Ostatnie tegoroczne denko :]

poniedziałek, grudnia 31, 2012 unappreciated 12 Comments

Melduję, że żyję, co prawda ledwo. Tyle wolnego mnie niesamowicie rozleniwiło, pochłaniałam książki jak gąbka wodę (13 książek w ciągu 2 tygodni, ale o tym innym razem :), ale żeby nie było, że nic nie robiłam poza czytaniem (a niewiele tego było), to trochę też zużyłam. I żeby mieć większy luz na początek roku z chęcią pozbywam się prawie całej torby pustych opakowań :)


1. Oriflame - Merry Moments - płyn do kąpieli. Z zeszłorocznej edycji świątecznej. Kompletnie nie wiem czym pachniał, bo nie pachniał niczym. Praktycznie wogle się nie pienił, nie nawilżał. Dobrze, że się szybko skończył.
2. Oriflame - Silk&Cashmere - żel pod prysznic. Okropnie duszący zapach, tępa konsystencja i niby peelingujące drobinki, które nic nie robiły. Tragedia.
3. Avon - Senses Wonderland - żel pod prysznic. Obłędny zapach, zdecydowanie na tą porę roku. Dobrze się pienił i tyle :)
4. Avon - Strawberry Sorbet - płyn do kąpieli. Leżał w czeluściach szuflady nie wiem, jak długo. Zapomniałam o nim i przez przypadek odnalazłam. Pachniał zgodnie z nazwą truskawkami, ale nie świeżymi (niestety!), czuć trochę chemią. Dobrze się pienił, był wydajny.
5. Balea - Pflege Dusche - płyn do kąpieli. O mamo! Co za zapach! Mogłabym go ciągle wąchać i najchętniej zjeść :) Łazienka podczas kąpieli i trochę po pachniała obłędnie. A sam w sobie dobrze nawilżał skórę, ale to robi chyba każdy płyn Balea :)


6. Green Pharmacy - Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski. Kolejna butla delikatnie pachnącego szamponu. Dobrze się pieni, świetnie zmywa oleje i powoduje efekt "piszczących" z czystości włosów. A to lubię :)
7. The Body SHop - Candied Ginger - masło do ciała. Wersja 50 ml była bardzo wydajna. Kupiłam zdecydowanie ze względu na zapach, który ubóstwiam! Ma podobne właściwości, co krem do rąk z tej samej, zeszłorocznej świątecznej edycji, o którym pisałam tu.
8. Farmona - Tutti Frutti - peeling cukrowy mango i brzoskwinia. Ostatnio był wysyp recenzji tego peelingu, które zdecydowanie zniechęciły mnie do pełnej recenzji. Chemiczny zapach, duże drobinki, które tak okropnie szybko się rozpuszczały, że nie miałam możliwości, aby odpowiednio oczyścić skórę. Parafina zawarta w składnie przeokropnie natłuszczała mi skórę. Nie mam nic przeciwko parafinie, ale ta ilość w tym kosmetyku to było za dużo. I chociaż kusi mnie inna wersja zapachowa, to wiem, że się nie skuszę.


9. Biochemia Urody - Hydrolat oczarowy. Jeden z pierwszych moich kosmetyków z BU. Używałam go do przemywania twarzy. Oczyszczał dobrze, ale do zmywania makijażu się nie nadaje. Na początku drażnił mnie lekko ziołowy zapach, z czasem dało się przyzwyczaić. Raczej do niego nie wrócę.
10. Stara Mydlarnia - Orange & Vit. E - peeling do twarzy. Sztuczny zapach, żelowa konsystencja, dobre oczyszczenie, ale nie jest wart 4 zł, które dałam za niego w Naturze.
11. Biochemia Urody - Serum flavo-C15EF. Serum z witaminą C. Nie wiem, czy przy zabawie w chemika i mieszaniu popełniłam błąd, czy nie, ale nie dało się tego używać. Raz miało wodnistą konsystencję, raz glutowatą (przelewałam, co kilka dni do pojemniczka z pipetką), stało cały czas w lodówce. Rozstaję się bez bólu serca, bo mam godnego następcę. Ale o tym innym razem.


12. Sally Hansen - Diamond Cuticle + Nail Creme - krem do skórek paznokci. Pisałam o nim tu. Wtedy jeszcze był cudowny, z czasem stał sie nie do zniesienia.
13. Orly - Rich Renewal Paradise - krem do rąk. Więcej o nim można przeczytać tu.
14. Sensique - Zmywacz do paznokci o zapachu arbuza. Ente opakowanie tego zmywacza. Mój nr 1.
15. Vichy - antyperspirant. Dobrze działa i nieźle odświeża. Spełnia wymogi, które stawiam antyperspirantom. Jedyny minus to cena, ale od czego są promocje?

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie nadrobiła pustych opakowań! Ale o tym następnym razem :)

Życzę Wam udanej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku! Ja jak, co roku idę do NOTu - na Nocne Oglądanie Telewizji :)

12 komentarzy:

  1. Antyperspirant Vichy to mój ulubieniec od lat! Nie spotkałam innego, który spełniałby moje wymagania. Szkoda, że cena jest wysoka, ale jak sama wspomniałaś - kupuję zapasy na wyprzedażach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dlatego właśnie teraz czekam tylko na promocję, żeby zrobić zapas :)

      Usuń
  2. a chciałam kupić ten peeling z Farmony, bo kocham brzoskwinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ma swój gust, może Tobie będzie odpowiadał? :)

      Usuń
  3. The Body SHop - Candied Ginger - miałam zel pod prysznic- zapach cudny :)
    podziwiam za te 13 ksiazek :) marzy mi sie tyle pochłonąć w tak krótkim czasie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. spore denko :)
    miałam kiedyś ten krem do skórek Sally Hansen, ale jakoś nie powalił na kolana ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. mam bardzo podobne odczucia co do tego peelingu Farmony. a w sumie mało kto miał, czytałam głównie zachwalanie zapachu i działania....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie zastanawia mnie ten "fenomen"...

      Usuń
  6. bardzo porządne denko!
    miałam ten peeling z farmony i zapach jak najbardziej udany, chociaż faktycznie - natłuszczenie jest bardzo mocne, a i drobinki niewiele dają. niedawno zużyłam żel pod prysznic balea i również mi pasował, zupełnie inaczej niż szampon green pharmacy. to był dla mnie spory koszmarek :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  7. Duże zużycie, zazdroszczę - u mnie w grudniu to były aż 4 produkty ;) Podziwiam też ilość połkniętych książek, ja ostatnio tak mało czytam, że to chyba będzie wynik zbliżony do mojego całego zeszłego roku...

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me