Ostatnie tegoroczne denko :]

poniedziałek, grudnia 31, 2012 unappreciated 12 Comments

Melduję, że żyję, co prawda ledwo. Tyle wolnego mnie niesamowicie rozleniwiło, pochłaniałam książki jak gąbka wodę (13 książek w ciągu 2 tygodni, ale o tym innym razem :), ale żeby nie było, że nic nie robiłam poza czytaniem (a niewiele tego było), to trochę też zużyłam. I żeby mieć większy luz na początek roku z chęcią pozbywam się prawie całej torby pustych opakowań :)


1. Oriflame - Merry Moments - płyn do kąpieli. Z zeszłorocznej edycji świątecznej. Kompletnie nie wiem czym pachniał, bo nie pachniał niczym. Praktycznie wogle się nie pienił, nie nawilżał. Dobrze, że się szybko skończył.
2. Oriflame - Silk&Cashmere - żel pod prysznic. Okropnie duszący zapach, tępa konsystencja i niby peelingujące drobinki, które nic nie robiły. Tragedia.
3. Avon - Senses Wonderland - żel pod prysznic. Obłędny zapach, zdecydowanie na tą porę roku. Dobrze się pienił i tyle :)
4. Avon - Strawberry Sorbet - płyn do kąpieli. Leżał w czeluściach szuflady nie wiem, jak długo. Zapomniałam o nim i przez przypadek odnalazłam. Pachniał zgodnie z nazwą truskawkami, ale nie świeżymi (niestety!), czuć trochę chemią. Dobrze się pienił, był wydajny.
5. Balea - Pflege Dusche - płyn do kąpieli. O mamo! Co za zapach! Mogłabym go ciągle wąchać i najchętniej zjeść :) Łazienka podczas kąpieli i trochę po pachniała obłędnie. A sam w sobie dobrze nawilżał skórę, ale to robi chyba każdy płyn Balea :)


6. Green Pharmacy - Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski. Kolejna butla delikatnie pachnącego szamponu. Dobrze się pieni, świetnie zmywa oleje i powoduje efekt "piszczących" z czystości włosów. A to lubię :)
7. The Body SHop - Candied Ginger - masło do ciała. Wersja 50 ml była bardzo wydajna. Kupiłam zdecydowanie ze względu na zapach, który ubóstwiam! Ma podobne właściwości, co krem do rąk z tej samej, zeszłorocznej świątecznej edycji, o którym pisałam tu.
8. Farmona - Tutti Frutti - peeling cukrowy mango i brzoskwinia. Ostatnio był wysyp recenzji tego peelingu, które zdecydowanie zniechęciły mnie do pełnej recenzji. Chemiczny zapach, duże drobinki, które tak okropnie szybko się rozpuszczały, że nie miałam możliwości, aby odpowiednio oczyścić skórę. Parafina zawarta w składnie przeokropnie natłuszczała mi skórę. Nie mam nic przeciwko parafinie, ale ta ilość w tym kosmetyku to było za dużo. I chociaż kusi mnie inna wersja zapachowa, to wiem, że się nie skuszę.


9. Biochemia Urody - Hydrolat oczarowy. Jeden z pierwszych moich kosmetyków z BU. Używałam go do przemywania twarzy. Oczyszczał dobrze, ale do zmywania makijażu się nie nadaje. Na początku drażnił mnie lekko ziołowy zapach, z czasem dało się przyzwyczaić. Raczej do niego nie wrócę.
10. Stara Mydlarnia - Orange & Vit. E - peeling do twarzy. Sztuczny zapach, żelowa konsystencja, dobre oczyszczenie, ale nie jest wart 4 zł, które dałam za niego w Naturze.
11. Biochemia Urody - Serum flavo-C15EF. Serum z witaminą C. Nie wiem, czy przy zabawie w chemika i mieszaniu popełniłam błąd, czy nie, ale nie dało się tego używać. Raz miało wodnistą konsystencję, raz glutowatą (przelewałam, co kilka dni do pojemniczka z pipetką), stało cały czas w lodówce. Rozstaję się bez bólu serca, bo mam godnego następcę. Ale o tym innym razem.


12. Sally Hansen - Diamond Cuticle + Nail Creme - krem do skórek paznokci. Pisałam o nim tu. Wtedy jeszcze był cudowny, z czasem stał sie nie do zniesienia.
13. Orly - Rich Renewal Paradise - krem do rąk. Więcej o nim można przeczytać tu.
14. Sensique - Zmywacz do paznokci o zapachu arbuza. Ente opakowanie tego zmywacza. Mój nr 1.
15. Vichy - antyperspirant. Dobrze działa i nieźle odświeża. Spełnia wymogi, które stawiam antyperspirantom. Jedyny minus to cena, ale od czego są promocje?

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie nadrobiła pustych opakowań! Ale o tym następnym razem :)

Życzę Wam udanej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku! Ja jak, co roku idę do NOTu - na Nocne Oglądanie Telewizji :)

12 komentarze:

wyniki poMikołajkowego rozdania

wtorek, grudnia 18, 2012 unappreciated 12 Comments

Zwyciężczynię miała losować puchata i mrucząca maszyna losująca. Jednak, jak to na kota  (a w tym przypadku Kulkę) przystało, wolała pójść swoją drogą do miski z jedzeniem, a na losy nawet nie raczyła spojrzeć. Moje prośby i groźby zbyła zirytowanym miauczeniem oraz wzrokiem szalonego kota. W związku z tym losowanie musiała zrobić niezależna komisja, czyli ja :)

I tak o to ogłaszam, że 4 lakiery Golden Rose Jolly Jewels zdobywa:

Obssesion!

Mail już do Ciebie poszedł, czekam na adres do wysyłki! :)

12 komentarze:

kawowy piling do ust Pat&Rub

sobota, grudnia 15, 2012 unappreciated 21 Comments

Uwielbiam kawę. Za smak i zapach. W każdej chyba możliwej postaci. Nie mogłam przejść więc obojętnie obok kawowego pilingu do ust. Kiedyś uważałam taki peeling za zbędny gadżet, teraz uważam, że to świetny kosmetyk. Dla moich, wiecznie poobgryzanych ust jest cudownym wybawieniem i po użyciu usta się miękkie i gładkie, po prostu idealne. Kolejny plus za naturalne składniki. Zdarzało mi się czasami trochę go podjeść, ale ksylitol - cukier z brzozy użyty w nim nie powoduje próchnicy :)



Piling jest zamknięty w słoiczku (25 ml), który dodatkowo zapakowany jest w kartonik (w przypadku kawowego - w brązowy). Wizualnie nie mogę mieć zastrzeżeń, bardzo lubię taki minimalizm!



Dostępne są jeszcze 2 inne warianty zapachowe: pomarańczowy i różany.

INCI: Xylitol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Coffea Arabica (Coffe) Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Mica, Iron Oxide

21 komentarze:

Golden Rose Jolly Jewels nr 110

wtorek, grudnia 11, 2012 unappreciated 39 Comments

Lakier, który każdy od razu zauważał u mnie na paznokciach. Każdy chwalił za efekt, który daje. Całkiem nieźle się trzyma - wytrzymał m.in. granie w kręgle i porządne sprzątanie. Ma mlecznobiałą bazę pełną czerwonego i niebieskiego świecącego dodatku. Do pełnego efektu konieczne były 3 cienkie warstwy lakieru, ale jak da się 2 grubsze też będzie dobrze. Dzięki temu, co wymyślił metodę foliową, bo zwariowałabym ze zmywaniem :)

Przypominam, że jest to jeden z lakierów, które możecie wygrać w moim poMikołajkowym rozdaniu!






39 komentarze:

poMikołajkowe rozdanie!

piątek, grudnia 07, 2012 unappreciated 84 Comments

Podczas DDD zamówiłam dla siebie kilka lakierów z nowej kolekcji Golden Rose - Jolly Jewels, o których już chyba każdy słyszał :) Mikołaj był tak przemiły, że dokładnie ten sam zestaw postanowił podarować Wam!

A więc zapraszam zgodnie z tytułem na poMikołajkowe rozdanie!



Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w poMikołajkowym rozdaniu?
- być publicznym obserwatora mojego bloga
- zostawić adres mailowy w komentarzu

Będzie mi miło jeśli:
- dodasz mnie do blogrolla
- umieścisz w jakikolwiek sposób informacje o rozdaniu na swoim blogu

Nagrodami są 4 lakiery Golden Rose z kolekcji Jolly Jewels o nr 110, 112, 115 i 101 (jak na zdjęciu powyżej).

Rozdanie trwa od dziś, czyli 7.12.2012 do 16.12.2012 do godz. 23:59. Losowanie wyłoni futrzata i mrucząca maszyna losująca, a wyniki podam jak najszybciej, tak aby zwycięzca mógł dostać wygraną jeszcze przed świętami :) Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski!

Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

84 komentarze:

Październikowo-listopadowe denko

sobota, grudnia 01, 2012 unappreciated 25 Comments

W październiku denka nie było, bo ilość zużytych kosmetyków była skandalicznie mała, w związku z tym postanowiłam zrobić denko październikowo - listopadowe. Zaskoczeniem dla mnie jest to, że zupełnie nie spodziewałam się takiej ilości pustych opakowań :) W szufladach robi się luźniej, ale do ponownego zapełniania jeszcze duuużo brakuje, bo zapasy mam spore :)


1. Nivea - Energy Fresh z trawą cytrynową. Dezodorant w kulce, średnia wydajność, delikatny zapach, w miarę dobrze chroni. Jak zużyję zapasy to do niego wrócę.
2. Nivea - Pure & Natural Action. Kolejna kulka, słabsze działanie niż jej brat. Prawie niewyczuwalny zapach. Do tej wersji chyba już nie wrócę.


3. Sensique - Zmywacz do paznokci o zapachu arbuza. Kolejna butla ulubionego zmywacza do paznokci. Dobrze zmywa, nie wysusza. Co dziwne, zapach mi nigdy nie przeszkadzał, a ta butelka tak jakby była felerna - zapach nie był taki jak wcześniej. Mam już kolejną butlę prawie zużytą i z nią jest wszystko w porządku.
4. Nailty - Zmywacz do paznokci z Biedronki. Chyba wszystkim znany. Nie ważne jak dobrze by zmywał lakier, pół butelki wyrzucam, ponieważ jest to wersja tak śmierdząca, że aż na samą myśl jest mi niedobrze. Nigdy więcej!


5. Bioderma - Sensibio AR. Krem do twarzy, mój ulubieniec, mega wydajny. Pełna recenzja tutaj.
6. Skin79 BB Hot Pink. Jak na razie jedyny i niezastąpiony krem BB. Bardzo lubię, kolejne opakowanie jest już w użyciu. Recenzja tutaj.


7. The Body Shop - Rainforest Radiance. Szampon do włosów farbowanych. Nie wypłukiwał koloru, nie zauważyłam co prawda, żeby utrzymywał kolor dłużej (zmieniłam farbę, więc ocenię to dopiero przy następnym farbowaniu). Zapach na początku drażniący po pewnym czasie był bardzo kojący - przypominał mi zapach lasu po deszczu. Nie przetłuszczał włosów. Cena ok. 25 zł za 250 ml.
8. The Body Shop - Banana shampoo. Nadal ulubiony, recenzja tutaj.
9. Wella - Repair. Odżywka do włosów. Nie zużyłam do końca. Niby nawilżała moje włosy przy jednoczesnym ich obciążaniu. Wyrzucam bez bólu.


10. Oriflame - Feminelle. Żel do higieny intymnej. Tak wydajnego produktu to chyba jeszcze nie spotkałam. Przy każdym użyciu naciskałam pompkę dobre kilka razy, a starczył na kilka miesięcy. Szału nie zrobił, więc w tej kategorii szukam czegoś lepszego.
11. Original Source - Lavender and Tea Tree. Mydło do rąk w płynie. Zapach na początku drażniący, pod koniec było już tylko lepiej. Wydajny, dobrze się pieni. Ale sam zapach mnie nie powalił, to nie mój klimat.


12. Organique - Jabłko i rabarbar. Cukrowy peeling do ciała. Świetny peeling o takim działaniu, jakie lubię. Pełna recenzja tutaj.
13. Pat&Rub - Relaksujący olejek do kąpieli. Zapach trawy cytrynowej jest jednym z moich ulubionych. Próbkę olejku wybrałam sobie jako gratis do zakupów w sklepie internetowych. Miły umilacz kąpieli, ale wolę mieć duużo piany :)


14. Original Source - Mango & Macadamia. Płyn do kąpieli, który już daaawno temu wygrałam w rozdaniu u Hexxany :). Miły umilacz kąpieli, dobrze się pieni, ale sam zapach mnie nie powalił, jak dla mnie jest trochę za mdły.
15. Ziaja - Blubel. Mydło pod prysznic jagoda i porzeczka. Pachnie przesłodko, dobrze się pienił, był wydajny i kosztował grosze, nie wysuszał również skóry. Czego chcieć więcej do kąpieli? :)


16. Luksja - Choco. Płyn do kąpieli czekoladowo-pomarańczowy. Pachnie jak delicje pomarańczowe, coś smakowitego! Świetnie się pieni, czyli kolejny umilacz kapielowy :)
17. Oriflame - Discover Kenya. Płyn do kąpieli pachnący głównie migdałami. Niby płyn do kąpieli, a kiepsko, a nawet bardzo kiepsko się pienił. Nie zrobił na mnie wrażenia.


18. The Body Shop - Spiced Pumpkin. Żel do kąpieli o boskim zapachu. Jeszcze nigdy moja łazienka nie pachniała tak pięknie podczas kąpieli! Dobrze się pieni, nawilża skórę, no i oczywiście pachnie :) Na szczęście mam jeszcze jedną butlę tego cuda.
19. Yves Rocher - Jardins du Monde. Żel pod prysznic o zapachu kalifornijskich migdałów. O ile kocham migdały za smak i zapach, to ten żel jest dość dziwny. Najpierw pachnie odrzucająco, dopiero po chwili pachnie tak, jak trzeba.


20. Revitale - plaster na paskudne czarne kropki na nosie. Całkiem dobry.
21. L'Occtaine - próbka kremu do rąk. Starczyła na 2 razy, całkiem przyjemnie nawilża dłonie. Ale więcej nie napiszę, bo za mało go było do jakiejkolwiek odpowiedniej opinii.

25 komentarze:

Kremy do rąk Orly

środa, listopada 28, 2012 unappreciated 6 Comments

Skusiłam się na nie całkiem przypadkiem, z racji tego, że mam dość spory zapas kremów do rąk. Udało mi się trafić na promocję, dzięki czemu nie żałuję, że stałam się ich posiadaczką :)

Mam dwie wersje zapachowe: Paradise (liczi i granat) i Pucker (papaja i czerwony grejpfrut).




Od producenta:
RICH RENEWAL to ultra-nawilżający krem do rąk, stóp i ciała, stworzony by rewitalizować suchą, spierzchniętą skórę. Ta bogata formuła odżywiająca zawiera masło z drzewa shea i kakaowca, aloes i witaminy A i E by wnikać w skórę, odżywiać ją i działać uśmierzająco. Dodatkowo zawiera aromatyczne ekstrakty z liczi  i granata (paradise)  oraz z papai i czerwonego grejpfruta (pucker), które czynią ciało, dłonie i stopy miękkimi i pachnącymi, bez jakiegokolwiek tłustych pozostałości. [pisownia oryginalna z opakowania]



Oba kremy na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym poza zapachem. Nawilżają podobnie, natomiast różnią się konsystencją. Paradise ma bardziej "tępą", co prawda dobrze się rozsmarowuje, ale jest dość dziwna. Pucker ma konsystencję typowo kremową, trochę jak masło. Używam ich tylko do rąk, ponieważ gdybym używała do całego ciała, to w miarę szybko by zniknęły. Do wysmarowania rąk wystarczy niewielka ilość, widoczna na zdjęciu powyżej. Wchłania się błyskawicznie, przez chwilę zostawia wyczuwalny film, natomiast kilku minutach już znika. Skóra dłoni jest długo miękka. Paradise ma delikatniejszy i ulotniejszy zapach, Pucker pachnie głównie grejpfrutem. W przypadku obu już po kilkunastu minutach nie ma śladu po zapachu.

Oba kremy są dobre, choć szału nie zrobiły i chyba ponownie ich już nie zakupię. Jest przecież tyle różnych kremów do wypróbowania... :)

Do kupienia tutaj, cena: 17,99 zł.

6 komentarze:

Pat&Rub - nawilżający błyszczyk pomarańczowy

niedziela, listopada 25, 2012 unappreciated 14 Comments

O kosmetykach sygnowanych przez Kingę Rusin słyszał już chyba każdy. Również zaliczałam się jeszcze jakiś czas temu do tego grona. Ceny były dla mnie trochę zaporowe, ale po wypróbowaniu kremu do stóp i kremu do rąk (niebawem ich recenzja), zostałam mocno zachęcona. Ostatnim moim łupem z tejże firmy jest błyszczyk pomarańczowy.


Zamknięty w przezroczystej tubce ze ściętym dziubkiem. Opakowanie solidne, bo latało nie raz po wypełnionej po brzegi torbie i nic się nie stało, nawet napisy sie nie starły. Na ustach daje transparentny kolor, lekki błysk. Pachnie delikatnie i nienachalnie, smaku praktycznie nie czuć. Ładnie nawilża usta, niestety jestem pożeraczem błyszczyków, więc dość szybko znika z moich ust :)


Skład ze strony: Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Hydrogenated Olive Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mica,Titanium Dioxide, CI 77891, Iron Oxide, CI 77491, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Linalool, Limonene,Citronellol, Citral

14 komentarze:

Tso Moriri - Naturalna pomadka do ust

piątek, listopada 16, 2012 unappreciated 10 Comments

Podczas sierpniowego spotkania wrocławskich blogerek w paczce od firmy Tso Moriri dostałam niepozornie wyglądającą pomadkę do ust. Zapakowana w srebrne okrągłe opakowanie na początku mnie nie zainteresowała. Ot pomadka, jak pomadka. A ja średnio lubię takie, co to się w nich paluchem grzebie. Ale! któregoś dnia coś mnie tknęło. Usta miałam suche jak wiór. Dodatkowo niestety mam manię ich obgryzania, co często powoduje spierzchnięcie, ból i dużą suchość ust. Stwierdziłam "co mi szkodzi?" i spróbowałam. I co? I przepadłam. To małe niepozorne cudo robi wszystko to, co taki produkt powinien robić: łagodzi, nawilża, wygładza i daje lekkie nabłyszczenie ust. Co prawda trochę się męczę z zapachem brzoskwini (bo taką wersję posiadam), ale to jej wybaczę :) I od 2 miesięcy jest ze mną w domu, w pracy, u rodziców i w torebce. Jest bardzo wydajna i pomimo, że mizianie paluchem jest mało higieniczne, to na pewno, jak dobiję dna kupię inną wersję zapachową.


Od producenta:
Multiodżywcza naturalna pomadka do usta w swoim składzie zawiera naturalne olej kokosowy i olej migdałowy. Dodatkowo wzbogacona jest woskiem candelilla oraz witaminą E. Zawarty w pomadce filtr UV chroni usta przed szkodliwym promieniowaniem i alergiczną reakcją ust na słońce (opryszczka). Olej kokosowy doskonale nawilża i pielęgnuje skórę, zmiękczające i wygładzające działanie olejku migdałowego zapewniają właściwą pielęgnację ust, które stają się odpowiednio nawilżone i jędrne. Wosk candelilla dodatkowo nawilża i wygładza usta, nadając im delikatny połysk. Witamina E chroni struktury komórki przed uszkadzającym działaniem wolnych rodników i aktywnymi nadtlenkami lipidowymi.

Ingredients: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkil (Shea Butter) Fruit, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Beeswax, Octyldodecanol, Titanum Dioxide, Silica, Tocopheryl Acetate, Aroma, Diethylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic/Capri Triglyceride.

Cena: 16 zł.
Do kupienia: tutaj.

10 komentarze:

Organique - jabłko & rabarbar

niedziela, listopada 11, 2012 unappreciated 11 Comments


Tytułowe połączenie w wersji smakowej uwielbiam, w wersji zapachowej bardzo lubię. A czy w formie peelingu cukrowego do ciała? O tym się dowiecie :)



Od producenta:
Aromatyczny, owocowy peeling do ciała o kremowej konsystencji. Wyciąg z jabłka działa odświeżająco i przywraca skórze zdrowy, witalny wygląd. Rabarbar neutralizuje wolne rodniki i wzmacnia mechanizmy obronne. Masujące kryształki cukru delikatnie pobudzają mikrokrążenie i w naturalny sposób złuszczają martwy naskórek, a unikalna baza stworzona z połączenia masła Shea i oleju sojowego nadaje skórze gładkość i elastyczność.

Składniki aktywne:
- jabłko - zawiera nawilżające pektyny i dużą ilość kwasów owocowych (AHA), odświeża skórę, dodaje jej witalności i basku, pobudza odnowę komórkową
- rabarbar - bogaty w antyoksydanty; działa przeciwstarzeniowo i wzmacniająco
- olej sojowy, masło Shea, witaminy C i E


Jak widać peeling jest zamknięty w plastikowym słoiku o pojemności 200 ml ze srebrną zakrętką. Samo opakowanie, jak dla mnie jest bardzo schludne i wygodne do używania, ponieważ mogę zużyć cały produkt do ostatniego ziarenka peelingu. Pachnie orzeźwiająco i jednocześnie słodko. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, delikatnie ją nawilża (albo może bardziej "delikatnie natłuszcza"), jest wydajny. Minusem jest niestety cena - ok. 50 zł.



INCI/SKŁAD: SUCROSE, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, ETHYLHEXYL COCOATE, CETEARYL, ALCOHOL, BEESWAX, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), GLYCERIN, PYRUS MALUS (APPLE) FRUIT EXTRACT, RHEUM UNDULATUM EXTRACT, TOCOPHERYL, ACETATE, CITRIC ACID, PARFUM, CI 26100.

11 komentarze:

Poprawiacze nastroju na jesienną szarugę? Zakupy!

piątek, listopada 09, 2012 unappreciated 23 Comments

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam od razu lepszy humor, jak coś sobie kupię. Ostatnio trochę sobie poszalałam, a teraz czeka mnie szlaban zakupowy i zużywanie :) Poniżej to, co już mam. A czekam jeszcze na3 lakiery Opi i mam 2 nowe Essie, ale brak światła dziennego powoduje, że na zdjęciach wyglądają tragicznie, więc pokażę je przy najbliższej słonecznej okazji :) (oby to było szybkooo!)


1. Syoss - farba do włosów "słodki brąz" 3-8.
2. Lirene - antycellulitowy peeling myjący.
3. Flav-C - serum.



3. i 4. Dwa nowe żele Original Source - śliwka z syropem klonowym oraz pomarańcza z lukrecją. Pachną obłędnie i mają fajne sweterki na tubkach :)


5. i 6. The Body Shop - masełko do ciała i peeling o zapachu imbirowym ze świątecznej edycji. Uwielbiam ten zapach od zeszłego roku, kiedy to miałam zapach do rąk z tej serii :)


7. i 8. Inglot - 2 lakiery z nowej jesiennej kolekcji. Po lewej nr 369, po prawej 364.


9. i 10. Żele Balea - guawa i kokos.


11. i 12. Kolejne żele Balea, tym razem z limitowanej edycji - słodka wiśnia i migdały oraz granat i czekolada. Za sam zapach bym już je zjadła!


13. i 14. I jeszcze raz Balea :) Pianka do mycia ciała truskawka ze śmietaną i szampon malinowy.


15. Na sam koniec torebka z Reserved, którą kupił mi mój mąż korzystając z kuponu na 25% z Facebooka. Początkowo kosztowała 149,99, była przeceniona na 119,99, ale ostatecznie kosztowała 89,99. Opłaciło się czekanie na jej zakup :) 


23 komentarze:

Essie - Eternal Optimist

poniedziałek, listopada 05, 2012 unappreciated 16 Comments

Essiak wygrzebany z czeluści szuflady. Uroczy róż-nudziak, jak dla mnie na jesień jak znalazł. Na paznokciach spokojnie wytrzymuje 3-4 dni. Będzie częściej gościł na moich paznokciach :)






16 komentarze:

Moje trzy grosze na temat okularów. Tak tak, Firmoo.

wtorek, października 30, 2012 unappreciated 9 Comments

Chyba już wszyscy słyszeli o okularach od Firmoo. I chyba większość blogerek je ma. Mam je również i ja. Sam kontakt i przesyłka - super. Paczka była w ciągu 2 dni roboczych od otrzymania wiadomości o wysłaniu. Wszyscy chwalą, pochwaliłabym i ja. Tak, jest tu pewne ALE... Niestety nie jestem w stanie nosić tych okularów. Chyba, że zostałabym jednookim piratem, na dodatek prawoocznym.

Po otwarciu przesyłki od razu założyłam okulary na nos. Wszystko wygodne, nic nie ciśnie, leciutkie,  ale zupełnie nic nie widziałam. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś źle zrobiłam? Sprawdziłam receptę, sprawdziłam moc moich obecnych okularów (a mam obecnie 2 pary) i sprawdziłam to, co wysłałam do Firmoo. Wszystko było w porządku, a ja dalej nic nie widziałam. Pomyślałam, że może pomyliłam lewe szkło z prawym, więc przykładałam okulary do góry nogami - nic z tego. Aż w końcu wpadłam na pomysł sprawdzenia każdego oka z osobna. I co? Prawe oko super, lewe dupa. Więc niestety, zdjęć mnie w okularach nie będzie, bo źle się w nich czuję. Same oprawki się nie zmarnują, niebawem będę miała badania okresowe w pracy i wykorzystam je do zrobienia szkieł. Do tego czasu leżą zamknięte w bardzo fajnym etui w szufladzie. Materiałowy pokrowiec, śrubki i śrubokręt również.





9 komentarze:

Musztarda na paznokciach?

sobota, października 20, 2012 unappreciated 25 Comments

Musztardę średnio lubię (jeśli chodzi o smak), kolor musztardowy w ubraniach, torebkach i dodatkach - uwielbiam! Ale na paznokciach? Pomimo, że kolor w butelce wygląda ładnie, na paznokciach również, schnie szybko, wystarczą dwie cienkie warstwy i ma wygodny pędzelek, to nie jest to mój kolor. Źle się w (z) nim czułam. I powędruje dalej :)

Przedstawiam Wam Pierre Rene - Soft Camel, tytułową musztardę (z miliardem świecących w słońcu drobinek) :)





25 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me