Pustaki, czyli zużycia sierpnia i września

niedziela, stycznia 03, 2016 unappreciated 3 Comments

Tak jest, dobrze widzicie! Puste opakowania z ostatniego prawie pół roku zalegają w torbach i Nowy Rok to najwyższa pora na ich wyrzucenie. W związku z tym, zapraszam Was na mini recenzje kosmetyków użytych w sierpniu i wrześniu.


Balea - żel pod prysznic, którego standardowo nie mogło zabraknąć w denku :)
Sephora - żel do kąpieli z walentynkowej edycji o zapachu bzu. Zapach bzu uwielbiam i ten produkt świetnie odwzorowywał zapach. I to chyba jego jedyny plus.
Yves Rocher - cytryna z bazylią i jabłko z anyżem, czyli letnie edycje żeli do kąpieli. Świetnie odświeżały, były bardzo wydajne.


Biały Jeleń - hipoalergiczny żel do higieny intymnej. To już moja któraś z kolei butla, jest bardzo wydajny i bardzo delikatny.
Sephora - żel do rąk z walentynkowej edycji o zapachu bzu. Mogłabym nim myć ręce dla samego tylko zapachu :) Ale niestety okropnie wysuszał mi skórę dłoni.


Balea - szamponów niemieckiej firmy również nie mogło zabraknąć. Wersja bardziej ziołowa świetnie oczyszcza skórę głowy, a grejpfrutową uwielbiam za całość. Niestety tej ostatniej już chyba nigdzie nie dostanę ze względu na jej wycofanie i zastąpienie innymi wersjami.


Bomb Cosmetics - Shea Bliss, czyli maska do rąk o zapachu ciasteczek. Sam zapach mnie kupił, przyznaję to bez bicia! Przyjemnie nawilżał dłonie, ale bez szału.
Yves Rocher - krem do rąk z zeszłorocznej świątecznej edycji o zapachu pistacji. Zapach średni, działanie marne i jak na złość bardzo wydajny.
Pat&Rub - otulający cuddling, balsam do rąk. Ze względu na to, że kończył mu się termin ważności używałam go do całego ciała. Produkty tej firmy uwielbiam, zapach również. Co prawda niezbyt pasował do upałów, ale cóż poradzić ;)
Pat&Rub - hipoalergiczny balsam do stóp. Uwielbiam ten zapach, nie ważne w jakim kosmetyku do ciała. Był ok, ale bez szału. Zdecydowanie moje stopy potrzebują mocniejszych kosmetyków.


Neutral - kulka, która działaniem jest zbliżona do zielonej z Vichy. Niestety od kilku miesięcy nie mogę jej dostać w Rossmanie.
Garnier - psikacz, który działa tak, jak działać powinien. To już moje któreś opakowanie.


L'oreal - zmywacz do paznokci z gąbką w środku. Dostałam go jako gratis przy zakupie lakierów do paznokci tejże firmy. Dobrze zmywał lakiery kolorowe, ale niestety przy brokatach, czy piaskach z wiadomych względów wymiękał.
Phenome - Calming Blemish Cleanser. Żel do twarzy o boskim zapachu jabłek! Używałam go wraz ze szczoteczką soniczną Foreo Mini i świetnie się razem spisywały. Buzia była bardzo odświeżona i rozjaśniona.
Fridge - próbki kilku kosmetyków - Face Guard, czyli podkład do twarzy jest genialny! Delikatny, świetnie nawilża, nie widać go na twarzy. I niestety nie zakrywa przez to w żaden sposób moich okropnych rumieńców od zmiany temperatury. Jeżeli to was nie dotyczy to polecam, pomimo wysokiej ceny. Pozostałe próbki były do ciała - peeling i balsam. Przez ich małą pojemność ciężko cokolwiek więcej o nich napisać.
Peggy Sage - Express nail hardener. Ulubiona i najlepsza odżywka do paznokci. Ze względu na (ponoć) wycofanie się firmy z Polski jego cena była kosmiczna, niemniej mam go w zapasie jeszcze trochę :)
Opi - Avojuice, czyli mini balsamy. Do rąk, do ciała, do czego chcecie. Melon z kokosem i mango. Boskie, orzeźwiające zapachy, świetnie chłodziły skórę, która cały dzień była na sierpniowym słońcu.
Stenders - kula do kąpieli. Nie pamiętam jaki miała zapach, ani jak działała, ale strasznie zatłuściła mi wannę.

3 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me