Pokazywanie postów oznaczonych etykietą real techniques. Pokaż wszystkie posty

Nowości

Za ten post zbierałam się długi czas. Nie żebym gromadziła, ale postarałam się zebrać większą ilość kosmetyków, które w przeciągu czerwca i lipca (a może też i w maju) zasiliły moją kosmetyczkę. Będą to głównie kosmetyki pielęgnacyjne, ale i również trochę kolorówki i pędzle. Nie, lakierów nie będzie. Przestałam je już ogarniać :D

Skusiłam się na promocję na stronie Pat&Rub na serię hipoalergiczną, którą chciałam przetestować, głównie pod kątem mazideł do ciała (tak, wchodzę na dobrą drogę i mam zamiar regularnie się smarować!), zapach uwielbiam. Zbiory zasiliło masło i balsam do ciała oraz balsam do rąk.


W tej samej paczce przyszedł peeling do ciała, masło do ciała i peeling do rąk z serii Home Spa. Jako niespodziewany gratis otrzymałam książkę Życie zaczyna się po 40-stce, dzięki czemu sklep bardzo mnie zaskoczył.


Trochę wcześniej udało mi się załapać na promocję -50% na maskę regenerującą do włosów, na którą miałam chrapkę dzięki naczelnej kusicielce :D Żeby nie było nudno w paczce, dorzuciłam różaną mgiełkę do twarzy i ciała, która jest świetna!


Szaleństwo z Phenome :D Firmę uwielbiam za filozofię i do tej pory każdy kosmetyk, który miałam spisuje się świetnie! W Douglasie udało mi się dorwać promocję -30% z racji wycofywania produktów tej marki ze sklepów Douglas'a. Zakupiłam długo poszukiwany przeze mnie peeling enzymatyczny, maskę regenerującą do włosów, drugą już tubkę pumeksu do stóp, krem na dzień i drugi słoiczek rewelacyjnego kremu nawilżającego. Rzekłabym, że jeśli chodzi o tą markę jestem spełniona, ale... jutro od godziny 20 do północy jest promocja -25% i dołożyli w końcu (!!) maskę oczyszczającą do włosów, także same wiecie... :D


Do The Body Shop zachodzę rzadko, głównie dlatego, że jest mi tam zupełnie nie po drodze. Jak już zajdę, to kupuję moją ulubioną bananową serię do włosów. Tym razem zaszłam tam podwójnie - po trzy żele do kąpieli. Capnęłam wersję brzoskwiniową, migdałową i o zapachu papai.


Zakupy we wrocławskim salonie MAC w Magnolii miały dotyczyć tylko i wyłącznie obejrzenia (!!!) różów Melba i Tenderling. Ale tak to jest, jak puści się babę, czyli mnie, samą i niekontrolowaną, to ze sklepu wyszłam z oboma różami i z blotem w kolorze medium :P


Flawless Silk z Lily Lolo to już moje trzecie opakowanie tego pudru, uwielbiam go za wszystko! A w nowym opakowaniu zdecydowanie bardziej mi się podoba.


Na Daily Microfoilant z Dermalogica czaiłam się od dłuższego czasu, dostałam próbkę od kochanej kusicielki Megdil i od razu zapragnęłam go mieć, ale czekałam na odpowiednią promocję. Czekałam dłużej niż powinnam, bo nie mieli produktu na stanie, ale udało się! Więcej będzie w recenzji, ten produkt zdecydowanie na to zasługuje ;) Woda termalna Uriage to ostatnio hit blogosfery, udało mi się go dostać za grosze i rewelacyjnie spisuje się w te okropne upały. Nic tylko się psikać! ;]


Z racji tego, że zakupiłam nowe róże, musiałam się również zaopatrzyć w nowe, dodatkowe pędzle do różu (każdy argument jest dobry!). W Minti Shop zakupiłam dwa pędzle Zoeva 127 Luxe Sheer Cheek i 128 Cream Cheek, a także skusiłam się na pędzel Expert Face Brush z Real Techniques (zgadnijcie dzięki komu :D). Do tego dorzuciłam kilka gumek Invisiboobles, które uwielbiam. Nie wyobrażam sobie już powrotu do normalnych gumek.


No i na koniec próbki: zamówiłam sobie ich trochę z John Masters Organics (m.in. odżywki, maski do włosów, tak samo szampony, ale i również kremy, czy żele do twarzy), próbki LPM oraz Make Me Bio dostałam od kochanej Sylwi :)


I to by było na tyle :) Dajcie znać, czy coś z moich (nie)skromnych nowości miałyście, albo czymś Was skusiłam ;)

New in

Dawno nie było nowości :D Żeby nie było, że tylko gromadzę, to też zużywam. Świadczy o tym torba, z której puste opakowania się wysypują, a mi się nie chce robić zdjęć :P Ale wracając do tematu dzisiejszego posta - nowości, które Wam pokażę są z około miesiąca i na chwilę obecną nie planuję kolejnych większych zakupów :)


Dość szybko zapałałam miłością do kosmetyków Phenome - i tych do ciała, i tych do pielęgnacji twarzy. Dlatego też po niecałym miesiącu od pierwszych zakupów z tej firmy, postawiłam na kolejne: In-A-Minute manicure scrub, Non-Drying cleansing foam oraz Luscious hydratin cream.


Można już u mnie zaobserwować przejście na pielęgnację twarzy praktycznie w 100% naturalną. Moja cera jest mi za to wdzięczna, a głównie dzięki Tonikowi z Pat&Rub, który mam od niedawna, ale nie wyobrażam już sobie bez niego życia, dlatego skorzystałam z promocji i zrobiłam sobie jego mały zapas. BBB również spod szyldu Pat&Rub stał się już moim ulubieńcem - najpierw zamówiłam jego próbkę i pokochałam go od pierwszego użycia, więc pełnowymiarowe opakowanie było tylko kwestią czasu. A Bogaty balsam do dłoni  zakupiłam również dzięki próbce - ratuje moje ostatnio bardzo wysuszone dłonie i łagodzi wszelkie podrażnienia.


Balsam do ust z Avene, Cold Cream poleciła mi pani podczas zakupów w Super-Pharm, a przeszłam się tam po osławiony balsam do ust z Nuxe, które akurat wtedy nie było. Ponoć działa lepiej. Porównam jak dorwę Nuxe :) Peeling enzymatyczny z Organique bardzo długo wisiał na mojej liście i w końcu, dzięki kuponom zniżkowym z magazynu Joy udało mi się go nabyć taniej o 20%. Użyłam go już kilka razy i zdecydowanie mogę powiedzieć, że jego zakup to był strzał w 10! Vichy Capital Soleil SPF 30 to matujący krem do twarzy w formie emulsji, który wchłania się błyskawicznie i mam nadzieję, że równie dobrze będzie chronił skórę mojej twarzy przed promieniami słonecznymi. Pędzel Stippling Brush z Real Techniques ma mi zastąpić pędzel do podkładu z Hakuro (który nagle po 3 latach zaczął gubić włosie), gdyby był miększy to byłby zdecydowanym ideałem :)


Krem do rąk Anida to już moje drugie opakowanie, kosztuje dosłownie grosze, a działa całkiem dobrze. Top Kwik Kote z Kinetics'a to produkt, na który bardzo długo się czaiłam. Jak go chciałam to w jedynym wtedy jeszcze Hebe we Wrocławiu zlikwidowano szafę, dopiero jak otworzyli drugie Hebe to go dorwałam, czekała na mnie ostatnia sztuka i to jeszcze w promocji! :) Peggy Sage Express nail hardener to moja ulubiona odżywka do paznokci, butelkę zakupiłam na zapas, bo była wyprzedawana w Douglasie. No i na koniec top Essie Good To Go, któremu daję ostatnią szansę, bo poprzednia butelka to był jakiś niewypał. Ta ma białą nakrętkę, a poprzednia srebrną - czytałam, że ma to jakieś znaczenie, chętnie się o tym przekonam.


Nowości od Revlon - seria pachnących lakierów do paznokci. Od Lewej: Ginger Melon, Lime Basil (który pokazywałam kilka dni temu tutaj), Pink Pineapple i African Tea Rose (który niebawem Wam pokażę). Część kupiłam w Hebe, a część w Douglasie.


Bez nowych lakierów Essie nie byłoby zakupów :D W moje łapki wpadły: Madison Ave-Hue, Lilacism, Mesmerized, Bond With Whomever, Van d'Go, Rock The Boat oraz The Girls Are Out. Mój essieholizm się mocno rozrasta :D


Lakiery Paese pokazywałam Wam niedawno, zakupiłam je w ramach lakierowego Paese Box'a, a pokazywałam je tutaj.


Żele pod prysznic Le Petit Marseillais o zapachu Białej Brzoskwini i Nektarynki (mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o zapach!) oraz Mandarynki i Limonki, o których ostatnio było w blogosferze - sprawdzę, o co tyle szumu :)


Żele Balea o nie wiem jakich zapachach, bo jeszcze nie wąchałam :P Ale nigdy mnie jeszcze nie zawiodły, na zdjęciu powyżej widać 2 żele z edycji limitowanej, jak dobrze pamiętam zeszłorocznej. Żel z oliwką od Lirene jest świetny, to już jest moje kolejne opakowanie tego produktu i uwielbiam go i za zapach i za działanie.


I jeszcze więcej żeli Balea :D Nowości z serii limitowanej wiosennej (letniej?): Melon Tango, Mango Mambo i wersja truskawkowa.


No  na sam koniec nowość od Organique - balsamy do ust: Orange Sorbet i Cherry Candies, które zakupiłam podczas promocji 2 w cenie 1, ależ się naczekałam i naszukałam tego duetu, bo w 3 sklepach, w których byłam to ich ciągle nie było :) Balsamy już bardzo polubiłam, świetnie nawilżają usta.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me