Express Nail Polish Remover

Zmywacz do paznokci jest podstawowym kosmetykiem w mojej łazience. Do tej pory używałam tych z Rossmana, ale po tym jak wylałam jeden na deskę klozetową i ją wyżarł, stwierdziłam, że poszukam czegoś mniej szkodliwego.


Do zakupu zachęciła mnie opinia jednej z blogowiczek (za nic nie przypomnę sobie kto to był). I jak tylko zobaczyłam promocję na ponowne otwarcie po remoncie perfumerii (drogerii?) Sephora w Galerii Dominikańskiej, pędem poleciałam go kupić. Zniżki było chyba 20% na wszystko, a ja z niej skorzystałam :) 




Sephora - Express nail polish remover - it's terrific!


Opakowanie: solidne, mieści się w dłoni. 75 ml + czarna, bardzo wygodna gąbeczka z dziurką. Kolor pomidorowy z czarną nakrętką - prostota, to lubię. Dodatkowo jest bardzo wytrzymałe - już kilka razy spadł mi z dość dużej wysokości i nie ma na nim nawet lekkiego pęknięcia!


Zapach: w przypadku zmywaczy trzeba liczyć się z nieprzyjemnym "zapachem", natomiast przy tym nie mam problemów z oddychaniem.


Użytkowanie: wkładasz paznokieć i albo czekasz chwilkę, albo "kręcisz" paznokciem po gąbeczce. Chwila moment i paznokcie są bez lakieru! Nie podrażnia i nie szczypie, nawet kiedy mam jakąś rankę w okolicach płytki paznokcia.


Działanie: bardzo szybko zmywa nawet najbardziej uparty i mocny lakier. Nie wysusza skórek i nie zostawia żadnych śladów na paznokciach i palcach.


Produkt jest baaaaaaaaardzo wydajny. Używam go od połowy lipca i zmieniam kolor lakieru na paznokciach średnio, co 3-4 dni, czyli jak mi się znudzi. I cały czas gąbka jest nasączona zmywaczem. Oczywiście kolejnym plusem jest to, że nie muszę się bawić wacikami i nie mam nigdzie ich pozostałości!


Skład: Ethyl acetate, Alcohol denat., Aqua, Glycerin, Parfum, Panthenol, Tocopheryl acetate, Butylene glycol, Nuphar Luteum Root Extract, Citric acid, Prunus Persica Fruit Extract, Sodium benzoate, Potassium sorbate, CI 60730.


Cena: 28 zł (bez promocji), dostępny wyłącznie w Sephora.

Roll-on The Body Shop

Aparat do mnie wrócił, ale nie wiem na jak długo. W związku z tym zrobiłam zdjęcia wszystkim moim ostatnim nabytkom, a w związku z tym możecie się spodziewać wielu nowych recenzji.

Dziś przyszła kolej na Roll-on The Body Shop o zapachu owoców leśnych.



Zachęcona samymi zapachami, które wyszły, pędem pobiegłam do najbliższego TBS'u i stałam chyba z 15 minut wąchając wszystkie roll-on'y. Gdybym mogła, kupiłabym wszystkie, a tak wybór padł na owoce leśne, które mnie po prostu urzekły.

Opakowanie: ma 10 ml i jest stabilne. Dobrze trzyma się je w ręce.

Zapach: jest delikatny, ale nie nachalny. Czuję go tylko w momencie posmarowania ust, a potem się ulatnia, co tak naprawdę mi się podoba.

Użytkowanie: smarowanie nim ust nie jest trudne, natomiast czasami zdarza mi się wyjechać nim poza linię ust i wtedy nagle muszę szukać lusterka :)

Działanie: delikatnie nawilża moje usta, które baaaaardzo często są spierzchnięte i wysuszone, a na dodatek mam okropną manię obgryzania skórek. Ten roll-on powoduje, że mam gładkie i miękkie w dotyku usta, co zdecydowanie jest na plus!

No i ta metalowa kuleczka tak cudownie chłodzi usta w gorące dni!

Skład: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Lanolin, Hellianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Aroma, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Waxm Aqua, Tocopherol, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmindsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil, Stevia Rebaudiana Leaf/Steam Extract, Eugenol, Benzyl Benzoate, Citric Acid.

Rozdania

Z racji tego, że mój aparat od ponad miesiąca jest w serwisie (sic!) i nie wiem kiedy wróci (sic!), nie mam możliwości, aby robić zdjęcia moim nowym kosmetycznym nabytkom. Nadrobię to od razu, jak mój kochany sprzęt do mnie wróci.


A w związku z tym, poniżej zamieszczam linki do rozdań, w których biorę udział :)


1. http://smieti.blogspot.com/2011/08/rozdanie-bikor.html




2. http://pieprz-i-kokos.blogspot.com/2011/08/mini-rozdanie.html




3. http://mojakosmetykomania.blogspot.com/2011/08/1000.html




4.) http://natural-perfects-secret.blogspot.com/2011/08/rozdanie-u-prozerpine-do-wygrania.html




5.) http://sonnaille.blogspot.com/2011/08/moje-pierwsze-rozdanie.html#comments




6. http://nietylkokosmetycznie.blogspot.com/2011/08/pierwsze-rozdanie.html




7. http://ladyinpurplee.blogspot.com/2011/08/moje-drogie-panie-czas-na-rozdanie.html





Cukrowy peeling do ciała

Dziś będzie o moim ulubionym peelingu do ciała - Perfecta Spa Cukrowy Peeling do Ciała.



Opis producenta:
Dynamicznie oczyszczający peeling cukrowy do ciała o właściwościach złuszczających i ujędrniających. Zawiera naturalne kryształki cukru, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Ponadto olejek kokosowy intensywnie zmiękcza i ułatwia zatrzymywanie wilgoci w skórze, a zawarte w peelingu masło kakaowe działa ujędrniająco i regenerująco.
Peeling regulując mikrokrążenie w skórze przeciwdziała cellulitowi, a apetyczny zapach czekolady odpręża i poprawia nastrój.
Stosowanie: Rozprowadzić peeling na wilgotnej skórze ciała, kolistymi ruchami wykonać masaż. Spłukać wodą.




Zakupiłam go przypadkiem w Drogerii Natura akurat w momencie kiedy pilnie potrzebowałam jakiegokolwiek dobrego peelingu. Używałam już te z Joanny i pomimo to, że pięknie pachną, nie działają na moją skórę tak, jak bym tego chciała. 
Mam od zawsze problemy z łokciami (są twarde, szorstkie i ciemno-szare) i z przedramionami (pozostałości po chorobie z dzieciństwa - okropne krostki). Dopiero ten peeling stosowany codziennie doprowadził moje ręce do takiego stanu, że nie muszę się już wstydzić chodzić w koszulkach z krótkimi rękawkami.


Dodatkowo jest bardzo wydajny. Używam go codziennie podczas kąpieli i przeciętnie opakowanie starczy mi na 2-3 miesiące. Kolejnym plusem jest opakowanie, które po zużyciu zamieniam w pudełko do przechowywania różnych skarbów :)


Z tej serii przetestowałam 3 wersje zapachowe: czekoladowo-kokosowy, marcepanowy (zapach wcale nie jest marcepanowy) i waniliowo-pomarańczowy. Z tych trzech to właśnie ten pierwszy jest moim absolutnym ulubieńcem.


Co do działania ujędrniającego to ciężko mi to określić, ponieważ ten peeling stosuję tylko i wyłącznie na ręce. Do reszty ciała używam peelingów gruboziarnistych z Joanny.



______________________________________________________________________

Biorę udział w rozdaniach:

u Belleoleum:


u Barwy Wojenne:




Wygładzające mleczko do ciała

Balsamów w szafce w łazience mam od groma i jeszcze więcej. Używam wielu na zmianę, ale tylko ten jeden jest moim numerem 1. - Nivea Wygładzające Mleczko Do Ciała dla skóry suchej z masłem Shea. Wiele dni czaiłam się na niego, żeby kupić. W końcu znalazłam przecenę w sklepach Rossman - ok. 15 zł za 400 ml. Wzięłam specjalnie opakowanie z pompką żeby łatwiej było mi wyciskać krem - nie lubię tłustymi od balsamów rękami wyciskać kolejną ich ilość na dłonie.


Opis producenta:
Długotrwała gładkość i ochrona suchej skóry.
Wzbogacona masłem Shea. Wygładzające mleczko do ciała NIVEA® niezwykle przyjemnie rozprowadza się na skórze. Jego formuła szybko się wchłania, intensywnie nawilżając, długotrwale wygładzając oraz chroniąc skórę przed wysuszeniem. Unikalna technologia Hydra IQ wspiera ciągły proces nawilżenia skóry od wewnątrz, zapewniając jej długotrwałą gładkość.


Samo mleczko rzeczywiście bardzo szybko się wchłania i bardzo dobrze nawilża moją bardzo suchą skórę. Dodatkowym plusem jest to, że dłonie po nim nie są bardzo tłuste i mogę zaraz po wysmarowaniu się balsamem, robić różne rzeczy.


Jedynym minusem jest to, że krem, który zostaje gdzieś tam w pompce "zasycha" i jeżeli nie używam go często to za pierwszym razem wychodzi mi taki troszkę "posklejany balsam". Muszę się tego pozbyć i dopiero wtedy mogę używać mleczka tak, jak trzeba.

Fruit Coctail

Kolejny z moich ulubionych lakierów Joko Fruit Coctail - 141 Fresh Mint. Od dłuższego czasu poszukiwałam takiego koloru, znalazłam wcześniej podobny w Inglocie, ale cena 28 zł za sztukę zbiła mnie z nóg. Przez przypadek znalazłam całą serię lakierów Fruit Coctail na Allegro (co ja bym bez niego zrobiła?!). Najpierw przez kilka dni zastanawiałam się nad kolorami, bo chciałam wszystkie, ale finansowo nie było szansy żeby to marzenie spełnić. Wybór padł na 2 lakiery, dziś pokazuję Wam jeden z nich.








Tak, jak poprzedni lakier Joko trzyma się bardzo długo, nie odpryskuje i nie ściera się. Przeżył wodę morską i chodzenie po piasku :)


Joko

Ostatnio po raz kolejny stałam się szczęśliwą posiadaczką lakierów Joko. Długo nie mogłam się zdecydować jakie kolory wybrać (a mam już przeróżne lakiery, w przeróżnych kolorach tęczy). Wybrałam w końcu trzy: Cappuccino, London Fog i City Grey. Na razie udało mi się wypróbować pierwszy i ostatni. I ten ostatni dziś opiszę - Joko Virtual Streetfashion - City Grey 99.








Lakiery Joko cenię bardzo za opakowania, bardzo dobrze mi się ich używa oraz dobrze się je przechowuje. Uwielbiam pędzelki i konsystencje tych lakierów. 


Aplikacja jest łatwa i przyjemna, bardzo szybko schnie. Niestety potrzeba dwóch warstw żeby nic nie prześwitywało, ale do tego akurat jestem przyzwyczajona.


Podczas nakładania pierwszej warstwy są widoczne delikatnie błyszczące się drobinki, natomiast po nałożeniu drugiej - już ich nie ma. Minusem jest fakt iż trzeba dokładnie i prosto trzymać pędzelek podczas malowania. Parę razy ręka mi się omsknęła i widać z bliska, że nie jest równo nałożony lakier (przy innych przy innych produktach tej firmy tego nie miałam). Ale tą niedoskonałość niweluje to, że lakier nie ściera się i nie odpryskuje, a na paznokciach mam go już 4 dzień i wyglądają jak świeżo po malowaniu.










Kolor samego opakowania i na paznokciach jest troszkę ciemniejszy niż ten na zdjęciach.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me