Dno i wodorosty, czyli zużycia lipca i sierpnia

sobota, września 27, 2014 unappreciated 38 Comments

Koniec września to dobry czas na podsumowanie zużyć... z lipca i sierpnia :D Miałam się za nie wziąć wcześniej, ale puste opakowania nie zając, nie uciekną. I tak oto właśnie zapraszam Was na garść mini recenzji.


Na początku zacznę od szamponów. Jak zwykle prym wiodą u mnie te spod szyldu Balea. Po raz kolejny postawiłam na wersję witaminową oraz ziołową, natomiast zielone jabłuszko gościło u mnie po raz pierwszy i niestety lekko rozczarowało mnie zapachem. O działaniu tych szamponów pisałam już nie raz, więc powtarzać się nie będę ;) Z produktem Pharmaceris przeciw wypadaniu włosów spotkałam się po raz pierwszy i na pewno nie ostatni! Uwielbiam go za zapach, konsystencję i działanie na porost włosów - miałam po nim istny wysyp baby hair! Nie zauważyłam co prawda zmniejszenia wypadania włosów, ale nie szkodzi, ważne, że rosną nowe :)


Podczas kąpieli raczyłam się cudownie owocowymi zapachami. Im słodziej, tym lepiej! Balea w wersji limitowanej najbardziej przypadła mi do gustu, oczywiście jeśli chodzi o zapach. Ta wersja żelu z LPM jest moją ulubioną i już do niej powróciłam w tym miesiącu. A Oriflame... pachniał ładnie, ale i słabo się pienił i lekko wysuszał skórę, a tego nie lubię.


Peeling z serii orzeźwiającej Pat&Rub najmniej przypadł mi do gustu jeśli chodzi o zapach. W działaniu też mnie nie powalił, zostawiał tą słynną już białą warstwę na skórze, która świetnie znika dzięki użyciu żelu do kąpieli/pod prysznic. Natomiast peeling Tutti Frutti o zapachu wiśniowym pachniał landrynkami, cudownie słodko! W działaniu też nie był najgorszy, lekko nawilżał skórę, ale na dłużą metę był mdły. Kolejny peeling to ten ze stajni Phenome - tak właściwie jego nazwa do pumeks do stóp, uwielbiam! Więcej napiszę w pełnej recenzji. Tak samo z maską oczyszczającą do włosów tej samej marki! Kolejne opakowania tych produktów zdecydowanie o czymś świadczą :) Avon nigdy mnie nie powalał swoimi peelingami (dużo tego słowa w ostatnich kilku zdaniach), ten też szału na moich i dłoniach i stopach (bo takie było jego przeznaczenie) nie zrobił. Delikatnie oczyszczał, ale szukałam czegoś mocniejszego. Plus za zapach. I znów Balea, ale tym razem odżywka do włosów brązowych, świetna! Cudownie nawilżała moje włosy, łatwiej się rozczesywały i na dodatek nie przetłuszczały. Na pewno do niej powrócę. Na zdjęciu jest jedna próbka odżywki do włosów John Masters Organic z miodem i hibiskusem... ale tak naprawdę było ich około 20! Zakupiłam taką ilość, przelałam do butelki plastikowej i mam dużo tańszą wersję odżywki, która normalnie kosztuje kosmiczne pieniądze. Na początku do mnie nie przemówiła, ale po podcięciu włosów bardzo ją sobie chwalę. 


Krem Nagoya z olejkiem arganowym otrzymałam na spotkaniu blogerek, niestety miał bardzo krótki termin ważności, przez co musiałam go szybko zużyć - bardzo fajnie nawilżał skórę, zwłaszcza moje przesuszone łokcie, no i genialnie pachniał! Aż żałuję, że się skończył. Nie znoszę smarować się mazidłami do ciała, nie ważne, że skóra jest sucha, po prostu nie lubię. Z tym masłem walczyłam długo, nie dlatego, że coś było z nim nie tak, nie, to masło jest cudowne. Jeśli chodzi i o zapach i o działanie, moja skóra je pokochała. I dzięki niemu zaczęłam się uczyć regularności w smarowaniu :) Krem do rąk również z serii otulającej Pat&Rub pokochałam od pierwszego użycia i niuchnięcia. Bardzo fajnie nawilżał dłonie i co ważne! szybko się wchłaniał. Używałam go głównie w pracy, więc błyskawiczne wchłanianie było mile widziane. Kolejne opakowanie jest już u mnie, tylko muszę zużyć obecne zapasy. Spod tego samego szyldu, czyli Pat&Rub zużyłam kawowy peeling do ust oraz różany balsam do ust. Peeling kocham za zapach kawy, którą uwielbiam, działanie też miał świetne. Przy najbliższej promocji chętnie zakupię inną wersję zapachową. Natomiast jeśli chodzi o balsam... szału nie zrobił, po prostu. O zmywaczu z Essence pisało już wiele dziewczyn i powiem tak: świetnie zmywa lakier, ale tak mi przesuszył skórki, że nie jestem wstanie od 2 miesięcy doprowadzić ich do normalnego stanu :/ Wersje zapachowe tego zmywacza uwielbiam i nic mi nie robią, ale ta klasyczna... No niestety, więcej do niej nie powrócę. A ostatni produkt z tego zdjęcia to cudownie nawilżające rękawiczki do dłoni z Exclusive Cosmetics. Ja akurat stosowałam się do zaleceń producenta i założyłam je na 30 minut, na nie włożyłam dodatkowo bawełniane rękawiczki i czekałam. A było na co! Cudownie gładkie i miękkie dłonie, tak samo skórki. Nawilżenie trwało długo, pomimo mycia rąk balsam był ciągle wyczuwalny na dłoniach, a ich gładkość trwała tak przez kilka dni. Wiem, że są one na pewno dostępne w Naturze i w Rossmanie, kosztują ok. 15 zł i zdecydowanie warto je mieć :) Ja na pewno kupię kolejne opakowanie i tym razem użyję ich na noc.


Tonik z Pat&Rub uwielbiam, to już moje kolejne opakowanie i po raz kolejny nic więcej nie napiszę w denku. Zbieram się za pełną recenzję :) O kremie Luscious z Phenome niedawno pisałam całkiem sporo, chętnych po więcej zapraszam tutaj. A w skrócie napiszę tak: uwielbiam go i ja i moja skóra, i kolejny słoiczek jest już w użyciu. Flawless Silk od Lily Lolo to puder transparentny, którym wykańczam makijaż. Nie dość, że jest bardzo wydajny, to jeszcze świetnie wpływa na moją cerę. Kolejne, trzecie opakowanie już jest w użyciu. O BB Dollish w wersji green od Lioele czytałam wiele i na podstawie tych recenzji zakupiłam ten podkład. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to moja druga, trzecia jest już w użyciu. O czymś to świadczy ;) Bioderma Sensibio to tak właściwie jedyny płyn micelarny, który używam, dwa razy go zdradziłam i wróciłam z podkulonym ogonem. Moja cera bardzo go lubi, a więcej o nim napisałam w pełnej recenzji tutaj. Serum do twarzy Babuszki Agafii do 35+ nie zrobiło na mnie szału. Ledwo co nawilżał twarz, nie zauważyłam nic, co obiecywał producent. A serum z GoCranberry powinno się tak właściwie znaleźć w denku poprzednim. Zużyłam go chyba na początku maja. Niestety nie używałam go zgodnie z przeznaczeniem, lecz jako krem na noc. Dlaczego? Ano dlatego, że jako naczelna gapa otworzyłam go na początku lutego, mając już wtedy w użyciu inny tego typu produkt. No i oczywiście gapa nie zauważyła, że termin ważności od otwarcia wynosi 3 miesiące. Kiedy gapa to zauważyła? W połowie marca! Więc miałam niecałe 1,5 miesiąca na używanie produktu. Jako serum było go szkoda, bo naprawdę niewielka ilość była potrzebna do posmarowania twarzy i szyi, używałam go więc jako kremu na noc, nakładając grubą warstwą. I powiem Wam, że w ten sposób się sprawdził :) Ale niestety zapach mnie zdecydowanie zniechęca przed ponownym zakupem, zbyt mocny i zbyt drażniący, a wcale tak szybko się nie ulatniał.


No i na sam już koniec dezodoranty - standardowo zielona kulka Vichy oraz Garnier, który tak mi podpasował w tej konkretnej wersji, że chętnie do niego wróciłam.

38 komentarzy:

  1. Ty jak się uprzesz na jakieś kosmetyki, to w zużywasz opakowanie po opakowaniu :D Ale masz rację, to tylko świadczy o słusznym wyborze. Ja coraz częściej łapię się na tym, że wracam do moich ulubionych kosmetyków - w tym np. pumeks Phenome oraz ich maska oczyszczająca do włosów. Kosmetyki dla mnie genialne i właściwie nie chce mi się już szukać innych w tym temacie... Może wypróbuję jeszcze maskę oczyszczającą z P&R, bo podobno też jest dobra, ale to będzie już pewnie moja ostatnia próba :)

    Serię otulającą ubóstwiam! Kocham zarówno masło, jak i balsam do dłoni. Przyjdzie też czas na pozostałe propozycje z tej linii, chętnie wypróbuję olejek, bo bardzo lubię te do ciała od P&R. No i balsam też chcę skosztować :D

    A na suche skórki... Próbowałaś już masełka lemonkowego Burt`s Bees? Jeśli nie, to marsz na Allegro - ja je uwielbiam i serdecznie Ci polecam. Świetnie nawilża, przyspiesza gojenie ranek, jeśli takowe się zdarzą, no i utrzymuje skórki w świetnym stanie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale mam nadzieję, ze to nie znaczy, ze jestem kosmetycznie nudna?? :> obawiam się, że niebawem będzie tak, ze w denkach będzie ciągle to samo, więc mi się to znudzi :P
      ja serię otulającą również ubóstwiam, ale ciut mi się przejadła (mniej więcej w tym samym czasie używałam i masła do ciała, i peelingu i balsamu do dłoni), więc muszę chwilowo odpocząć od tego zapachu (teraz prym wiedzie seria hipoalergiczna, kocham ten zapach!) ;)

      mam to masełko, ale po pierwsze mój brak regularności, po drugie jak już się zmusiłam żeby nim smarować skórki to nic nie zauważyłam żeby się poprawiło :/

      Usuń
    2. Ej, jak to, nic się nie poprawiło? :( Ja kupiłam sobie niedawno kolejną puszkę, bo tak rewelacyjnie na moje skórki działa.
      W takim razie, nie wiem, co Ci poradzić, bo to masełko jest moim najlepszym działem w walce z suchymi, czy nawet pozadzieranymi skórkami. Buu :(

      Usuń
    3. Ja mogę Regenerum polecić, albo własną mieszankę olejową, u mnie sprawdził się olej winogronowy i makadamia oraz odrobina olejku eterycznego cytrynowego :)

      Usuń
    4. dzięki M.! spróbuję takiej mieszanki i zobaczę, czy będą jakies efekty ;)

      Megdil - może jak się wezmę za regularne stosowanie (:D) to coś mi to da ;)

      Usuń
    5. Prosz :*
      Regularnośćjest tutaj kluczem, ja obsesyjnie smarowałam na początku skórki kilkanaście razy dziennie;) Potem jednak ograniczyłam się do dwóch i w końcu do jednego, wieczornego smarowania - jest okej :)

      Usuń
    6. Aha! No to wszystko jasne! Przyłóż się do tego smarowania, ale już! :P

      Usuń
    7. ej nooo, staram się, staram :D

      Usuń
  2. a ja za 3 tyg jadę do Berka, będzie Balea tiru riru :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby nie to, że mam spory zapas szamponów i żeli Balea to bym się do Ciebie ładnie uśmiechnęła :D

      Usuń
    2. a prosze bardzo, jadę samochodem, mam spory bagaznik :D

      Usuń
  3. O, u Ciebie również Lioele :D To przeznaczenie chyba! Zamówiłam próbki fioletowej wersji, jestem ciekawa, jak się sprawdzi :)
    Pokaźne zużycia, kilka rzeczy znam, na kilka mam ochotę, np na tonik P&R. Żałuję, że nie miałam jak zamówić go w promocji ostatniej, kiedy był za 30 zł :( Głupia praca :( A zmywacz z Essence był moim ulubionym przez wiele miesięcy, ale ostatnia buteleczka, któą miałam kilka tygodni temu tak mi przesuszyła i osłabiła paznokcie, że już do niego nie wróćę... Nie wiem, może skłąd zmienili?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno przeznaczenie! :D
      tonik warto jest wypróbować! przy następnej okazji może się uda g zdobyć ;)
      nie miałam wcześniej tego zmywacza, więc nie wiem jak wygląda sprawa ze składam, ale skoro u Ciebie też się tak stało, to może rzeczywiście jest coś na rzeczy?

      Usuń
    2. No mam nadzieję, bo poluję już na ten tonik jak sierota od wielu miesięcy ;)
      Całkiem możliwe... :( Teraz przerzuciłam się na żelowy Donegal i bardzo go lubię.

      Usuń
    3. ja teraz używam zmywacza z Opi, ale nie wypowiem się o nim za wiele, bo dopiero co otworzyłam butlę :)

      Usuń
    4. od razu burżujsko :D na szczęście nie wydałam na niego ani grosza - miałam go w paczce jak zamawiałam lakiery z Ameryki, dostałam chyba gratis za to, że późno wysłali :P ale jak dają, to biorę :D

      Usuń
  4. Tobie nie podpasował zapach jabłkowego szamponu Balea, a ja z kolei zakochałam się w tym zapachu i żałuję, że ten szampon nie jest w stałej kolekcji. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe produkty chętnie bym duzo z nich wyprobowala :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taaak, ten żel z LPM jest cudowny :) Ja lubię też wersję mandarynka i limonka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mi wersja mandarynka i limonka za bardzo nie podpasowała, zdecydowanie wolę tą z brzoskwinia :)

      Usuń
  7. Świetne zużycia, ten żel LPM jest genialny ! Zapach uwielbiam, umila mi każdy prysznic.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten szampon z Pharmaceris chodzi za mną od dawna. Chyba wreszcie go kupię! :)) Miałam też odżywkę z Balea i była świetna! Dobrze, że piszesz o tym serum do twarzy bo też się nad nim zastanawiałam, ale skoro nawilżenie kiepskie to szukam dalej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szampon Pharmaceris zdecydowanie polecam :)
      jeśli masz bardzo suchą skórę, tak jak ja, to serum odradzam, ale jak z suchością u Ciebie nie jest tak źle to może być w Twoim przypadku w porządku :)

      Usuń
  9. Spore denko! Szampon Pharmaceris też pojawi się w moim denku, spisywał się nieźle - wysypu baby hair natomiast nie zauważyłam. Z LPM miałam wersję z kwiatem pomarańczy - ale mam chrapkę na brzoskwinię i nektarynkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie na początku też jakiegoś szczególnego wysypu baby hair nie było, ale po jakimś czasie używania urosło mi ich tak dużo, że wyglądałam jakbym miała grzywkę ;) a ten żel LPM z brzoskwinią i nektarynką polecam ;)

      Usuń
  10. jestem chyba jedyną osobą, której nie przeszkadza ta biała warstwa po peelengach z Pat&Rub :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to chyba jesteś rzeczywiście wyjątkiem :D

      Usuń
  11. Z tutti frutti mialam krem do rak i byl swietny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz, mi nawet kremy do rąk tutti frutti nie wpadły w oczy, ale i tak mam tak duży zapas kremów, że nawet nie będę próbowała ich szukać ;)

      Usuń
  12. Niezła gromadka Ci się uzbierała :)
    Szampon Pharmaceris lubię, pumeks i Luscious z Phenome lubię, masło otulające i tonik P&R lubię :)
    Używam aktualnie peelingu orzeźwiającego P&R i w sumie powiem Ci, że i tak jest lepiej niż w przypadku otulającej wersji, która był dużo bardziej tłusta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znaczy się, że to co lubię ja, lubisz i Ty ;)
      a ja właśnie miałam na odwrót. ale ogólnie ten zapach serii orzeźwiającej dużo mniej mi się podobał niż pozostałe serie.

      Usuń
  13. Znaczy się dokładnie tak jak mówisz :D

    OdpowiedzUsuń
  14. muszę koniecznie rozejrzeć się za tymi rękawiczkami :) jeśli tak dobrze nawilżają, to muszą być świetne jako mocny produkt ratunkowy :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me