Dno i wodorosty, czyli zużycia majowo-czerwcowe

sobota, lipca 05, 2014 unappreciated 24 Comments

Obiecywałam sobie być systematyczną w kwestii denka. Wyszło, jak zawsze. Z drugiej strony męczy mnie zbieranie pustych opakowań, ale przynajmniej mam kontrolę nad tym, co zużywam. I tak dziś prezentuję Wam krótkie opisy produktów, które zużyłam w maju i czerwcu.


Pewnie, gdyby nie wypchana po brzegi torba (jak na zdjęciu powyżej), to gromadziłabym pustaki nadal. Poza tym, ciągle przy tym ćwiczę segregację śmieci :D


Poszalałam znów z żelami do kąpieli. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że nie używam ich sama ;) Żele Balea goszczą w mojej łazience praktycznie non stop, widać to również w poprzednich denkach. Są tanie, wydajne i świetnie pachną. Czego chcieć więcej? LPM, nazwa na której łamię sobie język i palce na klawiaturze (więc wybaczcie, nie napiszę pełnej nazwy :D) to pierwszy z dwóch żeli tej marki, które zakupiłam w maju. Zużyłam widoczną na zdjęciach wersję z mandarynką i limonką, dobrze się pienił, nie wysuszał skóry i pachnie bardziej limonką, ale to lubię. Zdecydowanie zakupię większe opakowania w innych wersjach zapachowych. Oliwka pod prysznic z mango Lirene to już moje trzecie opakowanie i na pewno nie ostatnie, bo uwielbiam ją za zapach i działanie. Z ciekawości wzięłam również oliwkę pod prysznic, ale w wersji z ryżem i tutaj działanie było również ok, ale zapach nie podpasował mi. Żel z Oriflame w wersji bali paradise poza świetnym zapachem niewiele miał plusów, bo jest okropnie niewydajny. Mam inne wersje zapachowe i z nimi jest to samo.
Peeling do ciała z Pat&Rub w wersji zapachowej otulający cuddling to dobry kosmetyk, jak wiedzą użytkowniczki tego typu specyfików z firmy sygnowanej nazwiskiem Kingi Rusin, zostawia tłustą, białą warstwę na ciele. Jest na to prosty sposób: przemyć żelem pod prysznic! Niestety jeśli chodzi o zapach... niestety odbiega od masła do ciała i balsamu do rąk z tej serii - jest ledwo wyczuwalny i nie tak piękny, jak reszta serii. Żel dobrze oczyszcza i lekko nawilżał moją skórę, do tego jest diabelnie wydajny. Peeling gruboziarnisty o zapachu mango z serii youngy 20+ od Lirene chyba nie wie czym jest peeling gruboziarnisty, albo ja trafiłam na felerny okaz. Tego rodzaju kosmetyk powinien być mocnym ździerakiem, albo nawet średnim. A ten gagatek był tak delikatny, że miałam wrażenie, że nic nie robił, nic nie złuszczał. Za to pięknie pachniał. Natomiast naturalny peeling z soli z Morza Martwego o zapachu czerwonego grejpfruta z Absolute Care był świetnym kosmetykiem. Niewielka ilość produktu wystarczyła do oczyszczenia skóry, dodatkowo zawarty w składzie olejek delikatnie nawilżał skórę. Dodatkowo był bardzo wydajny.


Wiecie, że zdziwił mnie widok tylko jednego szamponu do włosów? A to dlatego, że używam kilku na raz i następnym razem będzie ich kilka. Kolejne opakowanie szamponu z Balea, tym razem w wersji waniliowej. Mam wrażenie, że to jest najgorszy szampon z tej firmy jaki używałam. Mam jeszcze jedno opakowanie, więc wyrobię sobie na 100% zdanie o nim, jak zużyję drugą butelkę. Zapach wanilii był dla mnie zbyt mdły. Olejek porzeczkowy z Alverde był swego czasu hitem w blogosferze, głównie jako kosmetyk do włosów. Ja nie mam zdrowia do olejowania włosów, poza tym po kilku próbach porzuciłam dalszą tego typu pielęgnację. Kosmetyk zużyłam natomiast do peelingu do dłoni - dodawałam trochę cukru i robiłam masaż dłoniom. Były dzięki temu miękkie i pięknie pachnące :) O kulce z Vichy pisałam już nie raz i wracam do niej regularnie.
Zmywacz do paznokci z Sally Hansen jeszcze w starej szacie graficznej kupiłam za grosze, bo cena, która jest w drogeriach to spora przesada (o czym pisałam już przy poprzednim denku). Ta różowa wersja była bardzo wydajna, dobrze zmywała lakier i nie wysuszała paznokci i skórek. Odżywka do paznokci Express Nail Hardener z Peggy Sage to już moja 3 zużyta buteleczka. Moje paznokcie ją uwielbiają i jak tylko znajduję ją w promocji, to od razu jest moja. Mini wersja masła shea z The Body Shop używałam głównie do smarowania rąk, ale i do ciała też był dobry. Z racji małego opakowania z wydajnością było kiepsko. Zapach też mnie za bardzo do siebie nie przekonał. Za to zapach zimowego kremu do rąk w wersji regenerującej z Czterech Pór Roku pachniał pięknie. Niekoniecznie zimowo, ale był to słodko-kwaśny zapach. Nawilżanie też niczego sobie oraz wysoka wydajność pomimo małej tubki (75 ml). Za tubkę dałam parę złotych i jak tylko w sezonie jesienno-zimowym go gdzieś znajdę to chętnie zakupię ponownie.
No i został zapach z Yves Rocher, który musiał trochę czekać na swoją kolej. Zapach Pur Desir de LILAS pachniał obłędnie bzem, który kocham. Zaczęłam go ponownie używać przed kwitnięciem tych drzew i skończyłam z wielkim bólem serca po ich przekwitnięciu. 


Płyn micelarny z Biodermy to mój stały towarzysz podczas demakijażu twarzy. Pełną jego recenzję pisałam tutaj. Mój zdecydowany ulubieniec w tej kwestii. Tonik do twarzy z Pat&Rub to moje pierwsze spotkanie z tym produktem i równocześnie miłość od pierwszego użycia! Więcej na pewno napiszę w pełnej recenzji, ale dodam teraz tylko tyle, że nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji :) Pianka z Pharmaceris z serii N do skóry naczynkowej nie powaliła mnie swoim działaniem, po jej użyciu moja skóra była owszem oczyszczona, ale i bardzo wysuszona. Kosmetyk powalił mnie za to swoją wydajnością, bo ciągle nie widziałam dna w butelce. Nie zauważyłam zmniejszenia zaczerwienień, nie uspokajał również mojej skóry. Nie wiem, jak ze zmywaniem makijażu, bo do tego pianki nie używałam. Z tej samej serii posiadałam również peeling enzymatyczny, który tak naprawdę był pierwszym tego rodzaju produktem w mojej kosmetyczce. Zasugerowałam się tym zminimalizowaniem zaczerwienień, ale tak jak w przypadku pianki, tak i tu nic takiego nie miało miejsca. Podczas stosowania skóra mnie piekła, po zmyciu była zaczerwieniona i podrażniona. Nie zużyłam kosmetyku do końca, ponieważ moja cera nie dałaby rady. 


Próbki, próbaski! Krem do rąk Reve de Miel od Nuxe tak mi się spodobał, że zakupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Uwielbiam jego zapach! Próbka filtru z La Roche Posay starczyła aż na jeden raz, reszta tubki była po prostu pusta. Scrub rozgrzewający z Pat&Rub zużyłam do peelingu przedramion, bo na więcej nie starczyło, ale zapach uwielbiam! Za to peeling do rąk z serii Home Spa również z Pat&Rub starczył mi na kilka użyć i na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie. Z tej samej firmy miałam również próbkę płynu micelarnego, która starczyła mi na 3-4 użycia i chętnie również zakupię pełną butelkę tego kosmetyku. Plastry na nos goszczą u mnie co jakiś czas, zdecydowane bardziej lubię te z Nivea.
Były jeszcze próbki (ale brak opakowań), które dostałam od kochanej Megdil ;* - żel antybakteryjny z Bath&Body Works, balsam do dłoni z serii hipoalergicznej z Pat&Rub, masło kokosowe z The Body Shop. Była również regenerująca maska do włosów, również P&R. A najlepsze to były próbki dwóch peelingów z Dermalogica: Daily Microfoilant (genialny! czekam na jakąś promocję, aby kupić pełnowymiarowe opakowanie) oraz Gentle Cream Exfoliant (świetny peeling enzymatyczny, chyba najlepszy jaki do tej pory miałam w swojej kosmetyczce!).

I to by było na tyle :) Ktoś dotrwał do końca? Miałyście coś ze zużytych przeze mnie kosmetyków u siebie? Jak się u Was sprawdzały?

24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. bo Balea w kwestii kąpielowej to chyba same cuda robi :)

      Usuń
  2. chętnie spróbuję LPM, choć są pogłoski, że szału nie ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam 2 wersje zapachowe i obie bardzo polubiłam. znam lepsze żele, ale za te pieniądze są ok :)

      Usuń
  3. Gdybyś nie dopisała, że ktoś pomaga Ci w zużywaniu żeli pod prysznic, to bym nie uwierzyła, że w dwa miesiące jedna osoba może tyle ich zużyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja żele używam i pod prysznic i do kąpieli, więc idą u mnie jak woda :)

      Usuń
  4. Ja nie mam już zdrowia do denka, wszystkie opakowania, które tak sumiennie zbierałam, niedawno wyrzuciłam i od razu poczułam się lepiej :P Co prawda chciałam zrobić jeszcze jedno podejście do zdjęć, ale ostatecznie uznałam, że i tak nic z tego nie będzie. Adieu!

    Te żele z Le Petit Marseillais zapowiadają się bardzo dobrze, kupiłam sobie jeden na próbę (ten z białą nektarynką bodajże) i wszystko mi odpowiada - piękny zapach i dobre działanie, no i nie wysusza mi skóry, co bardzo sobie cenię. Na pewno będę po nie sięgać :)

    Dobry patent znalazłaś na ten olejek porzeczkowy :) Ja go zużyłam do ciała, ale bez fajerwerków, znam lepsze olejki, które zdecydowanie mocniej nawilżają moją skórę. Do włosów zaś stosuję czyste oleje i te sprawdzają się u mnie fantastycznie, to solidny fundament mojej włosowej pielęgnacji, szkoda, że nie możesz się do tego przekonać, bo może i Ty odkryłabyś ich moc :P

    Różowa Bioderma i tonik P&R - ulubieńcy absolutni, wracam do nich zawsze z ogromną chęcią :) Chociaż teraz do demakijażu stosuję płyn z Garniera i też jest spoczko, zwłaszcza, że po uprzednim rozpuszczeniu makijażu olejkiem nie ma wielkiej roboty przed sobą.

    Z plastrami na nos bawiłam się kilka lat temu, ale porzuciłam temat, gdy zorientowałam się, że zbyt wiele zdziałać mi się z nimi nie udaje :D

    Żele antybakteryjne B&BW są GENIALNE i chyba do końca życia będę wdzięczna Sylwii, że mnie nimi uraczyła :D Będę się w nie zaopatrywać regularnie, na 100%. W dodatku są nieziemsko wydajne i te zapachy... :)
    No, a Dermalogica... Wiadomo :P

    A tak w ogóle, to dałaś czadu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam od razu dałam czadu :D Po prostu zużywam wszystko sumiennie :P

      Zdrowia też czasami do denka nie mam, ale powoduje to u mnie pewną kontrolę, jeśli chodzi o zużywanie :D Przynajmniej się pilnuję :)

      Nie przekonasz mnie do olejowania włosów, zbyt leniwa jestem :D

      Na Garniera na razie się nei skuszę. Skusiłam się po wielkim booomie w blogosferze na L'Oreal i był kiepski, więc drugi raz się na to nie nabiorę. Co to to nie :P

      Plastry na nos używam, bo kiedyś zrobiłam sobie niezły zapas. I powoli z nich schodzę, wiadomo, to nie to co Daily Microfoilant :D

      O tak! Wydajne są. Ta próbka, którą mnie uraczyłaś starczyła mi na kilka razy, a zapach był świetny ;)

      Usuń
  5. Właśnie to mnie zniechęca w peelingu otulającym z Pat&Rub ;) Spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego. Natomiast tonik również mnie oczarował, ale w działaniu bardzo przypomina mi hydrolat oczrowy z BU, który jest o wiele tańszy. Niemniej czekam na Twoją recenzję. Z dermalogica szczerze polecam Ci jeszcze olejek Precleanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat to nie zniechęca w peelingach P&R, ale jest czasami męczące, no i te farfocle wszędzie pływające ;)
      Hydrolat z BU miałam i u mnie szału nie zrobił. Co prawda używałam go kilka lat temu, więc może coś się w tej kwestii zmieniło?
      Jeśli o tym olejku pisałaś (i przypadkiem przegapiłam), to lecę nadrabiać! ;]

      Usuń
  6. Właśnie używam tej samej wersji LPM, całkiem polubiłam ten żel, ale to tylko dobry żel, więc dziwi mnie to wszędobylskie ambasadorstwo marki ;)

    Znam też ten zmywacz z SH i również go lubiłam, ale standardowa cena jest z kosmosu ;)
    Krem do rąk Reve de Miel sama niedawno kupiłam i uwielbiam, świetny jest :) Zresztą w ogóle zapach suchego olejku Nuxe jest boski ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również dziwi, właśnie dlatego się nie zgłaszałam ;)

      Olejku Nuxe nigdy nie miałam, ale chyba najwyższa pora to w końcu nadrobić ;)

      Usuń
  7. Peeling do ciała P&R w wersji otulającej miałam, nie wrócę na pewno. O wiele lepiej sprawdza się u mnie wersja hipoalergiczna :)
    Kulkę Vichy uwielbiam!
    Micel Bioderma i piankę Pharmaceris miałam kiedyś, wspominam bardzo miło. Aktualnie stawiam na olejki i masła do demakijażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersji hipo peelingu nie miałam, teraz zamówiłam sobie home spa i zobaczę jak się sprawdzi ;)

      Ja zdecydowanie wolę micele i pianki, do olejków i maseł do demakijażu coś nie potrafię się przekonać.

      Usuń
  8. Mnie też czasem drażnią walające się wszędzie puste opakowania, ale zbieranie ich do denka zdecydowanie służy. Widząc, jak mało produktów mi umywa, czuję większą motywację do zużywania i przede wszystim - ograniczania się z zakupami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetnie to podsumowałaś! mam dokładnie tak, jak Ty ;)

      Usuń
  9. Sporontegonalez Twojego denka znam jedynie Bioderme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to serdecznie polecam większość z tych kosmetyków, żeby poznać je bliżej :)

      Usuń
  10. Hmmm, chyba pierwszy raz u Ciebie jestem i od razu trafiam na post denkowy :) Lubię to!
    Żele pod prysznic i ja denkuję systematycznie, bo mam ich naprawdę sporo. Zużywam na kilka sposobów: zgodnie z przeznaczeniem, jako płyn do kąpieli i jako mydło do rąk. Schodzą jak woda :) te z Balea lubię, ale troszkę przejadły mi się te owocowe aromaty. Mam wrażenie, że to wszystko już gdzieś było - tylko nazwa się zmienia. Uwielbiam pianki pod prysznic tej firmy. Aktualnie mam tę o zapachu jogurtu truskawkowego - bajka! To chyba zeszłoroczna letnia limitka była.
    Masła TBS uwielbiam - zwłaszcza dwie wersje: kakao i wanilia. Teraz jednak przerzuciłam się na coś lżejszego: mazidła od Pat&Rub :)
    Kulka Vichy i u mnie świetnie się sprawdza,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo miło mi, że wpadłaś do mnie :)
      Mi się owocowe zapachy chyba nigdy nie znudzą. Co prawda jesienią/zimą wole cięższe, korzenne zapachy, ale owocowymi nigdy nie pogardzę :) Miałam tą piankę i lubiłam jej działanie, ale jeśli chodzi o zapach to bardzo szybko mnie mdlił.
      I ja wolę bardziej mazidła z Pat&Rub, ich konsystencja bardzo mi odpowiada :)

      Usuń
  11. balea mango jrest genialna!

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę kilka kosmetyków,które sama lubię np. żele Balea :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me