etykietą róż. Pokaż wszystkie posty

Sensique - pomadka do ust i róż

Leń, który ogarnia mnie przed zbliżającym się urlopem jest coraz większy. Dodatkowo doba ma zdecydowanie za mało godzin, przez co nie starczy mi czasu na wszystko, co bym chciała zrobić.

Dziś korzystając z wolnej chwili pomiędzy sprzątaniem i pójściem do pracy mam chwilę żeby w końcu napisać o kosmetykach, które dostałam do testowania od Orlicy.


Na pierwszy ogień idzie pomadka o nr 3. Opakowanie jest okropne, co prawda w miarę trwałe, a pomadka spadła mi przynajmniej kilkanaście razy z różnych wysokości. Niestety od tych upadków nie jestem w stanie jej do końca zamknąć, co widać na powyższym zdjęciu.

I chyba poza trwałym opakowaniem to jest jej jedyny plus. Po pierwsze kolor zdecydowanie nie mój (źle wyglądam w takich, zdecydowanie stawiam na naturalny kolor ust), ale postanowiłam spróbować i przetestować. I tu pojawia się "po drugie" po nałożeniu na usta przeokropnie śmierdzi chemią, a jak przez przypadek oblizałam usta to aż mnie skrzywiło od tak chemicznego smaku. Chciałam się jej jak najszybciej pozbyć. I co? I było kiepsko, dobrze się trzymała na ustach i trochę musiałam się posiłować peelingiem żeby się jej pozbyć. Zrobiłam jeszcze kilka podejść, ale każde kończyło się tak samo. Więc zdecydowanie jestem na nie.




Drugim produktem jest róż do policzków i tu zdecydowanie będzie więcej plusów :)
Opakowanie również jest kiepskie wizualnie. Nie wiem jak z wytrzymałością od upadków, bo na szczęście to mi się nie zdarzyło. Do przetestowania dostałam róż w odcieniu 1 - składa się z różowego i brzoskwiniowego koloru, bez drobinek. Jego nakładanie nie sprawia żadnych problemów, nie pyli i nie osypuje się z twarzy. Wytrzymuje całkiem długo (testowałam podczas niedawnych okropnych upałów), a jak już się ściera to równomiernie i nie pozostawia placków. Wygląda bardzo naturalnie i używając kolorów oddzielnie i mieszając je. Bardzo się polubiliśmy, więc używam go na zmianę z różem Mac i Lily Lolo.





MAC Peaches

Dzisiaj się będę chwaliła, bo od momentu kiedy kupiłam róż do policzków MAC Peaches chodzę uhahana od ucha do ucha :)


Baaardzo długo czaiłam się żeby kupić róż w MACu. Ostatnio poczytałam trochę odnośnie wykończeń róży właśnie u Marti, miałam kilka typów wykończeń więc postanowiłam przejść do czynów. A że okazało się w piątek, że moja praca magisterska została zaakceptowana, termin obrony mam prawdopodobnie 18 lipca, stwierdziłam, że należy mi się nagroda za ciężką pracę :D (spokojnie, nagrodę po obronie już sobie też wymyśliłam :>).


Nastawiona byłam na różowy róż, ale pani (wizażystka?) stwierdziła, że z moimi rumieńcami (nadmienię, okropnymi rumieńcami od upału!) w różowym wyglądałabym co najmniej komicznie. Albo musiałabym używać jakiegoś mocno kryjącego podkładu, a takowych nie lubię. Idąc na kompromis zaproponowała coś z bardziej brzoskwiniowych róży, chciałam bez drobinek, więc padło na Peaches. Piękny brzoskwiniowy (jak sama nazwa wskazuje) kolor. Pani mnie pomalowała i nie wiem jakim cudem te okropne rumieńce zniknęły! Więc nie widziała innego wyjścia, jak wziąć właśnie ten :)


Na zdjęciach wyszedł ciut ciemniejszy niż w rzeczywistości. Na ostatnim zdjęciu starałam się pokazać jak wygląda na skórze, pod dobrym kątem patrzenia coś tam widać :] (na ręce pokazuję, a nie na mym licu, bo musiałabym się do zdjęć pomalować, a w taki upał naprawdę mi się nie chce ;)).









Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me