Ancynamon

Lakiery Colour Alike pokochałam miłością ogromną. Po pierwsze, mają cudne kolory. Po drugie mają odpowiedni pędzelek. Po trzecie są tanie. Po czwarte mają dobrą trwałość. Czego chcieć więcej od lakieru? :)


Ostatnio kupiłam kilka lakierów, jednym z nich jest Ancynamon (nr 111).




Kolor jest dokładnie taki jak nazwa: cynamonowy. A że cynamon kocham to i ten lakier również ;)


Na paznokciach po 3 dniach, mam lekko starte końcówki. 


Jedynym minusem lakierów Colour Alike jest zakrętka. Widać na niej ślady paluchów, których nie lubię. Ale da się to przeżyć.


Cena: 10,99 zł. Do kupienia tutaj.

Alterra - szampon do włosów, part 2

Ostatnio pisałam o szamponie Alterra Sensitiv. Dziś kolej na:



zdjęcie: google.pl


Opis producenta:
Do produkcji szamponu nawilżającego zastosowano specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: wartościowa kompozycja pielęgnacyjna z wyciągami z aloesu, granatu i kwiatów akacji pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii. 


Opakowanie: 
Solidne, plastikowe opakowanie z zatyczką, niczym się nie różni od innych szamponów tej marki.


Zapach:
Słodki, przyjemny - zupełna odwrotność jego poprzednika w mojej łazience.


Konsystencja:
Tak samo, przezroczysta galaretka.


Działanie:
Z tym szamponem już nie było tak różowo, jak z Sensitiv. Mam wrażenie, że bardziej mi włosy przesuszył, przez co musiałam częściej używać odżywki do włosów. Dodatkowo plątał mi je, ciężko się je rozczesywało.  Zużyć, zużyłam go do końca, ale raczej się nie polubiliśmy. Teraz testuję kolejny.


Cena i dostępność: Rossman, ok. 9 zł/200 ml.


Skład: Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Coco Sulfate, cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauroyl Sarcosine, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Alcohol*, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**.
* surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** naturalne olejki eteryczne.


Podsumowując:  W przypadku tego szamponu nie będzie tyle ochów i achów. Tak, jak pisałam wcześniej - przesuszył mi włosy i je plątał. Nie czuję żalu po rozstaniu z nim.

Alterra - szampon do włosów, part 1.

Te szampony znają już chyba wszyscy, a przynajmniej połowa z nich już ich używała. Sama kupiłam z czystej ciekawości, a poza tym chciałam zmienić trochę pielęgnację moich włosów - używam szamponów z naturalnymi składnikami.


Na pierwszy ogień poszedł szampon Alterra Sensitiv - Shampoo Mandel & Jojoba (Łagodny szampon dla wrażliwej i podrażnionej skóry głowy - Migdały i Jojoba). Niestety bez własnego zdjęcia, ponieważ u mamy nie da się zachować pudełek do projektu denko, wszędzie je znajdzie :)


zdjęcie: google.pl


Opis producenta:
Odprężenie i łagodna pielęgnacja. każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji łagodnego szamponu Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości. Precyzyjnie zestawiona kombinacja składników odżywczych z wyciągiem z migdałów i jojoby doskonale nadaje się do łagodnego mycia włosów, otacza je delikatnym filtrem ochronnym i koi skórę głowy. 


Opakowanie: 
Solidne, plastikowe opakowanie z zatyczką, która pomimo wielu upadków ze sporych wysokości była do samego końca w całości.


Zapach:
Okropny, nie wiem czym to pachniało, ale na pewno nie migdałami, bo ten zapach bardzo lubię. Na początku bardzo mnie irytował, ale po dłuższym stosowaniu przywykłam.


Konsystencja:
Praktycznie przezroczysta galaretka.


Działanie:
Na pewno zgodzę się tutaj z opisem producenta, mam wrażliwą skórę głowy i zdecydowanie bardzo dobrze działał na moje włosy. Przetłuszczały się dużo wolniej niż po innych szamponach, nie zauważyłam, żeby mi wypadały bardziej, niż do tej pory (o czym wiem, bo wiele z Was o tym wspominało w swoich recenzjach). Włosy bardziej mi błyszczały, były gładsze. Baa, nawet kolor po farbowaniu był dłużej trwały i się nie spierał! Działanie zdecydowanie na plus dla moich włosów! Dodatkowo opakowanie 250 ml starczyło mi na miesiąc mycia praktycznie codziennie nim włosów, więc również wydajność na plus.


Cena i dostępność: Rossman, ok. 9 zł/200 ml.


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Alcohol*, Glycerin, Coco Glucoside, Caprylyl/capryl Glucoside, Acetum*, Xanthan Gum, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Extract*, Avena Sativa Extract*, Simmondsia Chinensis Extract*, Parfum**, Citral**, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Geraniol**.
* składniki z certyfikowanych organicznych upraw.
** naturalne olejki eteryczne.



Podsumowując:  Moje włosy po tym szamponie są w o niebo lepszej kondycji. Wpływ na to oprócz szamponu na pewno miało to, że przed końcem roku przestałam używać suszarki do włosów. Szampon w pewnym stopniu spotęgował dobry wygląd moich włosów, który zauważają głównie moi znajomi. Na razie mój ulubiony szampon Alterry, pozostałych dopiero używam.

Orly - szybka wygrana w szybkim konkursie

Po pierwsze: tak, wiem, opuściłam się. Miesiąc czasu zbierałam się, żeby się zebrać. Ale przeprowadzka tymczasowo do rodziców, remont mojego własnego M, szkoła, pisanie magisterki i praca to chyba już trochę za dużo. Ale postaram się poprawić, obiecuję!


Po drugie: dzisiejszy post z cyklu: "lubię się pochwalić" :) Szybka wygrana w szybkim konkursie na profilu Orlybeauty na Facebook'u wygrałam zestaw Cool Romance mini kit z czterema pięknymi lakierami, które chciałam mieć od momentu ich zobaczenia! Wysyłka doszła do mnie baaaardzo szybko i od razu wzięłam się do używania!




Na pierwszy ogień poszła piękna mięta Jealous, much? 




Kolor! Jest po prostu piękny, idealny. Bez dodatku zielonych, czy niebieskich refleksów.
Aplikacja - pomimo tak małego pędzelka, malowało się świetnie. Niestety potrzebowałam 2-3 warstw lakieru, aby nie było prześwitów. Pomimo to schnie migusiem.
Trwałość! 4 dni bez odprysków, z lekkim ścieraniem końcówek. Myślę, że wytrzymałby i dłużej, ale ja dłużej nie noszę jednego koloru na paznokciach :)


Jestem z tej serii baaardzo zadowolona, tak jak jestem w ogóle zadowolona z lakierów Orly. Następne już niebawem na moich paznokciach :)

biedronkowy peeling do ciała

Tego produktu nie trzeba Wam przedstawiać. Swego czasu był istny szał na punkcie biedronkowych peelingów i maseł do ciała. Z tej pierwszej kategorii miałam tylko jeden produkt, o którym napiszę poniżej.


Wiem, że już dawno minął okres, kiedy chyba wszystkie blogerki kupowały te produkty w Biedronce, ale ja dość długo zbierałam się w sobie, bo do końca nie wiedziałam, co o nim myśleć. Zużywałam go tak strasznie długo, nie dlatego, że był bardzo wydajny, ale dlatego, że najzwyczajniej na świecie zmulił mnie jego zapach.




Opis producenta:
Peeling do ciała o słodkim zapachu borówki doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawierająca naturalne drobinki ścierające usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. Skóra po użyciu preparatu jest oczyszczona i aksamitnie gładka.
  • Łupinki orzecha włoskiego - głęboko oczyszczają i peelingują skórę.
  • Pestki moreli - doskonale złuszczają martwe komórki naskórka.
  • Czarna porzeczka - delikatnie peelinguje i neutralizuje działanie wolnych rodników. Zawiera olej bogaty w kwasy Omega 6, który sprawia, że skóra jest młoda i promienna.
  • ECOSCRUB - w naturalny sposób usuwa zrogowaciały naskórek.
  • Ekstrakt z borówki - stymuluje i ujędrnia skórę, działa antyoksydacyjnie i przeciwpodrażnieniowo.
  • Gliceryna - działa nawilżająco, zmiękczająco na skórę.
Stosowanie: peeling delikatnie wmasuj w skórę całego ciała okrężnymi ruchami od stóp w górę, następnie spłucz wodą. Stosuj dwa razy w tygodniu.



Opakowanie:
Okrągłe, plastikowe, zakręcane. Przezroczystość ułatwia kontrolowanie ilości produktu.

Konsystencja:
Galaretkowata, trochę uciekała mi przez palce podczas brania prysznica.

Zapach:
Słodki, na początku bardzo mi się podobał, ale im dłużej go używałam, tym bardziej miałam go dość. Na szczęście nie utrzymywał się za długo na skórze.

Działanie:
Przyznaję szczerze, że peelingów używam głównie do moich problematycznych ramion i łokci, sporadycznie do całego ciała. Do stóp używam specjalnych produktów. Na moje problemy z ramionami niestety był trochę za słaby. Lubię jak peeling rzeczywiście ściera i to porządnie. A tak to czułam, że coś działa, ale nie za wiele. Niestety moja poprzeczka, co do peelingów jest bardzo wysoka, więc dla osób z mniej problematyczną skórą może być o wiele lepszy.

Cena i dostępność: Biedronka, koszt kilka złotych, nie pamiętam dokładnie, bo dawno kupowałam.

Skład: Aqua, Glycerin, Prunus Armeniaca Seed Powder, Polylatic Acid, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-8 Ribes Nigrum Fruit, Juglans Regia Sheil Powder, Parfum, Propylene Glycol (and) Aqua (and) Vaccinum Mirtillus Fruit Extract, Carbomer Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Methyloparaben, Propylparaben, Benzyl Alcohol, Linatool, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3 Dial, Caramel, CI 42090, CI 16255.


Podsumowując: za niewysoką cenę otrzymujemy w miarę dobry peeling. Niestety przez ten mocny zapach nie kupię go więcej.

china glaze - rated holographic

To moje pierwsze spotkanie z lakierami China Glaze i już wiem, że to moje ulubione lakiery.


Przedstawiam Wam China Glzae Rated Holographic!




Lakier ma przepiękne drobinki - różowo-żółtawo-niebieskawe. Pewnie znalazłabym jeszcze kilka innych kolorów, ale te widziałam głównie. Musicie uwierzyć mi na słowo, bo światło podczas robienia zdjęć było tragiczne :)


Kształt butelki jest świetny, bardzo dobrze się maluje i trzyma butelkę. Pędzelek jest idealny. Konsystencja taka jaką lubię - ani gęsta, ani rzadka.


Na paznokciach mam dwie warstwy na bazie Nail Tek Foundation II. Jest trwały - szorowałam łazienkę nie używając rękawiczek, ręce miałam prawie cały czas mokre i nic się im nie stało! Ale standardowo zmieniłam kolor po 2 dniach :)




Podsumowując: uwielbiam ten lakier (i jego brata, Strawberry Fields, który teraz króluje na moich paznokciach - recenzja niebawem)! I pokochałam China Glaze. Gdyby tylko nie były takie drogie i trudno dostępne..

zakupowo

Kocham wyprzedaże. Zawsze mam wrażenie, że mówią do mnie i się uśmiechają, bylebym tylko zajrzała. Miałam ambitny plan, aby coś upolować, ale niestety jak na złość złapałam swoje coroczne choróbsko. Przynajmniej siedzę w domu i nie muszę wychodzić do pracy. Za to magisterka czeka na napisanie, brrrr... !


Moje łupy to głównie lakiery (mam ich już tyle, że nie wiem gdzie je trzymać!), ale i kilka rzeczy z TBS, gdzie trafiłam na fajną promocję :)




Zestaw kremów do rąk - przeceniony z 45 zł na 23 zł, oraz peeling żurawinowy - przeceniony z 20 zł na 10 zł. Pojedyncze kremy były po 10 zł (przecenione z 20 zł). No i jak tu nie kochać wyprzedaży? :)




A tutaj kremy w całej okazałości, wszystkie po 30 ml. Spiced Vanilla, Cranberry Joy oraz Candied Ginger. A więc zabieram się za testy!




Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok nowych lakierów Sensique! Zachwyciły mnie Fireworks oraz Pink Frosting. I mam ochotę na pozostałe, bo są cudne!




A to już zakupy na allegro. Lakiery kupione pod wpływem miłości od pierwszego wejrzenia i nie żałuję, są po prostu cudowne! Od lewej: Color Club - Fashion Addict i Wild At Heart oraz China Glaze - Strawberry Fields i Rated Holographic. Cieszę się z tych lakierów głównie dlatego, że to moje pierwsze spotkanie z tymi firmami. Efekty na paznokciach są boskie!




Ostatnie kolorowe, również dla mnie zupełnie nowe, lakiery Colour Alike, które zamawiałam ze sklepu barbra.pl. Kupiłam zachwalany na kilku blogach Q z numerkiem 108 (cudo!) oraz 464 (malinowo-czerwony) i 459 plum plum.




I na sam koniec znany chyba wszystkim Seche Vite. To moje pierwsze z nim spotkanie i nie oddam go za żadne skarby! Ale o nim w osobnej recenzji :)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me