Dziś razem z Kasią z bloga Let's talk beauty zaraz po godzinie 9 pojawiłyśmy się w nowo otwartym sklepie Marks&Spencer we Wrocławiu. Nie mogło się u mnie obyć bez małych zakupów oraz załapałam się na prezent :)
Zakupy: napój żurawinowo-cytrynowy, masło orzechowe, biała herbata z maliną (pachnie zabójczo), przepyszne świeżutkie bułeczki i ciastka z belgijską białą czekoladą z malinami.
Zakupy niespożywcze :) - zabójcze skarpetki idealne na obecną pogodę, zdecydowanie poprawiają humor :)
Prezenty (dla pierwszych iluś tam klientów): dwa żele do mycia rąk - grejpfrutowy i cytrusowy oraz grejpfrutowy żel pod prysznic i błyszcząca kosmetyczka :)
Zdjęć ze środka nie mam, może Kasia wrzuci swoje, bo widziałam, że trochę zdjęć porobiła. Dzięki za miły poranek w tą okropną deszczową pogodę! :]
* * * * * * *
W minioną sobotę odbyło się kolejne spotkanie wrocławskich blogerek. Zdjęć nie mam, bo nie wzięłam aparatu. Niektóre dziewczyny szalały z aparatami, więc można u nich znaleźć fotorelacje :) Nie obyło się bez wymianki - czyt. wzięłam wszystkie zbędne kosmetyki i wyrzuciłam na stół. Miny dziewczyn? Bezcenne! Nie obyło się również bez prezentów od sponsorów, za co dziękuję organizatorkom! Do następnego razu! :)
Lakier kameleon. W cieniu jest to bardzo ciemny szary z duuużą ilością drobinek. W słońcu to istne cudo! Słońce teraz pięknie świeci mi przez okno, więc siedzę i patrzę, jak lakier się mieni :) Rewelacyjny jednowarstwowiec, ale ja z przyzwyczajenia nałożyłam 2 warstwy.
Poniżej Color Club Revvvolution!
(wybaczcie ten włosek, moja kocica postanowiła przeturlać wszystkie lakiery, które miałam na wierzchu w dywanie i dopiero po wrzuceniu zdjęć zobaczyłam włosek :)
Ostatnio zrobiło się u mnie lakierowo, ale to z nadmiaru cudeniek do pokazania :) Myślę, że to się niebawem zmieni (jak tylko pojawi się słońce do robienia zdjęć).
Sexy Divide kupiłam całkiem przypadkiem, czaiłam się w SP na inny lakier, który chciałam dorwać w promocji, niestety go nie było. Więc szybkim wyborem padło właśnie na niego i to był dobry wybór :)
Ten post miał się ukazać w sierpniu, ale coś nie wyszło :) Poniżej moje sierpniowe łupy.
Seche Restore, Poshe basecoat i Poshe topcoat. Lakiery China Glaze z kolekcji Hunger Games - Foie Gras i Dress Me Up.
Maseczka Dermedic Hydrain3 i krem, który poleciła mi pani dermatolog na wrocławskim spotkaniu blogerek - Normaderm Anti-Age + gratis w puszcze - mini produkty.
Peelingi - jabłko i rabarbar z Organique i granat z Bielendy.
Zestaw małego chemika :) czyli wszystko potrzebne do zrobienia serum z witaminą C z Biochemii Urody.
Kolejne lakiery China Glaze :) Below Deck i Poinsettia. Color Club - Revvvolution i gratisowy brokatowy lakier Perfect Lady.
Ktoś coś chce na pierwszy ogień? Przyjmuję zamówienia :D