Diamond Cosmetics / 027 Intense Red

niedziela, stycznia 31, 2016 unappreciated 21 Comments

Lakierów hybrydowych w najbliższym czasie nie planuję. Z dwóch powodów: mam za dużo lakierów zwykłych, a do tego 2-3 razy w tygodniu zmieniam lakier - po prostu szybko nudzę się kolorami. Nie zmienia to faktu, że odcienie, które marka Semilac ma w swoich hybrydowych zbiorach bardzo mi się podobają. Tym bardziej cieszę się, że teraz swoje odpowiedniki ich kolorów mają zwykłe lakiery do paznokci. I tak o to w me ręce trafiło 7 odcieni. Dziś zaprezentuję Wam jeden z nich.

Intense Red to po prostu intensywna czerwień. Kryje już po jednej warstwie i wysycha błyskawicznie i do tego świetnie się błyszczy! Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć dwie warstwy, pokryte topem Pronails. Kolorem jestem całkowicie oczarowana. Nie każda czerwień mi pasuje i nie w każdej czuję się dobrze. A ta jest idealna!







21 komentarze:

Dior / 121 Lili

niedziela, stycznia 24, 2016 unappreciated 14 Comments

Zawsze mówię, że promocje to zło! Ale jak to zło daje taki cudowny efekt na paznokciach, to wszystko mu wybaczam ;) Dzisiejszego bohatera udało mi się upolować (i nie tylko jego) podczas tegorocznych wyprzedaży. Najpierw trochę na niego kręciłam nosem, a później śnił mi się po nocach.

Lili od Dior pochodzi z jesiennej kolekcji z 2014 roku. To idealny nudziak, taki, który nie rzuca się bardzo w oczy, ale jest przy tym niesamowicie uroczy. Dwie grubsze lub trzy cieńsze warstwy w pełni pokryją płytkę paznokcia. Pomimo nałożenia przeze mnie trzech warstw wysycha błyskawicznie dając piękny efekt końcowy. 







14 komentarze:

NCLA / Anchor My Heart

sobota, stycznia 16, 2016 unappreciated 7 Comments

To chyba pierwszy raz kiedy pokazuję tutaj czerwony lakier. Nie dlatego, że takowych nie posiadam (bo posiadam ich co najmniej kilkanaście), ale dlatego, że wiadomo, który kolor wiedzie u mnie prym :) Ale raz na jakiś czas muszę coś zmienić.

Dzisiejszym bohaterem jest lakier NCLA Anchor My Heart, czyli pomidorowa czerwień z dodatkiem czarnych kwadracików. Na upartego jedna grubsza warstwa w zupełności wystarczy, natomiast u mnie widzicie standardowo dwie, pokryte topem Essie Good To Go. W tym stanie trzyma się bez najmniejszego uszczerbku co najmniej kilka dni.







7 komentarze:

Dior / 796 Carre Bleu

niedziela, stycznia 10, 2016 unappreciated 10 Comments

Ostatnio na paznokciach u mnie jest bardzo monotematycznie - królują niebieskości. W każdym możliwym odcieniu, o różnych strukturach. Natomiast kremy lubię najbardziej i to jeszcze żeby były takie bezproblemowe.

Carre Bleu od Dior pochodzi z jesiennej kolekcji z 2014 roku. Odcień to granat z odrobiną szarości. Jedna warstwa spokojnie wystarcza do pokrycia płytki, ale ja z przyzwyczajenia nałożyłam dwie. Na wierzch nałożyłam jeszcze top Essie Good To Go i w takim stanie idealnie trzyma się kilka dni.





10 komentarze:

Pustaki, czyli zużycia października, listopada i grudnia

wtorek, stycznia 05, 2016 unappreciated 12 Comments

Kontynuuję wyrzucanie zeszłorocznych pustych opakowań. Trochę się tego przez 3 miesiące uzbierało, także czeka Was post tasiemiec ;)


Isana - żele pod prysznic, które przyznaję bez bicia, że kupiłam ze względu na opakowania :) Były ok, dobrze się pieniły, nie wysuszały skóry, ale bardzo słabo pachniały.
Balea - tutaj chyba mój komentarz jest zbędny? ;)


Harmonique - żel do mycia ciała o zapachu białej herbaty i bambusa na upalne dni jest świetny! Bardzo orzeźwiający i niewysuszający skóry. Pozostawia delikatny brokat (dowiedziałam się o nim w momencie kiedy mój mąż się w nim wykąpał i wyszedł na słońce... :D).
Pat&Rub - hipoalergiczny peeling do ciała. Tą serię uwielbiam, ze względu na zapach i działanie. A wersja hipoalergiczna na najmniej upierdliwy peeling, który bardzo łatwo schodzi podczas spłukiwania. Działa również bardzo przyjemnie - pozostawia skórę oczyszczoną i niepodrażnioną oraz delikatnie nawiżoną.
Clochee - odżywczy peeling cukrowy o zapachu cynamonu. Przyznaję bez bicia, cynamon uwielbiam pod każdą postacią, dlatego jak zobaczyłam, że w internetowej aptece DOZ ten cudak jest przeceniony o połowę, to nawet się nie wahałam. Świetnie oczyszcza skórę i na sucho i na mokro, jest bardzo wydajny. Jedyny minus poza standardową ceną? Pozostawia niesamowitą ilość syfu na dnie wanny :) Nie zmienia to faktu, że mam ochotę na więcej!
Ministerstwo Dobrego Mydła - mus do ciała, wersja z szafranem. Pomimo małej pojemności jest niesamowicie wydajny. Z charakterystycznym ziołowym zapachem, który ani trochę mi nie przeszkadza. Działa świetnie! Skóra ciała jest bardzo dobrze nawilżona i pomimo zakładania pidżamy zaraz po użyciu, pozostaje cały czas wrażenie nawilżonej skóry, a zapach czuć też na następny dzień.
Ministerstwo Dobrego Mydła - ryż, czyli naturalne, ręcznie wytwarzane mydło do rąk. Zdradzę Wam, że mydeł w kostce nie używałam od jakiś chyba 20 lat. Nienawidzę zapachu mydła, tego takiego charakterystycznego. Natomiast, kiedy podczas pierwszego zamówienia dostałam jako gratis wersję ananasową kręciłam nosem. Do czasu aż nie użyłam! Od tej pory w mojej łazience goszczą mydła MDM i ciągle chcę więcej! Są bardzo wydajne i nie wysuszają skóry.
Organique - pomarańczowa pianka do mycia ciała. Orzeźwiający zapach, bardzo wydajny i świetnie oczyszczający skórę produkt. Trochę farbował mi wannę, ale wybaczam mu wszystko :)


Balea - szampony do włosów, nowe wersje, które niedawno weszły do sprzedaży (poza chyba wersją Sensitive, która jest od dawna). Lubię je, tak jak każdy szampon tej firmy.
The Body Shop - szampon i odżywka, mój ulubiony włosowy duet! Włosy po ich użyciu są świeże, sypkie i cudnie pachną bananami. Pełna recenzja tutaj.
Phenome - Purifying hair mask, czyli moja ulubiona maska oczyszczająca do włosów. Jest to moje już chyba 3 opakowanie, w łazience otwarte mam kolejne. Używam raz w tygodniu i starczy na jakieś 6 miesięcy. Świetnie oczyszcza skórę głowy, włosy są bardziej sypkie i odświeżone, niezależnie od użytego po niej szamponu.
Pat&Rub - odżywka łagodność, blask, wzmocnienie. Bardzo wydajna, nawilżająca włosy odżywka, której nie trzymałam zbyt długo, a pomimo to działała bardzo przyjemnie.


Vichy - Capital soleil 30spf, czyli krem z filtrem, który swojego czasu był bardzo zachwalany. Nie bieli twarzy, szybko się wchłania, a makijaż świetnie się na nim trzyma. Do opalania całego ciała też polecam ;)
Pat&Rub - tonik AOX, bardzo przyjemnie oczyszczał skórę twarzy, ale pozostawiał ją lepką. Jest niesamowicie wydajny, pachnie ziołowo. 
Lush - Let The Good Times Roll, mój ulubiony czyścik do twarzy! Uwielbiam za zapach i działanie, a dzięki memu cudownemu mężowi, który kupił mi duże opakowanie, starczył mi na kilka ładnych miesięcy.
Phenome - peeling enzymatyczny, zdecydowany ulubieniec wśród naturalnych kosmetyków. Nie podrażniał mojej wrażliwej skóry, ale była świetnie oczyszczona. Bardzo wydajny.
Bioderma - Sensibio H2O, czyli moja ulubiona wersja. Innego płynu micelarnego już nie szukam. Pełna recenzja tutaj.


Exclusive Cosmetics - odżywiający krem do rąk. Niesamowicie wydajny, szybko się wchłaniał, więc jest rewelacyjny w pracy, odpowiednio nawilżał skórę dłoni. I do tego tani jak barszcz.
Eucerin - Repair Handcreme 5% Urea, świetnie się spisuje w okresie jesienno-zimowym, kiedy moja skóra dłoni jest bardzo wysuszona. Wchłania się bardzo szybko, ale pozostawia efekt nawilżenia.
Balea - krem do rąk z 5% Urea. Bardzo mocno nawilżający, używałam go głównie na noc. Niesamowicie wydajny.
The Body Shop - krem do rąk ze świątecznej edycji o zapachu imbiru. Co prawda tej edycji od 2 lat już nie ma, ale ja miałam jeszcze zachomikowany ostatni krem. Zapach uwielbiałam, gorzej z działaniem, ale wybaczam mu wszystko.
Sally Hansen - Instant Cuticle Remover, czyli żel do skórek, bez którego mój manicure nie istnieje. Używam go 2-3 razy w tygodniu, przed każdym malowaniem paznokci, dzięki czemu trzyma skórki w ryzach. Bardzo wydajny. Używałam tą małą buteleczkę przez większość tego roku.
Essie - Good To Go. Ulubiony wysuszacz do paznokci. Nie ściąga lakieru i szybko wysycha. Nie ma super błysku, ale tyle ile daje mi wystarczy.


Oriflame - wody toaletowe, ładnie pachniały, ale bez szału. Wypsikać i tak je musiałam :)
Pat&Rub - BBB, czyli delikatny balsam do twarzy, w wersji jaśniejszej. Niestety do używania był tylko kiedy moja skóra nabrała koloru, ponieważ inaczej byłby za ciemny. Za to świetnie się utrzymywał podczas upałów, nie spływał, ani nie ważył. Pomimo tych plusów na pewno do niego nie powrócę.
Chanel - CC Cream, czyli mój aktualny numer 1 wśród podkładów! Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Skóra jest rozświetlona i nawilżona. Trzyma się na twarzy cały dzień. W związku z tym, że to CC to krycie jest niewielkie, ale i tak tuszuje moje czerwone placki na policzkach. A Mikołaj sprawił mi w prezencie pełnowymiarowe opakowanie :)
Marc Jacobs - nie wiem jaka to nazwa podkładu, nie jestem w stanie rozczytać nalepki, ale takiego koszmaru to jeszcze nie używałam. I nigdy nie wyobrażałam sobie mieć tapety na twarzy, a on ją robił. Nie ważne z jakim kremem, czy w ogóle bez niego, z jakim pudrem, czy bez. Próbowałam go jakoś ujarzmić, ale bez powodzenia.


Vichy - 3 zielone kulki. Tutaj komentarz jest tak samo zbędny, jak w przypadku żeli Balea ;)
Garnier - dezodorant, który używam często, tylko zmieniam wersje zapachowe.
Phenome - Fresh Mint Heel Pumice, czyli po prostu peeling do stóp. Tak bardzo go lubię, że w łazience mam otwartą 3 tubkę. Jest niesamowicie wydajny, świetnie odświeża, ale i oczyszcza stopy.


Uffff! Kto dobrnął ze mną do końca? :D

12 komentarze:

Pustaki, czyli zużycia sierpnia i września

niedziela, stycznia 03, 2016 unappreciated 3 Comments

Tak jest, dobrze widzicie! Puste opakowania z ostatniego prawie pół roku zalegają w torbach i Nowy Rok to najwyższa pora na ich wyrzucenie. W związku z tym, zapraszam Was na mini recenzje kosmetyków użytych w sierpniu i wrześniu.


Balea - żel pod prysznic, którego standardowo nie mogło zabraknąć w denku :)
Sephora - żel do kąpieli z walentynkowej edycji o zapachu bzu. Zapach bzu uwielbiam i ten produkt świetnie odwzorowywał zapach. I to chyba jego jedyny plus.
Yves Rocher - cytryna z bazylią i jabłko z anyżem, czyli letnie edycje żeli do kąpieli. Świetnie odświeżały, były bardzo wydajne.


Biały Jeleń - hipoalergiczny żel do higieny intymnej. To już moja któraś z kolei butla, jest bardzo wydajny i bardzo delikatny.
Sephora - żel do rąk z walentynkowej edycji o zapachu bzu. Mogłabym nim myć ręce dla samego tylko zapachu :) Ale niestety okropnie wysuszał mi skórę dłoni.


Balea - szamponów niemieckiej firmy również nie mogło zabraknąć. Wersja bardziej ziołowa świetnie oczyszcza skórę głowy, a grejpfrutową uwielbiam za całość. Niestety tej ostatniej już chyba nigdzie nie dostanę ze względu na jej wycofanie i zastąpienie innymi wersjami.


Bomb Cosmetics - Shea Bliss, czyli maska do rąk o zapachu ciasteczek. Sam zapach mnie kupił, przyznaję to bez bicia! Przyjemnie nawilżał dłonie, ale bez szału.
Yves Rocher - krem do rąk z zeszłorocznej świątecznej edycji o zapachu pistacji. Zapach średni, działanie marne i jak na złość bardzo wydajny.
Pat&Rub - otulający cuddling, balsam do rąk. Ze względu na to, że kończył mu się termin ważności używałam go do całego ciała. Produkty tej firmy uwielbiam, zapach również. Co prawda niezbyt pasował do upałów, ale cóż poradzić ;)
Pat&Rub - hipoalergiczny balsam do stóp. Uwielbiam ten zapach, nie ważne w jakim kosmetyku do ciała. Był ok, ale bez szału. Zdecydowanie moje stopy potrzebują mocniejszych kosmetyków.


Neutral - kulka, która działaniem jest zbliżona do zielonej z Vichy. Niestety od kilku miesięcy nie mogę jej dostać w Rossmanie.
Garnier - psikacz, który działa tak, jak działać powinien. To już moje któreś opakowanie.


L'oreal - zmywacz do paznokci z gąbką w środku. Dostałam go jako gratis przy zakupie lakierów do paznokci tejże firmy. Dobrze zmywał lakiery kolorowe, ale niestety przy brokatach, czy piaskach z wiadomych względów wymiękał.
Phenome - Calming Blemish Cleanser. Żel do twarzy o boskim zapachu jabłek! Używałam go wraz ze szczoteczką soniczną Foreo Mini i świetnie się razem spisywały. Buzia była bardzo odświeżona i rozjaśniona.
Fridge - próbki kilku kosmetyków - Face Guard, czyli podkład do twarzy jest genialny! Delikatny, świetnie nawilża, nie widać go na twarzy. I niestety nie zakrywa przez to w żaden sposób moich okropnych rumieńców od zmiany temperatury. Jeżeli to was nie dotyczy to polecam, pomimo wysokiej ceny. Pozostałe próbki były do ciała - peeling i balsam. Przez ich małą pojemność ciężko cokolwiek więcej o nich napisać.
Peggy Sage - Express nail hardener. Ulubiona i najlepsza odżywka do paznokci. Ze względu na (ponoć) wycofanie się firmy z Polski jego cena była kosmiczna, niemniej mam go w zapasie jeszcze trochę :)
Opi - Avojuice, czyli mini balsamy. Do rąk, do ciała, do czego chcecie. Melon z kokosem i mango. Boskie, orzeźwiające zapachy, świetnie chłodziły skórę, która cały dzień była na sierpniowym słońcu.
Stenders - kula do kąpieli. Nie pamiętam jaki miała zapach, ani jak działała, ale strasznie zatłuściła mi wannę.

3 komentarze:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me