p2 / happy bride

Jedyny lakier kremowy zza naszej zachodniej granicy (pozostałe to piaski rzecz jasna) w mojej mini kolekcji. Pełne krycie osiągnęłam przy 2 warstwach, trzyma się całkiem nieźle, ale nie wiem jak z wysychaniem, bo tu pomógł mi niezawodny Seche Vite :]









Essie / maximillian strasse her

Na ten lakier (oraz na Go Ginza) czaiłam się dość długo. Pal licho, że się czaiłam, ale jak już chciałam je mieć to nigdzie ich nie było. W końcu się udało i są u mnie.
Maximillian strasse her to mieszanka zielonego i szarego, jest tak brzydki, że aż piękny :] Dla małego urozmaicenia dodałam wzorek, który podpatrzyłam u Obsession (banalny dodam!).






Majowe denko

Ten czas leci tak szybko, że ledwo się obejrzałam, a już jest czerwiec. Chociaż za oknem jest chyba październik - zimno, buro i mokro. A im gorsza pogoda, tym więcej roboty w pracy.

Ale co, jak co, denko musi być. Zużywam sumiennie i sumiennie szuflady zapełniam :) równowaga w naturze musi być, ale o tym innym razem.


Żele Original Source, o których pisałam tutaj. Lubię je, są w miarę tanie i pewnie do nich wrócę. Nie wiem czy akurat do tych zapachów, ale do samej formuły.


Płyn do kąpieli z Luksji o zapachu wiśniowej tarty dobrze się pienił, pachniał obłędnie i w butelce i w wannie, a wodę barwił lekko na czerwono. Rozgrzewający olejek do kąpieli Pat&Rub to miły dodatek do kąpieli. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego rozgrzania podczas relaksu w wannie, ale za to skóra po kąpieli z nim była przyjemnie nawilżona (nie tłusta!) i delikatnie pachniała. Idealny zapach na jesień/zimę. Peeling cukrowy z Farmony - czekolada i pistacja. Przepyszne połączenie i dobre działanie. Uważam go za średni zdzierak, ale takie właśnie lubię. Zostawiał skórę przyjemnie nawilżoną i delikatnie pachnącą. Nie podrażniał i jest bardzo wydajny. Na pewno do niego wrócę, jak tylko zużyję obecne zapasy peelingowe.


Szampon bananowy z The Body Shop, zdania o nim nie zmieniłam i nadal bardzo go lubię. Mam w zapasie jedną butlę i jak tylko go gdzieś dorwę to znów zrobię zapas, bo bez niego nie wyobrażam sobie mycia włosów. Więcej z recenzji tutaj. Szampon witaminowy z Balea. Na początku nie powalił mnie, ale im dłużej go używałam, tym bardziej go polubiłam. Świetnie się pienił, pachniał sokiem typu multiwitamina i przede wszystkim rewelacyjnie oczyszczał włosy. Dobrze się rozczesywały bez użycia odżywki i trzymały dość długo świeżość (jak na moje kłaki). Ostatnią butelkę kultowej i nie do kupienia odżywki z olejkiem z Babassu z Isany dawkowałam sobie bardzo umiarkowanie i żal mi było wyciskać ją do samego końca. Odżywka świetna dla moich włosów, szukam jej zamiennika. Płukanka malinowa z Yves Rocher ma niejedną fankę, ja do nich dołączam. Poza zapachem, który jest oczywiście na plus, sprawiał, że włosy świetnie się rozczesywały. Zapach niestety nie utrzymywał się na włosach. Dodatkowo muszę zaznaczyć, że nie przetłuścił mi włosów. Lejąc go z butelki otrzymamy bardzo nieekonomiczny produkt, wystarczy przelać do butelki ze spryskiwaczem i mamy płukankę na dłuuuugi czas (jak to w moim przypadku). Cena nie jest najniższa, ale patrząc na tą wydajność po przelaniu do innego opakowania to się opłaca.


Zmywacz do paznokci z Essence to taka mała zdrada ulubionego zmywacza z Sensique. Zdrada, z której jestem bardzo zadowolona! Wydajny, nie wysusza skórek, nie miał zbyt uciążliwego zapachu, dobrze zmywał i się nie kleił. Kosztował grosze i na pewno poszukam kolejnych butelek. Olejku z papai z Alterry używałam tylko i wyłącznie do peelingu dłoni dodając odrobinę cukru. Świetnie nawilżał ręce i pozostawiał je długo miękkie i gładkie. Regularne używanie poprawiło zdecydowanie kondycję moich dłoni. Płatki kosmetyczne z Cleanic (kwadratowe) są idealne do zmywania makijażu - nie podrażniają i jeden wacik wystarczy na całą twarz. Ich zapas zawsze mam w szufladzie. Peelingu enzymatycznego z Biochemii Urody niestety nie udało mi się zużyć w całości, a wyrzuciłam go tylko z powodu końca terminu ważności. Więcej w recenzji tutaj. I na koniec dwa poskramiacze paskudztw na nosie - Revital i Nivea. Oba dobrze oczyszczają nos, co prawda pozostawiają lekko lepką warstwę, ale da się to bez problemu zmyć płynem micelarnym.

I to by było na tyle. Patrząc na te puste opakowania mogę stwierdzić, że maj był miesiącem kąpania i mycia włosów :D

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! - Kąpielowe smakołyki, czyli kąpiel z Original Source

Kiedy na początku stycznia otrzymałam paczkę z trzema produktami Original Source, w ramach akcji Asi z 1001 pasji - HexxBox, znałam już jeden z nich. Dwa pozostałe znałam ze słyszenia, ale nie z używania. Co łączy je wszystkie? Pachną smakowicie, a dla osoby, która jest na diecie (czyli mnie), powodują, że ślinka cieknie.







Mango & Macadamia Bath Foam - soczyste połączenie mango i makadamii ukryte w butelce płynu do kapieli Original Source Mago&Macadamia jest nie tylko odżywcze dla skóry, ale też bardzo smakowite - uważaj, żeby przez pomyłkę go nie wypić!

Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamdopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Mangifera Indica Fruit Extract, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Lactic Acid, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenozyl Hexyl Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, CI 19140, CI 15985

Ten płyn do kąpieli kojarzy mi się ewidentnie z przepysznym napojem Mango Lassi (zapachem również go trochę przypomina):







10 prawdziwych cytryn użytych do stworzenia jednej butelki żelu pod prysznic Original Source Lemon and Tea Tree orzeźwi Cię soczyście kwaśną kompozycją energii. 

Składniki: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Sodium Chloride, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Cocamidopropyl Betaine, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Laureth-2, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, BHT, Citral, Limonene, CI 19140, CI 14700

W przypadku tego żelu zdecydowanie czuję cytrynowe landrynki kojarzące mi się z dzieciństwem:


źródło: google.pl




Pyszne połączenie słodkiej czekolady i orzeźwiającej mięty ukryte w butelce żelu pod prysznic Original Source Chocolate & Mint jest jak apetyczny deser z lekką nutą dekadencji. Pozwól sobie na tę intensywnie czekoladową słodycz - bez ani jednej kalorii.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Cocamide DEA, PEG/PPG-120/10 Trimethylopropane Trioleate, Laureth-2, Mentha Piperita Leaf Extract, Theobroma Cacao Seed Extract, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, CI 61570, CI 19140, CI 16255, CI 16035

Zapach od razu skojarzył mi się z zapachem ciasteczek, które jadłam w dzieciństwie:

źródło: google.pl

No dobra, było smacznie (aż mi w brzuchu zaczęło burczeć!), a teraz powinny być fakty kosmetyczne. Co je wszystkie łączy poza smakowitymi zapachami? Dobrze się pienią, są wydajne i nie wysuszają skóry. Żele zamknięte są w tubkach niekapkach, dzięki czemu nie ucieka zbyt wiele żelu. Niestety minusem jest konsystencja tych dwóch (używałam innych wersji zapachowych i było z nimi wszystko ok) i było okropnie gęste. Musiałam się nieźle nagimnastykować żeby wycisnąć z nich żel. Dobrze, że lałam je do wanny, bo obawiam się, że jakbym stała pod prysznicem to mogłabym sobie zrobić krzywdę. Jeśli chodzi o płyn do kąpieli - to nic opakowaniu nie mam do zarzucenia.

Płyny/żele są tanie, dostępne już nie tylko w Rossmanach, widziałam je też w Biedronkach.

p2 sand style / 040 illegal

Piasków część trzecia (i na pewno nie ostatnia! bo mam ochotę na więcej). Dziś drugi z zakupionych przeze mnie lakierów p2, czyli Illegal z numerkiem 040. To piękny czerwony lakier, migoczący miliardem drobinek. Szczerze? Nie wiem już, który z piasków bardziej mi się podoba.

Tutaj jedna warstwa zdecydowanie wystarczy, na paznokciach mam dwie. A ze zmywaniem pomimo wszystko nie ma aż takich problemów :)







Barry M / Kingsland Road (textured nail effect)

Piasków ciąg dalszy. Tym razem piasek, który nazwany został teksturą. Jest delikatny i piękny. Kolor jest bardzo mój i tak mi się podoba, że 3 dzień nie mam ochoty go zmieniać i trzyma się świetnie.

Do pełnego krycia wystarczą 2 warstwy, muszą być cienkie, bo lakier może i wyschnie, ale nie będzie widocznego efektu tekstury. Wysycha błyskawicznie. Minus? Poza dostępnością, to to, że lubią się do paznokci z tym lakierem przyczepiać różne "kłaczki". A poza tym? Cud, miód i orzeszki, chyba będzie dłuugo królował na moich paznokciach :D








p2 sand style / 060 strict

Po ostatnim wysypie postów o piaskowych lakierach, sama zachciałam mieć taki. Z firmy p2 kliknęłam w 060 strict i 040 illegal, dziś przyszły, a ten pierwszy wylądował od razu na paznokciach :) Pierwsze wrażenie? Nic nadzwyczajnego, ale po kilkunastu minutach podoba mi się dużo bardziej i powoduje, że mam chrapkę na więcej :]

Do pełnego krycia wystarczy jedna warstwa (wyjątkowo na środkowym palcu i na kciuku są 2 warstwy, co widać), w miarę szybko schnie. 









Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me