Barry M / Kingsland Road (textured nail effect)

Piasków ciąg dalszy. Tym razem piasek, który nazwany został teksturą. Jest delikatny i piękny. Kolor jest bardzo mój i tak mi się podoba, że 3 dzień nie mam ochoty go zmieniać i trzyma się świetnie.

Do pełnego krycia wystarczą 2 warstwy, muszą być cienkie, bo lakier może i wyschnie, ale nie będzie widocznego efektu tekstury. Wysycha błyskawicznie. Minus? Poza dostępnością, to to, że lubią się do paznokci z tym lakierem przyczepiać różne "kłaczki". A poza tym? Cud, miód i orzeszki, chyba będzie dłuugo królował na moich paznokciach :D








p2 sand style / 060 strict

Po ostatnim wysypie postów o piaskowych lakierach, sama zachciałam mieć taki. Z firmy p2 kliknęłam w 060 strict i 040 illegal, dziś przyszły, a ten pierwszy wylądował od razu na paznokciach :) Pierwsze wrażenie? Nic nadzwyczajnego, ale po kilkunastu minutach podoba mi się dużo bardziej i powoduje, że mam chrapkę na więcej :]

Do pełnego krycia wystarczy jedna warstwa (wyjątkowo na środkowym palcu i na kciuku są 2 warstwy, co widać), w miarę szybko schnie. 









Empty space w marcu i kwietniu

Pod koniec marca postanowiłam zrobić denko z 2 miesięcy, widząc jak mało mam pustych opakowań. Ale kwiecień to był miesiąc intensywnego zużywania. Luzy mi się porobiły w szafkach, z czego niezmiernie się cieszę. Przed Wami post tasiemiec :)


1., 2. i 3. to płyny do kąpieli Luksja - Bulberry muffin, Lemon pie oraz caramel waffle. Zapachy na pierwszy rzut oka smakowite, głównie w butelkach, które zawierają każda po litrze kolorowego, gęstego płynu. Bardzo dobrze się pienią. A jak z zapachem w wannie? Rozczarował mnie muffinkowy (pierwszy z lewej), bo w butelce pachniał obłędnie, ale w wannie ledwo, co było go czuć. Moim faworytem jest karmelowy wafel (pierwszy z prawej) i myślę, że do niego z chęcią wrócę. Co do cytrynowego ciasta, to wszystko było ok, jak nie używałam go za często, bo zapach był dość męczący. Dodam również, że płyny nie wysuszały mi skóry, ale również nie poszalały z nawilżeniem.


4. Original Source - Raspberry&Vanilla Milk Hand Wash, czyli po prostu płyn do rąk o zapachu budyniu malinowego. Kojarzy mi się z podwieczorkami z przedszkolu, kiedy to właśnie dostawaliśmy taki budyń do jedzenia. Niestety zapach na dłuższą metę męczył głównie mojego męża, który za każdym razem się mnie pytał kiedy się skończy. Nie oznacza to, ze w działaniu był zły, bo nie był. Ale tą wersję zapachową wolę używać w wannie niż podczas mycia rąk.
5. Oriflame - żel pod prysznic z lawendą i figą. Nie powalił mnie na kolana, kiepsko się pienił, pachniał sztucznie, dlatego z nieukrywana radością szybko zużyłam go podczas kąpieli po siłowni. Na pewno więcej do niego nie wrócę.
6. Facelle Intim - powiem to tak: nie wiem, czym się tyle blogerek zachwyca. Jako płyn do higieny intymnej nie powalił mnie na kolana, pienił się dobrze, był niemiłosiernie wydajny, co uznaję za minus, bo chciałam się go dość szybko pozbyć. Po wielu pozytywnych recenzjach tego płynu jako szamponu do włosów postanowiłam skorzystać. Owszem, włosy aż piszczały z czystości, ale dostałam po nim takiego łupieżu, że do dziś z nim walczę. Nigdy więcej.
7. Pantene - szampon do włosów normalnych. Tak właściwie to używał go mój mąż, ja mu od czasu do czasu trochę go podbierałam. Dobrze się pienił, ale szału na mnie nie zrobił.
8. Clear - Sensitive Scalp. Szampon przeciwłupieżowy, który cały czas ratuje mnie w opałach. Uratował też w dużym stopniu po jednorazowym wyskoku z żelem Facelle. Muszę go użyć raz na tydzień lub dwa tygodnie, żeby łupież aż tak często nie powracał. Kolejna butla stoi w łazience i na pewno z niego nie zrezygnuję, nie ważne ile ma w sobie chemii.


9. Pat&Rub - Scrub cukrowy rozgrzewający. Przyznaję, poleciałam na zapach, który jest obłędny. Nie jest to jakiś super mega ździerak (a takowe baaardzo lubię), ale całkiem przyjemnie oczyszcza skórę. Niestety musiałam uważać przy aplikacji - jak wzięłam go za dużo, to pojawiała się na mojej skórze taka niemiła tłusta warstwa, która baaardzo topornie schodziła podczas kąpieli. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego rozgrzewania, ale miło się go używało podczas jesienno-zimowych kąpieli. Bardzo wydajny. Szkoda, że cena taka wysoka, ale warto czaić się na promocje. Ja czekam na takowe, ale skuszę się na zupełnie inna wersję zapachową.
10. i 11. The Body Shop - Dewberry i Watermelon - mleczka do ciała o zapachu jeżynowym i arbuzowym. Z tytułowymi zapachami to niewiele mają one wspólnego. I o ile wersję arbuzową używałam z nieukrywaną przyjemnością (ze względu na zapach), to druga wersja to jakaś porażka. Słabo nawilżają, ale używałam ich w sezonie jesienno-zimowym, kiedy moja skóra jest dość mocno wysuszona. Plus na szybkie wchłanianie, ale to by jednak było na tyle.
12. Nivea - Energy Fresh - kulka, której przedstawiać nie muszę. Ulubiona i tyle.
13. The Body Shop - Carrot Moisture Cream, czyli marchewkowy krem do twarzy. Nie pachnie absolutnie marchewką, a dla mnie bardzie różami. Na skórę mojej twarzy się nie nadawał, więc zużyłam go na kolana i łokcie i w tej wersji sprawdził się bardzo dobrze.
14. Sensique - zmywacz do paznokci. Enta butelka, tyle że rezygnuję na jakiś czas z zapachu arbuzowego (daleko mu do arbuza, uwierzcie mi), ze względu na marudzenie mojego męża, którego ten zapach wykańcza, jak go czuję. W zapasie mam wersję kiwi.
15. Bioderma - Sensibio. Jedyny i najlepszy płyn micelarny. Mega wydajny, nie podrażnia mojej i tak wrażliwej skóry, makijaż, który wykonuję na co dzień zmywa doskonale. Niczego więcej mi nie trzeba. Teraz w użyciu, wersja biała. Recenzja obszerniejsza i porównawcza 3 różnych micelów Biodermy za jakiś czas.


16. Pat&RUb - Balsam do stóp żurawina i cytryna. Całkiem przyjemny w użyciu krem do stóp. Pachnie odświeżająco, ale nie powalił mnie na kolana tak, że chciałabym do niego powrócić. Wersja zapachowa jest lekka i przyjemna, tak jak konsystencja, ale to na cieplejszą porę roku. Minus za wysoką cenę.
17. Pat&Rub - Balsam do rąk trawa cytrynowa i kokos. Uwielbiam go za zapach, za konsystencję i za działanie. Co prawda po dłuższym używaniu zapach jest dość uciążliwy, ale da się wytrzymać :) Dobrze działa przy w miarę nawilżonych dłoniach, bo dla suchych będzie za słaby. Tutaj też minus za cenę, ale od czego są promocje?
18. Balsam Tuli w kostce. Nie przemawia do mnie ta forma balsamu. Szybko się zużywał, nawilżał średnio. Używałam go tylko na kolana i łokcie.
19. Rilastil - Deliskin. Moje odkrycie tego roku i jak na razie ulubiony krem. Szykuję pełną recenzję, a druga tubka jest już w użyciu.
20.A.T.W. - Family Care. Krem pielęgnacyjno-odżywczy z dziką różą i rokitnikiem. Otrzymałam go w BlogBoxie i niestety na skórę mojej twarzy zupełnie się nie nadawał - powodował wypryski. Zużyłam go więc jako balsam do ciała - na łydki był jak znalazł.
21. Flos-Lek - żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim. Całkiem przyjemny, o ile leży wcześniej w lodówce. Nie mam zbyt dużego porównania, bo nie używałam wcześniej kremów pod oczy, ale z tego byłam całkiem zadowolona.
22. Oriflame - Tender Care, czyli po prostu miodzik. Mam ich chyba z 10, w każdy zaopatruje mnie babcia. Ten wyrzuciłam chociaż w baryłce była jeszcze połowa mazi, skończył się termin ważności. Ogólnie miodziki mnie nie powalają, ale na miejsca małe i dość suche jest w porządku.
23. Tso Moriri - Natural Lipstick, naturalna pomadka do ust, o której pisałam tutaj.


24. Nivea - Pure&Natural action, dezodorant. Całkiem przyjemny, odświeża w miarę ok, ale zdecydowanie wolę kulkowe wersje.
25. Garnier - Active dry. Kolejny dezodorant, ten szału na mnie nie zrobił, dlatego używałam go tylko jak siedziałam w domu.
26. Adidas - Natural Vitality, zapach, który zaczęłam używać jeszcze w liceum. Zużyłam ze 3-4 buteleczki. Teraz wzięłam się za zużywanie zapachów, które się kurzą. Ten był przyjemny, ale chyba z niego wyrosłam i więcej go nie kupię.
27. Cleanic - płatki kosmetyczne. Uwielbiam je do zmywania makijażu, są delikatne i wydajne oraz się nie rozwarstwiają.
28. Cleanic - bawełniane płatki kosmetyczne. To jakieś nieporozumienie. Używałam ich tylko do zmywania paznokci, a była to taka katorga, że nie raz chciałam je wyrzucić. Okropnie się rozdwajały, rozjeżdżały i zużywałam więcej wacików niż zwykle podczas zmywania lakieru. Na pewno więcej do nich nie wrócę.


29. Efektima - Maseczka odżywcza z wyciągiem z cynamonu. Całkiem przyjemnie oczyszczała twarz, trochę rozgrzewała skórę, ale szału nie było, więc na pewno do niej nie wrócę.
30. Vichy - Aqualia Thermal. Próbka starczyła mi na kilka użyć i wiem, że na pewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania. Okropnie długo się wchłania, więc nie nadaje się pod makijaż, a skórę zostawia tłustą, ale nie nawilżoną.
31. Arctic - ochronny krem do rąk. Bardzo przyjemny, dobrze sie wchłaniał i zostawiał skórę mile nawilżoną, ale nie tłustą.
32. Zielona Apteka - maseczka z wiśni z imbirem. Porażka, jedyne co jest w niej w porządku to zapach.
33. Nivea - Clear-up Strip. Ulubione płatki na oczyszczanie nosa.
34. Mitracell - Vitality. Bardzo przyjemny kremik, którego próbka starczyła mi na kilkanaście użyć. Dobrze się wchłania, nadaje się pod makijaż, nie podrażniał mojej wrażliwej skóry.
35. Oriflame - Pure Nature, sztyft na wyprysku, który wyrzucam ze względu na swój wiek.

I to by było na tyle. Jak ktoś dobrnął do końca do podziwiam i idę wyrzucić śmieci :)

Targi Kosmetyczne i otwarcie atelier Clarena we Wrocławiu

Miałam mały blogowy przestój, ale mam nadzieję, że nadrobię zaległości, bo przede mną jeszcze tylko 2 dni pracy i 2 tygodnie wolnego :) Na blogu przestój był, ale nie w spotkaniach blogerskich. 

W niedzielę 21.04 razem z kilkoma dziewczynami (Justyną, AniąAgatąPatrycją i Wiktorią) udałyśmy się na II Wrocławskie Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie, które odbyły się w Hali Stulecia. Były to moje pierwsze tego typu targi i szczerze mówiąc rozczarowałam się. Liczyłam (chyba jak wszystkie dziewczyny) na więcej kolorówki i stoisk z lakierami do paznokci (m.in. Opi, Orly, czy China Glaze). Jedyne, co mnie tak naprawdę zainteresowało to stoisko Starej Mydlarni, na którym zaopatrzyłam się w 3 peelingi do ciała. Dziewczyny szalały przy 2 stoiskach Batiste :) Zdjęć sama nie robiłam, więc jeśli chcecie zobaczyć jak było, zapraszam na blogi dziewczyn, przy każdym imieniu jest podlinkowana notka z targów.

 (od lewej: myjąco-peelingująca pianka, cukrowy peeling malinowy i solny peeling z czarnej porzeczki)

W środę 24.04 razem z Let's Talk BeautyFanglefashionStorybyferrouZakupowe Bestie i Anulaat i kilkoma blogerkami modowymi byłyśmy w Pasażu pod Błękitnym Słońcem na otwarciu aletelier Clareny. Było sporo przemówień, pokaz mody, ponoć świetne sushi i pięknie wyglądające muffiny, na które niestety się nie załapałam :) Udało mi się natomiast załapać na badanie skóry, z którego nie do końca byłam zadowolona (pani, która mi je robiła miała dużą wiedzę, ale powinna poprosić przed badaniem o zmycie makijażu, a z nim wyszły dość sprzeczne wyniki). Wyniki badania wraz z propozycją doboru kosmetyków otrzymałam po wszystkim na maila. Zdjęcia z imprezy możecie zobaczyć tu i tu :)

(w pudełku są 2 mini kremy Clarena, to czarne coś to wizytownik i uroczy różowy długopis :)

Dziękuję wszystkim dziewczynom za miłe towarzystwo na obu spotkaniach :)

Pokaż kotku, co masz w środku...

... czyli, co mam w swojej torebce. Pamiętam, że dość dawno temu na blogach krążył tak o tym, co się ma w torebce. Nie brałam w nim udziału, ale w związku z tym, że zmieniałam kilka dni temu torebkę stwierdziłam, że pokażę Wam, co targam ze sobą codziennie. Szczerze? Przeraziłam się trochę ilością rzeczy, co nie zmienia faktu, że wszystko, co mam w torebce może się przydać ;)


1. i 2. Klucze - z dziabągiem do rodziców, z panią Dupką (pokazywałam ją tutaj) do mojego domu.
3. Kalendarz, prezent urodzinowy.
4. Kindle 4. Nie ruszam się bez niego z domu. Nie żałuję żadnej złotówki wydanej na niego :) Czytam gdzie się da, w pracy, w tramwajach, w autobusach i w poczekalniach.
5. i 6. Telefony. Tak mam dwa i da się tak funkcjonować :) Jeden służbowy, drugi prywatny. Wydaje się, ze 2 są niepotrzebne, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia.
7. Portfel zakupiony na Allegro.
8. i 9. Jestem chodzącą apteką. Tabletki na ból gardła - bo mam taką pracę, że często tracę głos i tabletki przeciwbólowe - mam niski próg bólu więc są niezastąpione.
10. Ipod, oczywiście musiał być różowy. Tak, jak w przypadku Kundelka nie wyobrażam sobie wyjścia bez niego z domu. Mam go od ponad 3 lat i nadal świetnie działa, a ilość muzyki zadowoliłaby chyba każde muzyczne gusta :)
11. Identyfikator, bez którego nie wpuszczą mnie do pracy, a jeśli już wpuszczą to nie otworzę bez niego drzwi, więc zawsze go ze sobą mam :]


12. Krem do rąk. Im mniejsza tubka tym lepiej. I tak mam za dużo klamotów :) Na zdjęciu krem do rąk Oriflame.
13. Chusteczki, bez nich to już NIGDY nie wyjdę z domu, ponieważ cierpię na ciągły katar.
14. Żel antybakteryjny, który gości w mojej torebce od niedawna, często jest niezawodny i potrzebny.
15. Cukierki, które mam zamiast gum.
16. Długopisy, których nigdy nie mogę znaleźć jak ich nagle potrzebuję.
17. Szczotka do włosów, której nie używam, ale mam ją ze sobą dla lusterka :)
18. Błyszczyki i pomadki. Moje usta są wymagające i często potrzebują nawilżenia. Na zdjęciu Pat&Rub, Benefit i Alverde.
19. Ładowarka, rzecz niezbędna mając rozładowujący się telefon :)



I to by było na tyle. Owszem zawsze można znaleźć u mnie pełno papierków, paragonów i innych śmieci, ale przecież do nowej torebki przenosić ich nie będę ;]

Z samej torebki jak na razie jestem bardzo zadowolona. Kupiłam ją na etorba.pl, przyszła szybko, dobrze zapakowana i zabezpieczona. Jeśli chcecie obejrzeć dokładnie mój model (ale nie mój kolor) to możecie to zrobić tutaj.

Gdyby któraś z Was była zainteresowana zakupem jakiejkolwiek torby z tego sklepu to z profilu na fb wiem, że w ten weekend mają darmową wysyłkę. Sama do swoich zakupów dostałam 2 kupony zniżkowe po 10 zł każda. W związku z tym, że w najbliższym czasie nie będę kupowała torebki, nie chcę żeby się kupony zmarnowały. Jeśli więc którakolwiek z Was jest chętna to proszę zostawić w komentarzu adres mailowy, 2 pierwsze ochotniczki dostaną je ode mnie :)

China Glaze / Fancy Pants

Na ten lakier czaiłam się od kiedy zobaczyłam zapowiedzi, a później pierwsze swatch'e. Zakochałam się w nim bez pamięci i starałam się, naprawdę starałam się o nim zapomnieć i go nie kupować. Ale trafiła się okazja w polskim sklepie z lakierami China Glaze i to na dodatek z rabatem, więc jak mogłam nie skorzystać?

Lakier jest z nowej kolekcji Avant Garden. To śliczny fiolet z różowym shimmerem, który jest widoczny głównie w świetle dziennym. I niestety robiąc dziś zdjęcia słońce zaszło, a wyszło jak skończyłam, więc efekt widać tylko w buteleczce.









Essie / Mint Candy Apple + Orly / Halo

Naprawdę, chciałabym żeby ta pogoda za oknem to był Prima Aprillis'owy żart. Niestety ten żart pojawił się we Wrocławiu wczoraj i tylko dobija mnie coraz bardziej. A żeby nie popaść w wiosenną zimową! depresję próbuję mieć wiosnę chociaż na paznokciach. I tak oto wyczarowałam sobie miętowo-złoto-srebrny poprawiacz nastroju. I naprawdę, do szczęścia brakuje mi już teraz tylko słońca i wyższej temperatury.









Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me