Dignity to lakier z kolekcji limitowanej (więc jeśli chcecie się na niego skusić, to musicie się pospieszyć, powinien być jeszcze w sklepie internetowym Mac'a) sygnowanej nazwiskiem Brooke Shields. Jednocześnie jest jednym z dwóch pierwszych lakierów tej firmy w mojej (nie)skromnej kolekcji. Wpadł w moje łapki w ramach prezentu urodzinowego, który sama sobie zrobiłam (takie są najlepsze!) :)
Kolor to dla mnie jasna cegła, jest idealnie jesienny. Na paznokciach widzicie 2 cienkie warstwy (na upartego jedna byłaby wystarczająca) i na tym top Kwika. Wytrzymał spokojnie kilka dni, wcale nie delikatnego obchodzenia się :)
Na początku, co by wątpliwości nie było, podczas wiadomej promocji w Rossmanie, moja stopa tam nie stanęła :D Lakier mam już od jakiegoś czasu (chyba zakupiłam go zaraz po tym jak weszły do sprzedaży). Nie byłabym sobą, gdybym tego egzemplarza nie wzięła ze sobą, w końcu kolor tego lakieru jest niebieski i są w nim drobinki ;)
Na paznokciach widzicie dwie cienkie warstwy. Wysychają błyskawicznie. Pierwsze 2 zdjęcia są bez topu, na 2 ostatnich możecie zobaczyć Wibo Wow Satin Glamour nr 4 pokryty topem Kwika. Sama już nie wiem, która wersja bardziej mi się podoba ;]
Kolekcja Nordic (jesień 2014) mnie jakoś szczególnie nie rzuciła na kolana poza piękną zielenią (nooo dobra, jeszcze jeden kolor właśnie do mnie leci... ;]), którą Opi opisuje jako piękną, morską. Czy morska to nie jestem taka pewna, ale piękna na pewno (na dodatek bardziej wiosenna niż jesienna)! Kolor zdecydowanie wpadł w me gusta i niestety dość długo czekałam aż przybędzie do mnie zza oceanu, ale warto było. Co najdziwniejsze, ja w zieleniach nie do końca się dobrze czuję, tak samo jak w czerwieniach - muszę mieć odpowiedni dzień. Natomiast jeśli chodzi o My Dogsled Is A Hybrid takiego problemu nie mam. Najchętniej miałabym go na paznokciach cały czas, a to już o czymś świadczy ;)
Na zdjęciach widzicie dwie standardowe warstwy lakieru, pokryte tym samym topem, co ostatnio, czyli Kwik Kote. Taki mani utrzymał się u mnie bez najmniejszego uszczerbku, czy starcia 4 dni.
Specjalnie na prośbę mojej imienniczki (:D) postanowiłam się ogarnąć i tak o to prezentuję Wam dziś mój pierwszy lakier Morgan Taylor w duecie z pięknym Essie.
Chabrowego lakieru idealnego poszukiwałam bardzo długo, Making Waves jest blisko tego ideału. Oczywiście głównie za sprawą koloru. Niebieski uwielbiam nie od dziś (o czym już chyba wszyscy wiedzą :P) i to właśnie ten kolor króluje bardzo często na moich paznokciach. Natomiast żeby nie było zbyt monotonnie dwa paznokcie pomalowałam pięknym nudziakowym Urban Jungle (kolekcja lato 2014 Haute In The Heat). A i żeby jeszcze nudniej nie było, to na paznokciu palca serdecznego dodałam tatuaż wodny od Bourjois - dmuchawiec. Do takich ozdób zdecydowanie potrzebuję sporo cierpliwości, ale efekt mi to rekompensuje ;)
Oba lakiery wymagały dwóch warstw, Essie trochę grubszych, Morgan Taylor cieńszych. Wszystko pokryłam oczywiście topem Kwik Kote.
Kończąc moją prezentację czterech kolorów z tegorocznej jesiennej kolekcji marki Essie, na koniec pozostawiłam The Perfect Cover Up. W butelce wydawało mi się, że będzie to ciemniejsza wersja Fall In Line, ale na paznokciach to złudzenie szybko wyparowało. Kolor to zdecydowanie granat z dużą dozą szarości i małą odrobiną zieleni. I tak jak w przypadku pozostałych egzemplarzy, które posiadam - krycie jest po pierwszej warstwie. U mnie jak zawsze widzicie dwie. Cienki pędzelek nie sprawia żadnych problemów przy malowaniu. Niestety przy zmywaniu lakieru troszkę farbuje skórki, ale da się je sprawnie i szybko wyczyścić.
Męczyć Was już tą kolekcją nie będę, ponieważ granatu i czerwieni nie kupowałam. A po tych mocno jesiennych kolorach zatęskniłam trochę za brokatami i jasnymi kolorami, także łatwo zgadnąć, co mam aktualnie na paznokciach ;]
Kontynuując prezentację lakierów z tegorocznej, jesiennej kolekcji Essie, dziś przedstawię Wam Fall In Line. Kolor to brudny zielony, wymieszany ze sporą kroplą szarości. Lakier idealnie kryje po 1 warstwie, ale u mnie na paznokciach możecie zobaczyć dwie. Standardowo pokryłam płytkę jeszcze topem z Kwika. Po 3 dniach pojawiły mi się delikatne wytarcia końcówek, co widoczne było tylko przy dokładnym przyjrzeniu się. Nie odbarwia płytki oraz skórek i zmywa się bezproblemowo.
Lubię takie brzydkie kolory ;)
Edit: żeby nie było - on mi się naprawdę bardzo podoba :]