Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! - Kąpielowe smakołyki, czyli kąpiel z Original Source

Kiedy na początku stycznia otrzymałam paczkę z trzema produktami Original Source, w ramach akcji Asi z 1001 pasji - HexxBox, znałam już jeden z nich. Dwa pozostałe znałam ze słyszenia, ale nie z używania. Co łączy je wszystkie? Pachną smakowicie, a dla osoby, która jest na diecie (czyli mnie), powodują, że ślinka cieknie.







Mango & Macadamia Bath Foam - soczyste połączenie mango i makadamii ukryte w butelce płynu do kapieli Original Source Mago&Macadamia jest nie tylko odżywcze dla skóry, ale też bardzo smakowite - uważaj, żeby przez pomyłkę go nie wypić!

Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamdopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Mangifera Indica Fruit Extract, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Lactic Acid, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenozyl Hexyl Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, CI 19140, CI 15985

Ten płyn do kąpieli kojarzy mi się ewidentnie z przepysznym napojem Mango Lassi (zapachem również go trochę przypomina):







10 prawdziwych cytryn użytych do stworzenia jednej butelki żelu pod prysznic Original Source Lemon and Tea Tree orzeźwi Cię soczyście kwaśną kompozycją energii. 

Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Sodium Chloride, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Cocamidopropyl Betaine, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Laureth-2, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, BHT, Citral, Limonene, CI 19140, CI 14700

W przypadku tego żelu zdecydowanie czuję cytrynowe landrynki kojarzące mi się z dzieciństwem:


źródło: google.pl




Pyszne połączenie słodkiej czekolady i orzeźwiającej mięty ukryte w butelce żelu pod prysznic Original Source Chocolate & Mint jest jak apetyczny deser z lekką nutą dekadencji. Pozwól sobie na tę intensywnie czekoladową słodycz - bez ani jednej kalorii.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Cocamide DEA, PEG/PPG-120/10 Trimethylopropane Trioleate, Laureth-2, Mentha Piperita Leaf Extract, Theobroma Cacao Seed Extract, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, CI 61570, CI 19140, CI 16255, CI 16035

Zapach od razu skojarzył mi się z zapachem ciasteczek, które jadłam w dzieciństwie:

źródło: google.pl

No dobra, było smacznie (aż mi w brzuchu zaczęło burczeć!), a teraz powinny być fakty kosmetyczne. Co je wszystkie łączy poza smakowitymi zapachami? Dobrze się pienią, są wydajne i nie wysuszają skóry. Żele zamknięte są w tubkach niekapkach, dzięki czemu nie ucieka zbyt wiele żelu. Niestety minusem jest konsystencja tych dwóch (używałam innych wersji zapachowych i było z nimi wszystko ok) i było okropnie gęste. Musiałam się nieźle nagimnastykować żeby wycisnąć z nich żel. Dobrze, że lałam je do wanny, bo obawiam się, że jakbym stała pod prysznicem to mogłabym sobie zrobić krzywdę. Jeśli chodzi o płyn do kąpieli - to nic opakowaniu nie mam do zarzucenia.

Płyny/żele są tanie, dostępne już nie tylko w Rossmanach, widziałam je też w Biedronkach.

Czerwcowe denkowanie

Miałam zrobić połączone denkowanie z czerwca i z lipca, ale po pierwsze torba z pustymi opakowaniami wala mi się po podłodze, po drugie koty czegoś tam ciągle szukają, po trzecie - chętnie wszystko już wyrzucę i zrobię miejsce na nowe denka ;)



Plaster na nos Revitale, moje pierwsze spotkanie z tym produktem. Wypowiem się bardziej jak jeszcze poużywam :)
Perfecta - Serum intensywnie regenerujące. Dostałam je w swoim pierwszym blogboxie, musiało trochę poleżeć żebym je w końcu użyła :) Pachnie bardzo cytrusowo, jedna saszetka starczyła mi na 2 razy. Skóra jest bardzo gładka i miękka, ale... świecę się niemiłosiernie nawet na następny dzień! Nigdy nie miałam problemów ze świeceniem, aż tu taka niespodzianka.
Perfecta - SPA domowy manicure - szafirowy peeling do rąk i maska-serum do rąk. Peeling dla mnie za słaby, ale w miarę dobrze ściera. Maska wchłania się szybko, ale pozostawia lekką lepkość dłoni. Plus za intensywny zapach!
Perfecta - SPA domowy pedicure - wulkaniczny peeling do stóp i maska-serum do stóp. Tutaj również peeling za słaby i trochę go mało. Maska bardzo fajnie nawilża stopy.


The Body Shop - żurawinowy krem do rąk ze świątecznej edycji (kupiłam go w zestawie z moim ukochanym imbirowym kremem). Nawilża tak, jak jego poprzednik, ale zapach mnie nie powalił. Nie pachnie on ani żurawiną, ani niczym fajnym. Błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.



Mistrz świata wśród peeelingów! Lirene - Stop cellulit. Kupiłam całkiem przez przypadek i już zawsze będzie w mojej łazience. Na dłuższą recenzję poczekajcie aż skończę drugą tubę, czyli już niebawem :)



Tutti Frutti - peeling do ciała. Uwiódł mnie w sklepie jego zapach, który po dłuższym czasie był zbyt męczący, a wręcz odrzucający. Za słaby ździerak (kocham te mocne!), co prawda zostawiał skórę nawilżoną, ale nie powalił mnie. Duży minus za opakowanie, które pękło na górze i musiałam się nieźle gimnastykować żeby cokolwiek wycisnąć, bo normalnie nie chciał się wydostać z tubki. Na pewno więcej nie kupię.



Flos Lek - żel do powiek i pod oczy. Bardzo fajny, chłodzący żel. Wolę formę tubkową, bo tutaj mam ciągle mocno upaćkane paluchy no i mało to higieniczne.


Alterra - szampon regenerujący macadamia i figa. O ile używałam już szampony z Alterry, o tyle tylko ten mnie tak irytował. Zużyłam go na spółkę z mym mężem i używałam go podczas kąpieli po siłowni/basenie. Nie będę nawet robiła osobnej recenzji.



Yves Rocher - płyn do kąpieli z bawełną. Zwykły średniak. Dobrze się pieni, nie wysusza, mało wydajny i nie pachnie, a ja kocham pachnące żele pod prysznic. Mam jego kilku braci, mam nadzieję, że będą lepsi.


Krem do rąk z pierwszego blogboxa. Bardzo przyjemny, dobrze nawilża, nie pachnie i szybko się wchłania. Mój kot lubił go zlizywać z rąk po posmarowaniu :)



AA - antyperspirant do skóry wrażliwej. Całkiem dobra kulka, co prawda nie powaliła mnie na kolana, więc na pewno nie kupię ponownie.




I kolejny krem do rąk i kolejny z TBS. Pisałam o nim już w przypadku majowego denka. To jest drugie opakowanie, bardzo go lubię i na prawdę w końcu się zlituję nad jego recenzją :D


To by było wszystko z denkowania. Trochę tego wyszło, trochę też kupiłam. Ale na plus chyba nie wyszłam :)


PS: Jestem załamana faktem, iż TBS wycofał ze sprzedaży/nie będzie produkował mojego ulubionego szamponu bananowego! Obleciałam dwa TBSy we Wrocławiu, w każdym tylko odżywki, które mam. Szampon znalazłam na Allegro za horrendalną cenę, ale kupiłam, bo co miałam począć jak już mam końcówkę, a moje włosy kochają ten szampon?


PS 2: Skończyłam pisać magisterkę, oddałam do dziekanatu, wysłałam do recenzenta i promotora i teraz nic tylko czekać na obronę i koniec studiów! :]

Majowe zużycia

Dawno nie robiłam takiego postu, z prostego powodu - moja mama wyrzuca wszystko, co puste. Minus mieszkania z rodzicami (ale już niedługo!). Na szczęście byli teraz na urlopie i w ciągu 2 tygodni udało mi się zachomikować kilka pustych opakowań.




Dwa zmywacze do paznokci Sensique. Po lewej o zapachu kiwi - do paznokci naturalnych z gliceryną i lanoliną, po prawej o zapachu truskawki  - bezacetonowy z aloesem i prowitaminą B5. Dobrze zmywają, do tego nie śmierdzą acetonem, wręcz pachną. Z tych dwóch moim ulubieńcem jest ten z kiwi - pachnie delikatniej niż truskawka. Są bardzo wydajne i kosztują kilka złotych. Nie wysuszają skórek i są delikatne nawet jak mam pokaleczone skórki. W tej chwili mam w użyciu dwie butle o zapachu arbuza.




Żel pod prysznic Luksja Active Vitamins. Kupiłam go w promocji w Rossmanie za ok. 8-9 zł. Pachnie bardzo orzeźwiająco i słodko jednocześnie. Baaaardzo wydajny (butla ma 500 ml) i baaaardzo dobrze się pieni. Dodatkowy plus za niewysuszanie skóry.




Wygładzający scrub cukrowy Milk&Honey z Oriflame. Dostałam go od babci, która jest zatwardziałą fanką kosmetyków Oriflame (dodatkowo jest konsultantką), leżał bardzo długo w szafce, aż w końcu doczekał się zużycia. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że poprzedni zdzierak się skończył. Pachnie fatalnie (mdli mnie jak go wącham), ścieranie ma średnie (a ja kocham porządne zdzieraki), mało wydajny. 






Nivea - wygładzająco odżywczy krem do rąk. Pisałam o nim tutaj, swojego czasu był moim ulubionym kremem do rąk, ale jego wydajność zabiła mnie i znudziła. Wydawał mi się pod sam koniec używania za ciężki. Mam jeszcze gdzieś jedną tubkę, zalega pewnie w którejś z torebek, zużyję, ale raczej na jesień/zimę - jest za tłusty. 



Jak już jesteśmy w temacie kremów do rąk - krem z The Body Shop. Kupiłam go w promocji dając puste opakowanie po jakimkolwiek kosmetyku i dostałam zniżkę 22%. Kupiłam kilka kremów z tej serii. Ten był typem torebkowym, używanym w pracy. Pełna recenzja będzie jak zużyję typ domowy, który już dogorywa :)




Niedawno pisałam tutaj o bananowym duecie. Odżywka się w końcu skończyła, szampon skończył się wcześniej i został wymieniony na 22% rabat, o którym pisałam w przypadku kremu do rąk TBS.




Krem do twarzy La Roche-Posay - Toleriane Ultra. W zeszłe wakacje potrzebowałam pilnie kremu do twarzy do skóry wrażliwej, przeczytałam o nim w jakiejś babskiej gazecie, poleciałam do apteki i kupiłam. Trochę za niego zapłaciłam (ok. 50-60 zł), ale nie żałuję. Co prawda był tłusty na dzień, ale był rewelacyjny na noc. Po jego wieczornym użyciu zawsze czułam bardzo gładką skórę. Krem jest bardzo wydajny, ma wygodną pompkę, wystarczyło raz nacisnąć, aby uzyskać odpowiednią ilość kremu. Niestety nie było widać zużycia, więc zaskoczeniem dla mnie było to, że się skończył. Na pewno kupię kolejne opakowanie, ale dopiero jak zużyję inne kremy do twarzy.


Było jeszcze kilka zużyć, które na zdjęcia się nie załapały, m.in. z powodu mamy, która lubi wyrzucać puste opakowania :) i z powodu promocji 22% rabatu w TBS (skorzystałam z niego kilkukrotnie). A były to: peeling gruboziarnisty Joanna, tak okropnie śmierdział chemią, że źle mi się go używało (wersja malinowa). Kolejny był tonik do twarzy z Pharmaceris, o którym pisałam tutaj oraz dezodorant w kulce Nivea, o którym lepiej nie wspominać :)


A Wam jak poszły zużycia?

Original Source

Dzisiejszymi bohaterami będą: Dagon Fruit & Capsicum Shower oraz Lavender and Tea Tree Hand Wash. Dwa produkty, które zakupiłam ostatnio w Rossmanie  w promocji - w dniach 10 – 24 listopada kupując w drogeriach Rossmann dowolny produkt Original Source - drugi otrzymasz z kasy GRATIS! I tak oto wzięłam żel pod prysznic, a płyn do mycia rąk dostałam gratis. Zapłaciłam 9,99 zł.




Pierwszym bohaterem jest żel pod prysznic o pojemności 250 ml. 


Opis producenta:


Dragon fruit znany jest ze swoich właściwości przeciwutleniających oraz pełny witaminy C, doprawiliśmy ostrym pieprzem (Capsicum) podnoszącym ciśnienie i powstał Original Source Dragon Fruit and Capsicum - mocno doprawiony żel pod prysznic.
Poczuj go - możesz pokochać lub znienawidzić. Wybór należy do Ciebie.


Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Laureth-2, Hylocereus Undatus Fruit Extract, Capsicum Annuum Fruit Extract, Polyquaternium-7, Propylene Glycol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Ethylhexyl Methoxycinnamate Glutamate Diacetate, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, CI 17200, CI 16035.


Drugi bohater to mydło w płynie do rąk, również o pojemności 250 ml.


Opis producenta:


18 garści prawdziwej lawendy użytych do stworzenia jednej niezwykłej butelki mydła w płynie Original Source Lavender and Tea Tree dostarczy Ci swym intensywnym aromatem ekstremalnego relaksu.


Poczuj go - możesz pokochać albo znienawidzić. Wybór należy do Ciebie.


Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lavandula Angustifolia Oil, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Polyquaternium-7, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, BHT, Geraniol, Limonene, Linalool, CI 60730, CI 17200.




Oba produkty są w bardzo fajnych i wygodnych opakowaniach. Nie wyślizgiwały mi się z rąk pomimo albo mokrych rąk, albo obecności któregoś z płynu na nich. Są bardzo wydajne i pienią się odpowiednio - tak, jak lubię :) A dodatkowo mydło do rąk ma bardzo fajną pompkę, a opakowanie po zużyciu sobie chyba zostawię.


Co do zapachów - o ile żel pod prysznic pachnie inaczej, trochę ostro, to płyn do rąk po pierwszym "wąchnięciu" mnie odrzucił. Ale dam mu trochę czasu :)


Pojemność: 250 ml każdy. Cena: 9,99 (żel pod prysznic), nie wiem jak mydło do rąk (podejrzewam, że podobnie). Dostępność: Rossman.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me